Literackie podsumowanie 2012

By | 2 stycznia 2013

Pora na ostatni wpis zamykający rok 2012 — czyli kategorię dotyczącą literatury. Podobnie jak w przypadku filmów, ten rok był dla mnie dużo mniej owocny niż poprzedni. W 2011 roku przeczytałam 104 pozycje, a w minionym — zaledwie 80, w tym 74 książki i 6 tomików komiksów. Recenzji doczekały się 44 książki (z czego dwie opublikuję już w roku 2013), a kolejne 9 krótkiego omówienia w ramach Nieregularnego Przeglądu Literackiego. Dla miłośników spisów — lista z odnośnikami. Dla preferujących tekst ciągły — poniżej moje wrażenia zebrane dotyczące lektur.

LITERACKIE PODSUMOWANIE ROKU 2012

Zacznijmy od fantastyki, która dominowała wśród moich lektur. W tym roku zachwyciło mnie przede wszystkim kilka pozycji z serii Uczta Wyobraźni, czyli „Atlas chmur” Davida Mitchella, „Dom derwiszy. Dni Cyberabadu” Iana McDonalda, „Nieśmiertelny” Catherynne M. Valente oraz „Smok Griaule” Luciusa Sheparda — myślę, że nie wymagają one jeszcze większego polecania, a wszyscy czytelnicy dobrze już znają moje zamiłowanie do tej serii. Ogromnym zaskoczeniem okazała się dla mnie „Gra Endera” Orsona Scotta Carda, będąca pierwszą książką tego autora, jaką przeczytałam, a dodatkowo także pozycją, która przekonała mnie do słuchania audiobooków. Nie mogę oczywiście zapomnieć o prześwietnym „Droodzie” mającym bardzo niewiele wspólnego z typową fantastyką, ale będącym przykładem prozy świetnej stylistycznie i intertekstualnej, czyli charakterystycznej dla Dana Simmonsa. Był to także rok, kiedy zgłębiałam dokonania mojego ulubionego twórcy, Philipa K. Dicka — przeczytałam kolejne pięć powieści jego autorstwa i polecić mogłabym wszystkie. Najlepsza? Stawiam na „Przez ciemne zwierciadło” opisujące skutki uzależnienia od narkotyków w stylu typowym dla Dicka.

Choć wśród wybieranych przeze mnie pozycji dominowała fantastyka zagraniczna, nie mogłabym nie wspomnieć o odkryciach wśród rodzimych pisarzy. Na niwie science fiction będzie to Rafał Kosik, który świetnym „Verticalem” i niezgorszym „Marsem” uczynił mnie wierną czytelniczką jego prozy. Z kolei wśród autorów preferujących fantasy nazwisko może być tylko jedno — Robert M. Wegner. Dwa tomy „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” to właściwie jedyna lektura z tego podgatunku, jaka w tym roku tak bardzo przypadła mi do gustu. Chciałabym także zwrócić waszą uwagę na antologię „Science Fiction” wydawnictwa Powergraph — to pozycja dość wymagająca, ale jakże warta zaangażowania. Tego zbioru z pewnością nie powinni przegapić fani pisarskich dokonań Jacka Dukaja, którego mini-powieść stanowi jeden z największych kąsków zawartych w tomie.

Literatury niefantastycznej przeczytałam niestety dużo mniej, niż bym sobie życzyła. Wśród pozycji szczególnie godnych uwagi i wpisujących się moim zdaniem w nurt klasyki literatury znalazły się: przeczytany ponownie dramat Sławomira Mrożka „Tango”, „Myszy i ludzie” Johna Steinbecka, niedokończona ostatnia powieść Charlesa Dickensa „Tajemnica Edwina Drooda” (będąca zarazem lekturą obowiązkową przed „Droodem” Simmonsa), „Wielki Gatsby” Francisa Scotta Fitzgeralda oraz „Żony i córki” Elizabeth Gaskell. Miłośnikom prozy historycznej polecić zaś mogę „Koronę śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej (w tej powieści natkniecie się także na elementy fantastyczne, ale nie powinny one odstraszać tych, którzy za tym nurtem nie przepadają) oraz „Kochanice króla” Philippy Gregory.

Kilka przeczytanych pozycji niestety mocno mnie rozczarowało — ze względu na swoją literacką mizerność z jednej strony, z drugiej zaś z powodu moich oczekiwań. Nie polecam więc lektury: „Igrzysk śmierci” Suzanne Collins, „Kościotrzepu” Cherie Priest, „Księżniczki” Andrzeja Pilipiuka, „Robokalipsy” Daniela H. Wilsona oraz „Alkaloidu” Aleksandra Głowackiego.

Na jakie książki czekam w roku 2013? Trudniej niestety oczekiwać literatury niż filmów, seriali albo gier, bowiem nie wszystkie wydawnictwa były łaskawe zdradzić swe plany, albo przynajmniej szkice. Stąd pewnie moje zestawienie jest o wielokroć przykrótkie. Nie zdziwię jednak nikogo, mówiąc, że czekam przede wszystkim na kolejne powieści autorstwa Philipa K. Dicka od wydawnictwa Rebis oraz na tomy Uczty Wyobraźni od Maga — szczególnie na pozycje autorstwa Forda, Clarke, Sheparda i MacLeoda. Liczę także, że ukaże się wypatrywane przeze mnie już przeszło rok wznowienie Cyklu Barokowego Neala Stephensona. Nie przegapię z pewnością kolejnej powieści Dana Simmonsa, czyli „Carrion Comfort”, „Składanego noża” K.J. Parker oraz „Wyspy i innych opowiadań”, Petera Wattsa. A skoro o Wattsie mowa — wyglądam także zakończenia cyklu o Ryfterach i liczę na to, że pierwszy kwartał tego roku zakończę z „Behemotem” na półce. Wśród literackich marzeń — acz przypuszczam, że będę musiała ponowić je za rok — wymienię także wznowienia powieści Davida Mitchella, które obiecuje Mag. Na zakończenie, warto wspomnieć o planach wydawnictwa Solaris — wypatruję przede wszystkim historyczno-fantastycznej dylogii Connie Willis, na którą składają się tomy „All Clear” i „Blackout”, oraz nowej inicjatywy — Galaktyki Gutenberga.

A skoro o Galaktyce Gutenberga mowa, pozwolę sobie w kilku słowach podsumować inne osiągnięcia związane z literaturą, tym razem nie jako czytelnik, a jako tłumacz. Co cieszy mnie najbardziej, to nawiązana współpraca z Wydawnictwem Solaris — pierwsze przetłumaczone przeze mnie opowiadania autorstwa słynnego Harlana Ellisona ukażą się już w lutowym numerze pisma „SFinks”. Kolejne teksty, nad którymi pracuję, trafią zaś do wspomnianej Galaktyki Gutenberga, ale tu niestety nie mogę zdradzić nic więcej. Prócz faktu, że jestem z siebie niesłychanie dumna i na dobrej drodze do realizacji jednego z największych życiowych marzeń.
Z kolei pierwsza publikacja, w której będzie można ujrzeć moje imię i nazwisko, trafi na księgarskie półki w styczniu. Tym razem nie chodzi o literaturę piękną, a fachową — będzie to książka „Przechytrzyć social media” autorstwa Evana Bailyna ukazująca się w Wydawnictwie Helion. Nad kolejną pozycją dla tego wydawcy pracuję zaś obecnie, licząc na to, że to także nie koniec mojej przygody z tematyką IT.

Podsumowując podsumowania, rok 2012 mam za owocny na każdej niwie. Życzę sobie — jak i wszystkim czytającym te słowa — aby kolejny był co najmniej równie dobry, jak nie jeszcze lepszy. Postanowienia? Z dziedziny literatury dopisuję: co najmniej 52 przeczytane książki (ale liczę na to, że będzie ich więcej) i co najmniej kilka publikacji w druku. Oraz mniej kupowania — przyda się jedno postanowienie, którego będę mogła z premedytacją nie dotrzymać.

  • Widzę, że przeczytałaś kilka książek (i w dodatku chwalisz je sobie) na które od jakiegoś czasu wpatruję się z zainteresowaniem – i liczę, że w tym roku uda mi się do nich dotrzeć i poszerzyć trochę czytelnicze horyzonty. I chociaż nie jestem fanką SF, to staram się łamać moje opory i zapewne w tym roku sięgnę po „Grę Endera” (to może się skusze też na ekranizację) i klasyczną „Diunę”.
    I gratuluję tłumaczeniowych osiągnięć ;) Oby tak dalej.

    • Myślę, że „Gra Endera” to bardzo dobra propozycja na pierwszą/jedną z pierwszych książek sf. W warstwie ‚science’ nie należy do skomplikowanych, więc nie odstrasza, ale za to pod względem emocji i psychologii potrafi nieźle wstrząsnąć czytelnikiem. Tak więc polecam. :)
      Dziękuję. :)

  • „Grę Endera” w ramach przypomnienia przyniosłam sobie dziś z biblioteki, ciekawe czy spodoba mi się tak jak przed laty. „Atlas chmur” chyba się w końcu doczeka w tym miesiącu, na „Drodda” poluję w bibliotece bo trochę za drogi dla mnie. Czytałam wiele pozytywnych opini o „Opowieściach z meekhańskiego pogranicza”, koniecznie musze zdobyć. Z niecierpliwością czekam na nowe książki Connie Willis – mam nadzieję, że Solaris szybko wyda oba tomy. Gratulacje! Życzę wielu sukcesów na polu tłumaczeniowym w 2013 roku! :)

    • Willis powinna być w pierwszym półroczu, ale niewykluczone, że z racji objętości wyjdzie u nas w czterech tomach zamiast w dwóch. Właściwie nie czytałam jeszcze niczego jej autorstwa, ale opis wydał mi się bardzo zachęcający.
      Dziękuję. :)

  • viv

    Na to podsumowanie czekałam :)
    Przede wszystkim gratuluję sukcesów zawodowych! I przyznam, że po Twoim wyznaniu dotyczącym Galaktyki, raz jeszcze się jej przyjrzę :)
    Jeśli chodzi o literackie zachwyty minionego roku, generalnie w zakresie książek, które również przeczytałam, zdanie nam się pokrywa – poza „Marsem”, który był dobry, ale do mojej Top-listy by nie trafił :)
    Trzymam kciuki za realizację planów w Nowym Roku! Oby przyszłoroczne podsumowanie było równie pozytywne :)

    • Dziękuję! :) A do „Galaktyki…” zachęcam, nie tylko ze względu na własną cegiełkę, ale wydaje mi się, że to jeden z ciekawszych projektów, wartych wsparcia.
      Tak patrzę teraz na „Marsa” i resztę, i z opóźnieniem do mnie dotarło, że jak polska fantastyka – to tylko od Powergraphu. :D A jak zacznę czytać Kontrapunkty, to pewnie jeszcze bardziej się w tym utwierdzę.

  • Dobre wieści odnośnie Mitchella – Mag w swoich zapowiedziach na drugą połowę 2013 roku umieścił ‚The Thousand Autumns of Jacob de Zoet’ :o)

    • Staram się na razie nie entuzjazmować szkicami Maga na drugą połowę roku, bo wiadomo, jak to potem z ich realizacją bywa. (To wyraz mojego rozgoryczenia za nieustanne przesuwanie Clarke i Cyklu Barokowego). Ale na Mitchella na pewno się rzucę zaraz jak tylko wyjdzie, więc trzymam kciuki, żeby wydarzyło się to wcześniej niż później. :)

  • Gratuluję sukcesów tłumaczeniowych! Bardzo zazdroszczę, bo to naprawdę fajne zajęcie. Ze mnie to z kolei informatyk, ale raczej nie z tych „socialmediowych”, bo to bardziej management…
    Podobnie jak Ty, śledzę inicjatywę Marka Oramusa i jego Galaktykę Gutenberga. Byłam na jednej jego prelekcji na Polconie i to naprawdę świetny twórca.
    Z najlepszych książek jestem całym sercem za „Grą Endera”, chociaż w tym roku czytałam ją po raz drugi to wydała mi się nawet jeszcze bardziej genialna. No i Kosik, świetny pisarz. Vertical to arcydzieło :)

    • Dziękuję bardzo. :)
      O, przy okazji Kosika, przypomniało mi się jeszcze, że liczę też na prędkie wznowienie „Kameleona” w twardej oprawie, bo strasznie jestem go ciekawa (no i to jedyna pozycja autora, prócz dalszych tomów „Felixa…”, która mi została do przeczytania).

    • Kameleon jest ciekawy, ale już inny od pozostałych. Dużo gatunków Kosik tam zawarł, a wszystko w otoczce SF :) Ja mam niestety w miękkiej wszystkie jego książki, oprócz „Obywatela…”. A Felixa kiedyś muszę zacząć :)

  • Twoje podsumowanie jakoś mnie nie zaskakuje, zwłaszcza to, co dotyczy „Atlasu chmur” i Sheparda.;) A Collins i tak mam zamiar przeczytać, bo żeby krytykować, muszę poznać.;) I gratuluję nazwiska w wydanej książce.:)

    • Też lubię zapoznać się z tym, co głośne i kontrowersyjne, choćby po to, żeby móc krytykować, ale ostatnio dobrnęłam do granicy poświęcenia i stwierdziłam, że jednak Greya już nie przełknę – i krytykuję na podstawie znajomości dziesięciu stron ze środka, trudno. :D
      Dziękuję. :)

  • Uczty wyobraźni rzeczywiście nie trzeba polecać i chyba wielu obeznanych w fantastyce planuje przeczytać całą serię. Z wymienionych pozycji nie znam jeszcze „Domu derwiszy…”. Z wysoką oceną dla pozostałych z akapitu się zgadzam, z małym wyjątkiem w postaci „Atlasu…”, ale to wiesz, że oceniłam trochę niżej. I nie czytałam też Endera, w zasadzie to chodzę wokół niego już od jakiegoś czasu i nie mogę się przełamać, dość nieracjonalnie, bo głównie przez wzgląd na nawiedzenie, jak dla mnie, autora.

    O ile nie dziwi mnie odradzanie „Robokalipsy”, „Igrzysk…” i „Księżniczek”, a marność „Kościotrzepu” przyjmuję na wiarę, tak żałuję, że „Alkaloid” nie sprostał. Przy jego premierze miałam nie do końca sprecyzowaną, ale jednak nadzieję, a widzę, że nie ma sensu sięgać. Szkoda.

    A w związku z tłumaczeniami też złożę gratulacje, i tradycyjnie – życzę kolejnych sukcesów. :)

    • „Alkaloid” był dla mnie w gruncie rzeczy zawodem największym – nie był wcale najsłabszą książką z wymienionych, ale jednak po podejmowanym temacie – a przede wszystkim po wydawnictwie – spodziewałam się czegoś na wysokim poziomie i dopracowanego do granic. A tu taki klops!

      Dziękuję; mam nadzieję, że w przyszłorocznym postanowieniu też będę mogła czymś się pochwalić. :)

    • Viginti, nie zniechęcaj się ostatecznie do ‚Alkaloidu’, bo ty lubisz takie literackie dziwadełka, książka ma więc pewną szansę Ci się spodobać :o)

    • Moim zdaniem problemem „Alkaloidu” nie jest jego dziwność – sam pomysł miał potencjał, a elementy dziwności są jak najbardziej w porządku – a to, że jest po prostu słabo napisany i niestety widać, że autor to debiutant, który z piórem nie do końca sobie radzi. Do tego dochodzą bezsensowne i rozwlekłe sceny akcji oraz kiepsko poprowadzone postacie, z głównym bohaterem na czele. A to niestety bardzo rzutuje na dobre strony powieści i trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby przebrnąć przez tekst li tylko dla tych godnych uwagi, nietypowych elementów.

    • Czy debiutant – nie wiadomo, bo chyba po dziś dzień nie wyciekło do informacji publicznej, kto właściwie tę książkę napisał. Bo przecież nie Aleksander Głowacki ;P

      Co do zarzutów – jak najbardziej się zgadzam. Zresztą po wyprodukowaniu recenzji przeczytałam Twoją i z pewnym zmieszaniem stwierdziłam, że są tak uderzająco podobne, jakbym co najmniej mocno się inspirowała :D