Literackie podsumowanie 2011

By | 1 stycznia 2012

Przyszła pora na ostatni odcinek podsumowań, ten najbardziej oczywisty, jeśli przejrzy się listę tegorocznych wpisów. Większość to rzecz jasna recenzje książek, czy to tych z mojej biblioteczki, czy to tych otrzymywanych od różnych redakcji. Oto więc nadeszła ta chwila. Na czwarty ogień – literatura!

LITERACKIE PODSUMOWANIE ROKU 2011

Znowu pozwolę sobie zacząć od kilku danych statystycznych. W tym roku mogę być dumna z przeczytanych 104 pozycji – 15 z nich to tomiki komiksów, pozostałe 89 – książki różnego typu. Znalazł się tam i album, i przewodnik, i poradnik, i biografia, a także podręcznik do RPG. Jednak największy procent przeczytanych to w tym roku wszelkiej maści fantastyka, łącznie 51 książek.
W tym roku udało mi się także opublikować 28 recenzji książek (a napisać o dwie więcej – te już niebawem), z których 20 zostało stworzonych na potrzeby jednego z trzech portali, z którymi współpracuję – a są to LubimyCzytać, Bestiariusz i Insimilion. Niestety, z racji mojego książkowego zakupoholizmu egzemplarze recenzenckie nie stanowią większości mojego rocznego przychodu książek. Wolę nawet nie liczyć, ile ich było. Ale pewnikiem więcej niż 104. ;)

To teraz pora na najlepszych z najlepszych! Najwyższe oceny w roku 2011 przyznałam ośmiu publikacjom, a po czasie, który zdążył upłynąć od lektury, każda wydaje mi się przemyślana i na tyle pewna, że bez wahania polecam je każdemu, kto choć w jakiejś części podziela moje literackie upodobania. A że o każdej z nich mogłabym w skrócie powiedzieć tylko ‘genialne’, ograniczę się do listy najlepszych z najlepszych:
„Kraina Chichów”, Jonathan Carroll [czytana po raz kolejny] – recenzja;
„Lot nad kukułczym gniazdem”, Ken Kesey;
„Pieśń czasu. Podróże”, Ian R. MacLeod – recenzja;
„Rzeźnia numer pięć”, Kurt Vonnegut;
„Szklany klosz”, Sylvia Plath;
„Trojka”, Stepan Chapman – recenzja;
„Ubik”, Philip K. Dick – recenzja;
„Valis”, Philip K. Dick – recenzja.

Plany na przyszły rok? Miło by było przekroczyć znów próg stu przeczytanych pozycji, ale nic na siłę. Może być o to trudno z racji innych zobowiązań i dobierania sobie coraz to grubszych lektur. Najważniejsze, by były to pozycje jak najlepsze, czego życzę wszystkim molom książkowym.

  • 104 pozycje to naprawdę świetny wynik:)
    I w ogóle nie dziwią mnie twoi faworyci, choć z wymienionych czytałam tylko „Rzeźnię”” i „Krainę Chichów”.
    Wiesz i u siebie zauważyłam tendencję do czytania „cegieł”:P

  • O rany przeraża mnie ta ilość, wychodzi na to, że tylko ja ciągnę się daleko z tyłu ^^ Gratulacje świetnego roku i oby następny był równie pomyślny.

  • @Silaqui: Zachęcam więc do pozostałych, może też Ci się spodobają. :)

    @Harashiken: dziękuję i wzajemnie! ^^

  • Uch, gratuluję.:) Dla mnie setka to, jak dotąd, nieosiągalny wynik. I raczej w tym roku go nie osiągnę, bo obronić się trzeba…

    Wiesz, mnie jakoś „Kraina Chichów” nie zachwyciła. Owszem, ciekawa książka, fakt, że oryginalna, ale czegoś mi w niej brakowało. Szczerze, to trochę się zraziłam do autora i nie iem, co mam teraz z tym fantem zrobić (bo książek Carrolla do przeczytania na liście jeszcze kilka mam, ale motywacja zniknęła). Za to trzy z pozostałych wymienionych mam w planach.:)

  • Ponad 100 książek w ciągu jednego roku to marzenie, które się chyba nigdy nie spełni. :D
    „Kraina Chichów” mi także bardzo przypadła do gustu, podobnie jak „Śpiąc w płomieniu” tego autora. ;)

  • @Moreni: Z Carrollem trzeba się wstrzelić w nastrój i tyle:)

  • @Oceansoul: Z”Lotem” mam nieprzyjemne skojarzenia – mój polonista z liceum uparcie katował nas fragmentami filmu, na który ja w ramach protestu nawet okiem nie rzuciłam:P
    Za to”Ubika” mam w planach, a „Trojkę” baaardzo chcę przeczytać :)

  • @Moreni: jeśli chcesz dać Carrollowi jeszcze jedną szansę, polecam „Kości Księżyca”. A jak one też nie przypadną Ci specjalnie do gustu, to wtedy chyba można dać sobie spokój, bo choć Carrolla uwielbiam bardzo, to pisze trochę ‚na jedno kopyto’.

    @Aleksandra: akurat „Śpiąc w płomieniu” podobało mi się nieco mniej od tych wyżej wymienionych. Ale dla miłośników Carrolla to i tak pozycja obowiązkowa. ^^

    @Silaqui: nie wiem, czy Cię to przekona, ale moim zdaniem książka jest od filmu lepsza. ^^ Może za jeszcze parę lat, jak złe wspomnienia osłabną. :D

  • @Moreni: Włąśnie, spróbuj przebrnąć przez „Kości Księżyca” – ja od nich właśnie zaczęłam swoją przygodę z Carrollem :)

    @Oceansoul: heh.. tylko że ze mnie pamiętliwa bestia. Ale ok, nie skreślam książki, może kiedyś do niej „dojrzeję” :)