Loading...
Literatura

Lektura do pociągu – „Kuzynki”

Andrzej Pilipiuk, zwany też w niektórych kręgach Wielkim Grafomanem, należy do najbardziej płodnych i najczęściej wznawianych polskich fantastów. Pisarz wsławił się głównie cyklem o przygodach Jakuba Wędrowycza i sześcioksięgiem „Oko Jelenia”, ale i pozostałe jego utwory trudno by było zaliczyć do mało popularnych. Co przyciąga rzesze czytelników do twórczości Pilipiuka? Rozpatrzmy to na przykładzie „Kuzynek”, pierwszego tomu trylogii o pannach Kruszewskich.

Jako pierwszą poznajemy Katarzynę – dwudziestojednoletnią agentkę CBŚ, specjalistkę od komputerów i uczestniczkę ściśle tajnego rządowego projektu. Kobieta postanawia wykorzystać bazę danych swojego pracodawcy, by odszukać Stanisławę, daleką kuzynkę, która w tajemniczy sposób zachowuje wieczną młodość od czterystu lat. Panie zaprzyjaźniają się, a niebawem los styka je z szesnastoletnią Moniką Stiepankovic, sierotą uratowaną przez polskie wojska na Bałkanach. Dziewczyna skrywa jednak przed nimi pewien sekret…

Do największych zalet powieści trzeba zaliczyć fakt, że czyta się ją jednym tchem. Nie należy jednakże nastawiać się na lekturę wysublimowaną. Fabuła jest prosta i sprowadza się do próby odszukania alchemika Michała Sędziwoja, a przy okazji uniknięcia „tych złych”, którzy uprzykrzają życie bohaterkom. Postaci zostały nakreślone wyraziście, ale jednopłaszczyznowo. O wszelkich dylematach czy rozważaniach można zapomnieć; Pilipiuk nie usiłuje podjąć jakiegokolwiek ambitniejszego tematu, nawet gdy pojawia się ku temu okazja – jak choćby problem długowieczności.

Na plus trzeba poczytywać autorowi dobrą znajomość realiów historycznych. Co rusz pojawiają się wzmianki o strojach, wystroju wnętrz czy przedmiotach codziennego użytku z minionych epok, a to pozytywnie wpływa na klimat powieści i dobrze komponuje się z obrazem Krakowa XXI wieku. Język narracji nie jest jednak w żaden sposób stylizowany czy wyszukany; wręcz przeciwnie, styl Pilipiuka cechuje prostota i zwięzłość. Dialogi brzmią naturalnie, ale również należą do tych krótkich i konkretnych.

Najbardziej irytująca nie jest jednak niezobowiązująca natura powieści, lecz element rzadko spotykany w rozrywkowej literaturze fantastycznej – wszechwiedzący narrator o określonych poglądach polityczno-społecznych, który szpikuje pozornie zwyczajne opisy wstawkami o kradnącym rządzie czy ogólnym upadku kraju i narodu. Gdyby obdarzyć takim światopoglądem którąś z bohaterek, byłoby to zabiegiem dużo bardziej zrozumiałym i w pełni akceptowalnym. Niestety, autor do szerzenia własnych idei wybrał drogę kompletnie niestrawną. Szkoda, tym bardziej, że równocześnie można liczyć ze strony Pilipiuka na dużą dawkę autoironii i potraktowanie własnej twórczości – oraz kolegów po fachu – ze zdrowym dystansem.

Podsumowując, „Kuzynki” to ten typ lektury, który umili długą podróż pociągiem, ale nie pozostawi po sobie śladu w pamięci czytelnika. Przeczytać można, zwłaszcza jeśli w ręce wpadnie komuś przepiękne wydanie w twardej oprawie, będące ozdobą każdej biblioteczki. A jako że opowiedziana historia tworzy zamkniętą całość, ci, którym powieść nie przypadnie do gustu, nie będą zmuszeni sięgać po kolejne części trylogii, by dowiedzieć się, jak kończy się przygoda Katarzyny, Stanisławy i Moniki.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów oraz Portalowi Insimilion.

  • Ech ten Pilipiuk – od jakiegoś czasu czytając jego książki w głowie kołacze mi się „Mało!!!!” – widać, że koleś ma pomysł, ale często wydaje mi się, że nie chce się panu Andrzejowi jakoś bardziej rozwijać myśli. Jak wspomniałaś – nie podejmuje bardziej szczegółowo ciekawych tematów, serwując nam ot czytankę na czas podróży (swoją drogą,moja ostatnia przygoda z Pilipiukiem miała miejsce właśnie podczas jazdy autbusem. I to, o zgrozo, tylko w jedną stronę!) ^^

    • No też mnie to rozczarowało, zwłaszcza że książka pozostawia to pole do popisu i pociągnięcia owych tematów. Nie nastawiam się więc, że kolejne dwa tomy będą pod tym względem lepsze – ale od czasu do czasu na taką, jak mówisz, „czytankę”, też mi przychodzi ochota. ^^

  • kenaz

    Przeczytałem prawie wszystkie jego książki (w tym zbiory opowiadań). Poziom jest różny (szczególnie w opowiadaniach, niektóre oryginalne, ciekawe, porywające, inne nudne i naiwne), ale pewne jest, że każda jego kolejna książka to też dobry wybór do pociągu. Lekkie, wciągające, masa historycznych smaczków, dużo humoru (chociaż taki Wędrowycz nie śmieszy każdego, dość absurdalny i specyficzny humor). W opowiadaniach lubie szczyptę grozy (to głównie te z doktorem Skórzewskim – bardzo fajne historie).

    Najgorszy był chyba Wampir z M-3, najlepszy Wędrowycz (Zagadki, Weźmiesz czarno kure), ale i Oko Jelenia wciągneło, mimo płaskich i czasami irytujących bohaterów. Świetnie ukazane realia średniowiecznej Europy (Gdańsk, Norwegia) – z takiego ludzkiego punktu widzenia.

    Co do poglądów autora – przemyca je w wielu książkach, ale nigdy mi się nie wydawało, że w nachalny i irytujący sposób.

    • Ja na razie dokończę cykl o Kuzynkach, a potem zobaczymy. Może spróbuję kiedyś z Wędrowyczem albo z Okiem, jak będę czegoś luźniejszego potrzebować i mi się pod rękę nawinie. :)
      A jak się prezentuje „Aparatus”? Okładka mnie przyciąga, ale nie wiem, jak ma się środek. Ma cokolwiek wspólnego ze steampunkiem, czy też te zębatki na okładkach to tylko dla urody?

    • kenaz

      Nie ma nic wspólnego ze steampunkiem (miałem nadzieje że będzie mieć…). Mnie najbardziej ucieszyło aż 3 opowiadania o doktorze Skórzewskim – naprawdę fajne. Pare słów napisałem tutaj:
      http://lubimyczytac.pl/ksiazka/111828/aparatus/opinia/4562125#opinia4562125
      ale na początek z opowiadaniami Pilipiuka polecałbym „2586 kroków”.

      Kuzynki lubie i wspominam z dużym sentymentem. Pierwszy tom przeczytałem w pociągu (gdzieżby indziej :D), szybko podróż zleciała. Bardzo podpasował mi klimat i nawet nie przeszkadzały mi wady tych książek.

      Co do steampunku – lubisz, znasz dobre tytuły? Ale raczej z lżejszych rzeczy. Czytałaś „Krawędź czasu” Piskorskiego? Ciekawe jak „Zadra” wypada na jej tle..
      Trudno tu u Ciebie szukać książek po tytułach postów..

    • To jak mi wpadną w ręce „… kroki”, to nie odmówię, zwłaszcza do pociągu. ^^

    • Myślałam, Ociu, że czytałaś moją recenzję Aparatusa :P W razie czego dysponuję zbędnym egzemplarzem, to mogę ci wysłać (Fabryka przysłała dwa) :D

    • To musiała mi chyba gdzieś umknąć…
      [idzie czytać]
      Faktycznie, jest! W styczniu chyba musiałam mieć przerwę od forum czy coś (albo to już starcza skleroza, w końcu latka lecą…).
      To chętnie przeczytam, skoro masz dwa. ^^

    • Starcza skleroza? O nie, nie… Bo mi będziesz zapominać, na kiedy deadliny masz :D

  • kenaz

    ooo znalazłem tag „steampunkt” ide przejrzeć :)

    • No i się wyjaśniło, zanim zdążyłam odpisać. :)
      „Krawędzi czasu” nie czytałam, ale „Zadrę” bardzo polecam. Jak nie przeszkadzają Ci książki dla tzw. grupy young adult, to polecam też Westerfelda, który jest troszkę naiwny, ale jego steampunk mnie urzeka (choć to taki trochę dieselpunk, jakby być precyzyjnym).
      Z lżejszych jeszcze ewentualnie Wooding i Pullman, przeczytać raz można, ale nie są to jakieś arcydzieła.
      No i ponoć Hodder jest dobry, wszyscy chwalą, ja jeszcze nie sprawdziłam na własnej skórze. Na razie poczytuję zombie-steampunkowego „Kościotrzepa”, zobaczymy, jak on wypadnie. :)

    • kenaz

      Dzięki :) Zainteresował mnie ten Hodder. I Zadra.
      Czekam na recenzje Kościotrzepa – opinie na LC nie zachęcają ale opis owszem :D

    • Jeśli chodzi o „Krawędź czasu” to tam ten steampunk jest tylko dekoracją, w sumie nawet zbędną, mogłoby się bez niej obyć :)