Kulturalne plany urlopowe

By | 15 grudnia 2014

Pozostało: 7 dni roboczych. Do czego? Do świąt, pewnie większość powie. W moim przypadku – do pierwszego pełnoprawnego urlopu, długiego na czternaście dni. Pierwsze dłuższe wolne od marca, wyobrażacie to sobie! Gdy przecież jeszcze nie tak dawno temu normą były blisko czteromiesięczne wakacje, uzupełniane rozmaitymi feriami, długimi weekendami i innymi okolicznościowymi okresami laby. Przeżywam, tak, przeżywam bardzo. I planuję. W końcu jestem tym neurotycznym typem, który wszystko spisuje, podlicza, wykreśla, podsumowuje; rozpisuje w punktach, tabelach, grafach. Nie mogłabym więc nie spróbować stworzyć kulturalnego planu zagospodarowania wolnych całych dwóch tygodni! A skoro i tak muszę to spisać, to czemu by i nie opublikować. Może i Wy macie jakieś specjalne plany na przełom grudnia i stycznia i wymienimy się inspiracjami?

Książkowo

Ostatnie tygodnie, czy może nawet miesiące, spędziłam głównie z chudszymi pozycjami. Tak do pięciuset stron, nie więcej. Tymczasem kilka opasłych tomisk spogląda na mnie z wyrzutem z przykurzonych półek i dopytuje, kiedy wreszcie będzie ich kolej. Czemu by więc nie spróbować zmierzyć się z jakimś kolosem (a może nawet kilkoma?) podczas dłuższych dni spędzanych w domu? Lepszej okazji prędko nie będzie. Mam kilka pomysłów:


"Żywe srebro", Neal StephensonCykl barokowy, Neal Stephenson. 3160 stron. Wydanie, na które czekałam co najmniej trzy lata. I jest, wreszcie jest! Tylko ta przerażająca objętość w połączeniu z mizernym czytaniem przeze mnie książek papierowych… (A przecież takiego cuda do autobusu ze sobą nie zabiorę). Co więcej, dzieło Stephensona dzieli czytelników na absolutnie zachwyconych i potwornie znudzonych; opinii środka prawie się nie uświadczy. Tym większa więc moja ciekawość i chęć zmierzenia się z tą nietypową serią.


"Wszystko, co lśni", Eleanor CattonWszystko, co lśni, Eleanor Catton. 933 strony. Najdłuższa w historii książka nagrodzona Bookerem, wyróżniona w zeszłym roku. Powieść nowozelandzkiej autorki, z akcją osadzoną w latach 60. XIX wieku na tejże wyspie. Połączenie wątków kryminalnych, historycznych i sensacyjnych, z klimatem czasów wiktoriańskich z jednej strony i gorączką złota w scenografii westernu ― z drugiej. Brzmi tak szalenie smakowicie, że tylko ta liczba stron powstrzymała mnie przed rzuceniem się na tę powieść zaraz po zakupie.



"Lód", Jacek DukajLód, Jacek Dukaj. 1054 strony. Może nie szczyt opasłości, ale nie zapominajmy, że to przecież Dukaj, czyli należy doliczyć dodatkowy czas na przeprocesowanie każdej strony w głowie. Można zakładać, że to w przeliczeniu 2108 stronic jakiejś lżejszej lektury. Plus, to chyba idealna powieść na długie zimowe wieczory i niskie temperatury. Gdyby tak jeszcze przyszło mi podróżować koleją transsyberyjską, to nawet nie musiałabym się zastanawiać, jaką lekturę zabrać ze sobą na drogę.


"Hyperion", Dan SimmonsDylogie Hyperion i Endymion, Dan Simmons. 2860 stron. Mój ulubiony autor grubych książek. Po Droodzie czytanym przez kwartał i Trupiej otusze, nad którą siedziałam przez pół roku, boję się sięgać po najsłynniejszy cykl Simmonsa w czasie nieurlopowym. Czytałabym go chyba okrągły rok. A założę się, że pokocham te książki, będę zachwycać się intertekstualnością, fabułą i stylem. Trochę głupio jednak zachwycać się w ciemno.

Serialowo

Tyle dni wolnych to idealna okazja, by nadrobić jakieś seriale, które skrzętnie chomikowałam, zamiast oglądać je na bieżąco. Może nawet sięgnąć po jakiś zakończony już tytuł i pochłonąć pod rząd kilka sezonów? Dokończyć rozgrzebaną serię? A może wreszcie znaleźć czas na powtórkę produkcji, która chodzi za mną od dłuższego czasu? Po głowie chodzi mi głównie:

Breaking BadBreaking Bad. Zbyt wiele razy polecano mi ten serial, bym mogła go zignorować. Liczba odcinków też nie jest przerażająco ogromna jak na serial emitowany przez kilka lat. Święta z Walterem White’em? Brzmi jak całkiem niezły pomysł. O ile się wciągnę, ale po wysłuchaniu licznych polecanek wierzę, że nie będzie z tym problemu.


The AffairThe Affair i The Knick. Jedne z najbardziej chwalonych seriali tego roku. Obydwa z pierwszym sezonem na koncie, obydwa krótkie, obydwa produkowane przez stacje premium, obydwa z zamówieniami na drugi sezon. A dziesięć odcinków to przecież góra dwa dni oglądania, kiedy ma się wolne, czyż nie?



TorchwoodTorchwood. Od dłuższego czasu znajduję się gdzieś na początku drugiego sezonu, a mam przecież jeszcze trzeci i czwarty do nadrobienia. Wypadałoby się tym zająć, tym bardziej, że skończyłam niedawno czwarty sezon Doctor Who, a do piątego zupełnie nie potrafię się zebrać. A tymczasem w Torchwood czekają na mnie znajome twarze, z zawsze mile widzianym Jackiem Harknessem na czele.


The 4400The 4400. Ostatnio tak często ten serial chodzi mi po głowie, że chyba pora wreszcie na powtórkę, zwłaszcza że od pierwszego seansu minęło już ponad siedem lat! No, chyba że ktoś chciałby sprezentować mi wymarzone blu-rayowe wydanie Battlestar: Galactica ― to wtedy oczywiście BSG miałoby powtórkowe pierwszeństwo. Ale że powątpiewam w dobre serce świętego Mikołaja, pewnie padnie właśnie na The 4400.

Filmowo

Koniec grudnia to ostatni moment, bym oglądała, co tylko chcę. Styczeń i luty wypełnia mi bowiem rokrocznie nadrabianie tytułów oscarowych (jak i tych nominowanych do innych wyróżnień). Co nie oznacza, że i w czasie urlopu nie mogę wybrać klucza, zgodnie z którym będę pochłaniać kolejne produkcje. W planach są:

Guardians of the GalaxyPowtórki tegoroczne. Lubię zabrać do domu, do wspólnego oglądania, filmy, które już znam ― i które koniecznie muszę sobie powtórzyć. Tym razem wybór był niezwykle prosty: X-Men: Days of Future Past oraz Guardians of the Galaxy. Święta bez geekowskich filmów to nie święta ― nie w domu, w którym w grudniowe wieczory zwykły lecieć wszystkie części Gwiezdnych Wojen.


RóżaKino polskie. W ostatni weekend uświadomiłam sobie, że przez ostatnie kilka lat oglądałam szalenie mało polskich filmów. Dwa, może trzy rocznie. Wcześniej też niewiele więcej. A przecież zarówno wśród starszych, jak i bieżących produkcji jest wiele tytułów, których grzechem byłoby nie znać. Trzeba wreszcie coś z tym zrobić!



Gone with the WindWielogodzinne superprodukcje. Odpowiednik opasłych książek. Trwające trzy czy cztery godziny filmy, na które nie mam siły ani czasu w dni powszednie po pracy. Gone with the Wind, Cleopatra, Ben-Hur, The Godfather… Może to wreszcie dobry moment, by któreś z tych tytułów nadrobić?


The Sound of MusicMusicale. Uwielbiam musicale. Oglądane po raz pierwszy i po raz wtóry. W tym roku w ramach nadrabiania żenujących braków nadgoniłam już Rent, Cabaret, Singin’ in the Rain, Funny Girl, Mamma Mia czy The Producers. Brzmi jak wybitnie musicalowy rok! Ale przede mną jeszcze wiele kultowych tytułów.

Growo

W tym dziale jak zwykle najwięcej mam na sumieniu. Wynika to z dwóch brzydkich nawyków – pierwszym jest rozgrzebywanie gier, niekończenie ich, po czym kupowanie i rozgrzebywanie kolejnych. Drugim – miesiące bez grania, przez które zapominam, w co w ogóle grałam i co się działo, co jeszcze mocniej przyczynia się do niekończenia rozpoczętych rozgrywek. Planem minimum jest więc dokończenie kilku produkcji. Na listę obowiązkowo wpisuję:

Deus Ex: Human RevolutionDeus Ex: Human Revolution ― cyberpunkowy świat w gameplayu przypominającymi mi bardziej rozbudowanego Thiefa, ewentualnie ubogiego krewnego VtM: Bloodlines. Ze skradania i eksploracji mam w tej grze ogromną frajdę. Z rozmów i prowadzenia postaci – nieco mniejszą, ale i tak potrafię wsiąknąć przed monitorem na bite dziesięć godzin. Wypadałoby dokończyć niebawem pierwsze przejście, zwłaszcza że chodzi mi po głowie także kolejne.


LEGO: Star WarsLEGO: Star Wars ― jeśli co kilka miesięcy nie pogram w którąś z produkcji z logiem Lego na okładce, świat się pewnikiem zawali. Aktualnie (czyt. w tym półroczu) na tapecie mam obie trylogie Gwiezdnych Wojen. I jestem… wciąż w pierwszym epizodzie? Co oznacza, że jeszcze wiele przede mną. A pierwsze przejście całości to przecież dopiero początek, potem trzeba oczywiście znaleźć wszystkie klocki, odblokować wszystkie postacie i zebrać wszystkie poukrywane elementy. Zabawy wystarczy jeszcze na długie godziny.



The Walking DeadThe Walking Dead – mój pierwszy kontakt ze światem TWD, znanym powszechnie z komiksów i serialu. Gra od Telltale Games to tak właściwie interaktywna opowieść, w której od czasu do czasu trzeba naciskać szybciej dwa klawisze i przejść się po okolicy. Sedno stanowią jednak dialogi i podejmowane decyzje. Kilka scen już porządnie zryło mi mózg i nie wyprę ich z pamięci do końca życia (zwłaszcza fragment, przy którym akurat jadłam obiad) ― ale statyczny gameplay dość szybko mnie nudzi, muszę więc dawkować sobie kolejne epizody.


God of WarGod of War – gra, przez którą osiwieję i zacznę rzucać w ludzi ciężkimi przedmiotami. Dawno nie doświadczyłam równie dużej frustracji… ale i równie dużej frajdy z siekania hord przeciwników. Do tego ― są poukrywane znajdźki. Lubię znajdźki. Gram pedantycznie, zaglądam we wszystkie kąty i uwielbiam zbieractwo. I tylko ten poziom trudności zdecydowanie niedostosowany do casualowych graczy (do których bliżej mi wraz z kolejnymi wiosnami na karku) ― ale od czasu do czasu trzeba stawiać sobie wyzwania.

Komiksowo

I w tej kategorii dobrze by było zakończyć w grudniu rozgrzebane runy czy serie. Zarówno te czytane papierowo, jak i pozycje, z którymi zapoznaję się dzięki Marvel Unlimited. Tytułów, które chciałabym poznać, jest bez liku, ale na listę priorytetów trzeba coś wpisać. Będą to:

Marvel Zombies OmnibusMarvel Zombies Omnibus ― z mojego olbrzymiego tomiszcza do przeczytania zostały mi już tylko dwie ostatnie serie. Wypadałoby uporać się z nimi w tym roku, by w przyszłym móc rozgrzebać kolejny z omnibusów już obecny na półce, tym razem poważniejszy w tonie. Poza tym, ile można czytać o zombie! Pół roku to chyba aż nadto. Mimo lekkiego przesytu tematem, absolutnie tego zakupu nie żałuję.


New X-Men OmnibusNew X-Men Omnibus – fizycznego wydania zbiorczego nie posiadam (jeszcze?), ale gdy czytam zeszyty w wersjach cyfrowych, robię to partiami odpowiadającymi wydaniom papierowym. Na początek przygody z mutantami wybrałam powszechnie chwalony run Granta Morrisona, obejmujący numery od 114 do 154. Fabularnie jest całkiem nieźle, ale graficznie ― to zupełnie nie jest moja estetyka.



Captain MarvelCaptain Marvel ― mowa o serii z 2012 roku pisanej przez Kelly Sue Deconnick, w której miano Captain Marvel przejmuje Carol Danvers. Za mną dopiero pierwsze dwa zeszyty, ale zapowiada się, że będę zadowolona. Przy okazji przygotuję się choć trochę do zapowiedzianego na 2018 rok filmu, ponieważ o postaci Carol wiem w tym w momencie bardzo mało i trochę mi wstyd.


Batman: Year OneBatman: Year One ― po The Dark Knight Returns (który chyba nie zachwycił mnie tak, jak powinien) przyszła pora na drugi słynny komiks Franka Millera o superbohaterze z Gotham. Po nim pewnie wezmę się wreszcie na tomy autorstwa Loeba i Sale’a, a potem ― za powszechnie chwalony run Snydera, który właśnie idzie do mnie paczką z USA. Święta z Batmanem to zawsze dobry pomysł!

Blogowo

Koniec grudnia to mój ulubiony okres na blogu. Podsumowania ― to lubię! Mogłabym je pisać przez okrągły rok. Gdy tylko rozpocznę urlop, pewnie jeszcze w drodze do domu, zacznę planować tegoroczne spisy, wyliczać statystyki i planować normy przerobowe na rok kolejny. Nic na to nie poradzę, to po prostu silniejsze ode mnie. Należy więc spodziewać się, że trochę się tu ożywi, a gdy Wy będziecie kontemplować grzybową i karpia, ja będę wyliczać w Excelu średnią ocenę obejrzanych w tym roku filmów. I nie, tego się raczej nie da wyleczyć.

Patrzę teraz na powyższe spisy… I dochodzę do wniosku, że zamiast dwóch tygodni powinnam mieć minimum dwa miesiące wolnego, żeby zdążyć ze wszystkim. To doprawdy okropne, że nawet ta zawężona selekcja jest nie dość wąska. A wierzcie mi, podejmowanie decyzji, co ma mieć pierwszeństwo przed czym, jest doprawdy straszne!
Macie jakieś własne plany kulturalne z okazji dni wolnych? Czy może tylko ja odczuwam kompulsywną potrzebę zastanawiania się nad tym i sporządzania spisów?

3 thoughts on “Kulturalne plany urlopowe

  1. Agata

    Hmm a zamierzasz spać w trakcie tych dwóch tygodni? :D Ja też mam sporo wolnego, ale przed świętemi amienie się pewnie w sprzątaczkę i robota kuchennego :/ Plany oczywiście mam ambitne, bo chciałabym nadrobić trochę seriali (może dokończę Suits?!, może zacznę Fargo, albo coś innego), filmów (chętnie klasykę, ale mam też parę filmów z tego roku, które chciałabym zobaczyć) i książki oczywiście, ale tu nawet nie wiem od czego zacząć, bo czekają na mnie takie cegły, jak Catton, pierwszy tom Eriksona, „To” Kinga i
    „Zimowa opowieść”. Jako, że też lubię podsumowania na blogu pewnie też będę działać :D

    Reply
    1. Oceansoul

      Spać również planuję, choć mam nadzieję, że uda mi się w miarę zachować aktualny tryb dobowy. Za to sprzątania ani gotowania nie planuję, wygrywa kultura. :D Co nie zmienia faktu, że jeśli zrealizuję 1/4 swoich planów, to już to będzie sukces.

  2. Megapodius

    Myśle, że jescze ostatnio z bardzo wieluzgier polecam nowego sherlocka Holmesa

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *