Kryzys gracza

By | 10 lipca 2010

Jak to jest – kiedy na wszystko brakuje czasu, mam ochotę robić dziesięć rzeczy jednocześnie. I to kusi, i to nęci. Wszystko prócz aktualnych obowiązków. Kiedy jednak w pełni rozkwitły wakacje – nie dość, że sesja zakończona z sukcesem już dawno temu, to jeszcze praca licencjacka obroniona w ostatnią środę, tak więc obowiązków nie mam już żadnych, wiwat, lato, wiwat, beztroska labo – to okazuje się, że do połowy tych rzeczy, na które wcześniej miałam diabelną ochotę, już wcale mnie nie ciągnie.

W tym sezonie letnim – w przeciwieństwie do zeszłorocznego – kryzys dopadł strefę gier. Teoretycznie lista tytułów, przy których chciałam posiedzieć, zwiększa się z miesiąca na miesiąc. Ale co z tego, kiedy jakaś tajemnicza siła wręcz mnie odpycha od monitora… Nie ciągnie mnie ani do Alpha Protocol, który co prawda zapowiada się nieźle, ale właściwie od początku zraził mnie pewną topornością, ani do Mass Effect 2, którego najwyższa pora ukończyć po raz wtóry, ani nawet do świetnego Fahrenheita, któremu póki co nie mam absolutnie niczego do zarzucenia. Po prostu nie chce mi się grać.

Jeszcze w poprzednim tygodniu trzymał mnie przed ekranem Dragon Age, ale trzymał tak właściwie tylko z konieczności. Teraz, gdy brak mi zobowiązań, nie widzę ani jednego powodu, by dalej w niego grać. By grać w cokolwiek. Popadam w growy marazm – i dziwnie się z tym czuję.

Oczywiście, korzyści z tego stanu rzeczy są nieporównywalnie większe niż straty. Robię gruntowne porządki w papierzyskach wszelkiej maści, smażę się na słońcu, biegam po korcie, a co najbardziej mnie cieszy – wracam do książek. Nie jest to powrót po całkowitej abstynencji, takowej nigdy nie było, ale początek powrotu do „łykania” książek, który po raz ostatni przeżywałam w liceum. W czasie studiów mocno zaniedbałam literaturę, za co z tego miejsca serdecznie ją przepraszam, mając zarazem szczerą nadzieję, że ten stan rzeczy już się nie powtórzy. W końcu nawet jeśli wśród gier trafiają się perełki, które potrafią wywrzeć na mnie ogromne wrażenie swą treścią, to są to przypadki niezwykle rzadkie. W świecie książek zaś czeka na mnie o wiele więcej tych niezwykłych doznań, przemyśleń prowadzących do introspekcji, czeka tak wiele dzieł, których nie mogłabym nie poznać, które mnie wzywają, nawołują, kuszą i nęcą.

A więc stało się. Sezon kryzysu gracza oficjalnie zostaje otwarty. Chwilowo nawet nie jestem ciekawa, jak długo potrwa. Witaj, szeleście kartek, witajcie, błyszczące okładki! Witajcie, wakacje!

8 thoughts on “Kryzys gracza

  1. Orish

    Całkowicie normalna rzecz, Ociu. Następnym razem powrócisz do gier już jako casual ;)

    Reply
  2. Bethezer

    Dżizas, nie! Tylko nie kolejny każualowiec!? Nie, nie, NIE!!! D:

    A tak bardziej na temat – mam to samo. Nie chce mi się grać. Ha, oczywiście komputer skrzętnie to wykorzystuje, bo nie działa poprawnie. I to mnie drażni.

    A tak swoją drogą – wracasz do literatury… czy co konkretnie jest na ruszcie teraz?

    Reply
  3. Oceansoul Post author

    Tak, będę każualem pełną gębą, na dodatek lada dzień z Wii, jak dobrze pójdzie. ^^

    A co czytam… Z reguły więcej niż jedną książkę jednocześnie, trochę klasyki, trochę fantasy, by zbyt monotonnie nie było. Na bieżąco można śledzić tutaj: http://lubimyczytac.pl/profil/4932/oceansoul

    Reply
  4. Aerka

    No właśnie miałam pisać, że jak kryzys, skoro Wii! ^^

    Reply
  5. Oceansoul Post author

    Wii jest chyba synonimem każualizacji. Teraz mogę pograć godzinę dziennie w strzelanie z łuki albo jeżdżenie motorówką i mi wystarcza. Po czym stwierdzam, że wracam do czytania. Coś mi się w mózgu poprzewracało. :D
    Ale czekam, Aerko, aż przyjedziesz, bo w dwie osoby najfajniej się gra! ^^^

    Reply
  6. KoZa

    Wii? Damn, pamiętam, że jak dostałem z pracy, to robiłem wszystko, żeby ktoś inny jednak recenzował xP Wytrzymałem trzy gry, może cztery. Choć fakt, że nie miałem okazji pograć w te najciekawsze – Mad World czy chociażby jakiegoś sensownego Mariana.

    Co do kryzysu grania – same here. Jak już nie muszę, to w dużej mierze przestałem. Tylko do staroci raz na jakiś czas wracam, trochę w MW2 do terrorystów strzelam.

    Reply
  7. Oceansoul Post author

    Na Wii póki co ograniczam się do Sports, Sports Resort i Fit, z innymi jeszcze nie miałam styczności, ale wszystko w swoim czasie. Chwilowo i tak ciągle jestem w rozjazdach, a jak już jestem w domu, to znajduję gdzieś trochę cienia i czytam, tylko to mi się chce w te upały. :D

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *