Róg obfitości — „Kroki w nieznane 2011”, antologia

By | 28 września 2012

Ukazująca się rokrocznie od 2005 roku nakładem wydawnictwa Solaris antologia „Kroki w nieznane” przedstawia opowiadania fantastyczne zza wschodniej i zachodniej granicy, przybliża polskim czytelnikom nowych autorów i prezentuje niepublikowane wcześniej utwory pisarzy dobrze znanych w naszym kraju. Zbiór opowiadań zamieszczony w almanachu z roku 2011 jest niezwykle różnorodny — redaktor Mirosław Obarski zadbał o to, by na blisko sześciuset stronach usatysfakcjonować miłośników wszystkich trzech głównych podgatunków: fantasy, science fiction i horroru.

Literaturę grozy reprezentują trzy utwory. Rozpoczynające antologię „Tegoroczne zdjęcie klasowe” pióra Dana Simmonsa, pisarza uznanego w kręgu fantastów, powstało w 1992 roku i wlicza się w niestarzejący się nurt zombie-horroru. W warstwie stylistycznej znana z innych dzieł autora melancholia łączy się z groteską, w treści zaś upór miesza się z wiarą w ideały, by za wszelką cenę nie ulec zmianom i zachować to, co dawno przeminęło. Choć tekst nie jest szczytowym osiągnięciem Simmonsa, to wciąż bardzo dobre opowiadanie.

Kolejne dwa horrory wieńczą „Kroki w nieznane”. Pierwszym z nich jest polski debiut Mercurio D. Rivery, utwór wykorzystujący zarówno w treści, jak i formie, bogactwo kultury latynoskiej. „Twoje cierpienie nas ochroni” to poruszająca opowieść o zabobonach, przesądach i rytualnej magii we współczesnym, ogarniętym terroryzmem świecie. Na szczególną uwagę zasługuje także język autora, który wplata do dialogów i narracji hiszpańskie zwroty

Zupełnie inaczej prezentuje się opowiadanie Jurija Nesterienki, rosyjskiego twórcy, które można określić mianem klasycznego horroru w sztafażu fantastyki naukowej. „Rozpacz” jest wstrząsająca, momentami wręcz odstręczająca, trzyma w napięciu i spełnia prymarne zadanie opowieści grozy — potrafi wzbudzić przerażenie. Dzięki wykorzystaniu scenografii science fiction historia nabiera prawdopodobnego kształtu i nie straszy czytelnika żadnym tandetnym monstrum rodem z horroru klasy B, serwując w zamian poczucie pierwotnego lęku połączone z rozterkami natury egzystencjalnej. Choć „Rozpacz” zaczyna się nieco sztampowo — oto mężczyzna budzi się w obskurnym pomieszczeniu, nie pamięta, kim jest, gdzie się znajduje i co się wydarzyło, a makabryczna sceneria może przywodzić na myśl filmową „Piłę” — z każdym kolejnym krokiem bohatera robi się coraz ciekawiej i bardziej zaskakująco.

Z pogranicza horroru i fantasy wyrasta krótkie opowiadanie Willa Ludwigsena, „Pamięć jest czymś jak dom”. To historia pewnego budynku i skrywanej głęboko tajemnicy, z interesującym, acz przedstawionym w sposób nieco zbyt przewidywalny pomysłem, zdecydowanie zbyt krótka, by zdążyć w pełni pochłonąć zainteresowanie czytelnika. To pierwszy utwór autora ukazujący się w polskim przekładzie, ale warto zapamiętać nazwisko Ludwigsena i przyjrzeć się jego kolejnym tekstom.

Fantasy jest w „Krokach w nieznane 2011” reprezentowane najliczniej, a dobór tekstów udowadnia, że także w tym nurcie powstają nietuzinkowe, oryginalne opowiadania. Najjaśniejszą gwiazdą zbioru jest niewątpliwie „Błękit i złoto” K.J. Parkera. Pochodzący z Wielkiej Brytanii autor (lub autorka, twórca utrzymuje bowiem swoją tożsamość w tajemnicy) prezentuje losy alchemika Salonina, będącego zarazem narratorem opowiadania. Złożona intryga, barwny język, potoczysty styl, nieustanne toczenie gry z czytelnikiem i wielokrotne wprowadzanie go w błąd, a do tego świetnie zarysowany protagonista — oto przepis na zapadający w pamięć utwór.

Drugie lekkie opowiadanie z kręgu fantasy to „Przynęta doskonała” Tony’ego Pi. Utwór utrzymany jest w klimacie łotrzykowskim, oferuje wciągającą intrygę, budzącego sympatię bohatera i ciekawą kreację świata. Tekst należy do cyklu opisującego historię Elektów, osobników obdarzonych nieśmiertelnością, dysponujących umiejętnością zmiany kształtu i kopiowania cudzej fizjonomii. Lektura „Przynęty doskonałej” pozostawia przyjemny niedosyt oraz nadzieję, że nie jest to ostatni tekst Pi, jaki czytamy w ojczystym języku.

Kolejnym przykładem oryginalnego ujęcia znanego tematu jest „Superbohater Trzeciej Kategorii” Charlesa Yu. W roli głównej nie należy spodziewać się jednak nieskazitelnego herosa w obcisłym wdzianku, ratującego świat dzięki nadludzkim mocom; utwór cechuje gorzka wymowa, przywodząca na myśl klimat filmu „Watchmen”, oraz tendencja do łączenia humoru z refleksją czy ironii z przygnębieniem. Czytelnicy, którzy mieli okazję zapoznać się z wydaną rok temu powieścią tego autora, „Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie”, nie będą zaskoczeni lekkim piórem Yu.

Odrobinę rozczarowuje „Przenicowany świat” Mariny i Siergieja Diaczenków. Choć koncepcja świata zapowiada się interesująco — poszczególne postacie są bohaterami serialu, głównymi, drugoplanowymi bądź statystami — kuleje nieco prowadzenie akcji, a wskutek tego stopień zaintrygowania utworem duetu ukraińskich pisarzy maleje miast rosnąć wraz z odsłanianiem kolejnych kart.

Ostatnim opowiadaniem noszącym znamiona gatunku fantasy jest tekst Paula M. Bergera. Choć występują w nim skonfliktowane rasy ludzi i elfów, nie należy obawiać się klasycznego i wyeksploatowanego podejścia do tematu, wręcz przeciwnie — krótki utwór odznacza się nietypową formą i treścią, potrafi zaskoczyć i skłonić do powtórnej lektury. Berger to kolejnym autor, który debiutuje na polskich łamach, ale jeśli jego inne opowieści mają w sobie ten czar co „Stereogram Szarego Fortu w dniach jego chwały”, to warto wyglądać następnych publikacji Amerykanina.

Fantastykę naukową w czystej postaci reprezentują teksty Charlesa Strossa i Teda Kosmatki. Kosmatka snuje emocjonalną, przygnębiającą opowieść w barwach hard sf, za temat przewodni obierając z jednej strony doświadczenie z podwójną szczeliną Thomasa Younga, a z drugiej — alkoholizm głównego bohatera. „Prorocze światło” jest utworem, obok którego trudno przejść obojętnie, i jednym z najlepszych składników almanachu.

Równie dobrych wspomnień niestety nie pozostawia po sobie „Palimpsest”. Choć podłoże naukowe, ingerowanie w zawiłości czasu i rozwój wszechświata prezentują się dość interesująco, to styl Strossa pozostaje toporny i mało wciągający, główny bohater nie posiada zaś mocy porwania czytelnika czy charyzmy, jak miało to miejsce choćby w „Błękicie i złocie” Parkera. Po utworze nagrodzonym Hugo w 2010 roku można było spodziewać się czegoś więcej. Oczywiście trudno określić go mianem słabego, ale na tle pozostałych, lepszych opowiadań, dokonanie Strossa wypada dość blado.

Najpoważniejszą wadą antologii nie jest jednak to, że nie każde z opowiadań pretenduje do miana arcydzieła, a zatrważająca liczba błędów znajdujących się na kartach zbioru należącego do prestiżowej serii. Dziwi fakt, iż z pieczołowitym doborem utworów i starannym projektem oprawy graficznej nie idzie w parze dbałość o językową poprawność publikacji — a rodzaj i ilość usterek trudno zaliczyć do sporadycznych przeoczeń. Korektor najwyraźniej nie był świadomy niektórych zasad rządzących polszczyzną, konsekwentnie je bowiem ignorował — włączając w to określone reguły interpunkcyjne czy nagminne pozostawianie błędnych form, jak choćby „w każdym bądź razie” i „póki co”, od których polonistom siwieją włosy. Co smutniejsze, nie jest to pierwsza wpadka tego typu ze strony wydawnictwa Solaris. Szkoda tym większa, że rzutuje to często na wrażenia po lekturze dobrych i bardzo dobrych książek.

Podsumowując, „Kroki w nieznane” z 2011 roku to zbiór stojący na wysokim poziomie, prezentujący różne oblicza fantastyki, który psuje jedynie kiepska korekta. Mała jest szansa na to, że każdy czytelnik zachwyci się na równi wszystkimi opowiadaniami, ale zależnie od literackich preferencji odbiorca z pewnością zachowa w pamięci kilka tytułów i nazwisk. Nie zapominajmy też o prawdziwych perełkach, jakie nie trafiają się w antologiach każdego dnia — dla tekstów Kosmatki, Parkera i Nesterienki warto po ten almanach sięgnąć.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Solaris oraz Portalowi LubimyCzytać.

5 thoughts on “Róg obfitości — „Kroki w nieznane 2011”, antologia

  1. Agnieszka

    Już od dawna chodzą za mną wszyskie „Kroki”… Zacni autorzy, ale nierówni, więc same nazwiska nie są gwarancją jakości. Simmonsa lubię, ale nie wszystko mi się podoba, Kosmatka jak do tej pory mnie nie porwał, Diaczenkowie ostatnio mnie rozczarowali… Ale reszta kusi, bardzo.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Racja, rzadko kiedy w antologiach różnych autorów jest równy poziom. Ale „Kroki” z 2011 wypadają pod tym względem naprawdę nieźle, więc w ostatecznym rozrachunku raczej warto. :)
      Wolę jednak nie próbować zgadywać, kiedy uda mi się sięgnąć po poprzednie tomy.

  2. Harashiken

    Ehe, „Kroki w nieznane” i „Rakietowe szlaki” to antologie, które za mną od jakiegoś czasu chodzą i trzeba będzie w końcu nadrobić zaległości, ale kiedy to nastąpi…

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Na „Rakietowe szlaki” mam ogromną, ogromną ochotę, jeszcze większą niż na „Kroki…”, ale też bym chciała wiedzieć, kiedy się za nie zabiorę. W tym roku nie ma szans, trzymam kciuki za najbliższe pięciolecie. :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *