Kraina Dziwów w wersji Jonathana Carrolla — „Kości Księżyca”, Jonathan Carroll

By | 31 stycznia 2011

„Kości Księżyca” to trzecia powieść autorstwa Jonathana Carrolla, a zarazem moje siódme spotkanie z twórczością tego pisarza. Spotkanie niezwykle udane, dodajmy. „Kości Księżyca” prezentują wizję krainy tak niezwykłej i nadrealistycznej, iż porównywać można ją jedynie z absurdalną Krainą Dziwów, wykreowaną przez Charlesa Lutwidge’a Dodgsona, bardziej znanego jako Lewis Carroll. Ta zbieżność nazwisk zdecydowanie nie może być dziełem przypadku! Raczej cudownym ukłonem tego świata w kierunku miłośników literatury.

Początek powieści nie zwiastuje żadną miarą opowieści niezwykłej. Poznajemy główną bohaterkę i narratorkę w osobie Cullen James, która po okresie problemów natury sercowej i dokonaniu aborcji znajduje szczęście u boku ukochanego mężczyzny, odbywa podróż po Europie, a następnie zostaje mamą Mae. Opis codziennego sielankowego życia rodziny Jamesów w Nowym Jorku nie byłby jednak ani trochę interesujący czy porywający, gdyby nie sny nawiedzające Cullen. Co najbardziej niezwykłe, tworzą one całość, a historia rozgrywająca się w sennych marzeniach jest logiczna i zachowuje ciągłość. Problem zaczyna się dopiero wówczas, gdy elementy świata rzeczywistego i wyśnionego zaczynają się przenikać, a Cullen odkrywa, iż jej misja w magicznym świecie Rondui jest szansą na odpokutowanie za czyny z przeszłości.

Podczas coraz lepszego poznawania Rondui trudno oprzeć się wrażeniu, iż jedyną barierą w kreowaniu tego świata była wyobraźnia autora. W sennej krainie natkniemy się na olbrzymie mówiące zwierzęta, mężczyzn przebranych za warzywa, płonące buty wielkości wieżowców, równinę pełną maszyn czy wreszcie tytułowe Kości Księżyca o magicznych właściwościach. Bohaterowie, jak to zwykle bywa w snach, doskonale wiedzą, dokąd zmierzają czy co robić dalej, a pojawianie się elementów, których istnienie przeczy zdrowemu rozsądkowi, nie jest dla nich zaskakujące. Podobnie jak odnajdywanie odniesień do rzeczywistości. Dużo większe zdziwienie wywołuje magia Rondui, która wydostaje się do realnego świata – znajomi Cullen, czy tego chcą, czy nie, zamieszani są w jej wędrówkę przez krainę snów.

Jonathan Carroll po raz kolejny udowadnia, iż zgrabne łączenie świata rzeczywistego z elementami magicznymi nie jest dla niego żadnym problemem. Zachowuje przy tym idealne proporcje jednego i drugiego – wraz z postępami w lekturze dowiadujemy się coraz więcej o Rondui, coraz bardziej pociąga nas ten niezwykły świat i losy wędrowców szukających Kości Księżyca. Autor doskonale zdaje sobie tego sprawę – początkowo krótkie, stanowiące dodatek do realnego życia sny, pod koniec powieści dominują, są coraz dłuższe, a fragmenty ukazujące rzeczywistość Cullen to jedynie wzmianki. Zaś cała opowieść wydaje się nie mniej prawdopodobna, niż gdyby koncentrowała się tylko na wydarzeniach z Nowego Jorku.

„Kości Księżyca” są równie dobrą jak „Kraina Chichów” pozycją do rozpoczęcia swojej przygody z twórczością Carrolla. Pewne podobieństwa między nimi można dostrzec głównie za sprawą ostatnich kilkunastu stron, kiedy narasta napięcie, a odłożenie książki staje się niemożliwe. Początkowo płynące dość leniwie wydarzenia nabierają rozpędu, a groza i niepokój czają się za każdym rogiem. Podobnie też jak w „Krainie …” ostatnie kilka zdań potrafi wryć się w pamięć na wiele godzin, zaś końcowa scena powieści staje przed oczami jak żywa. A może ta literatura oddziałuje w ten sposób jedynie na mnie? O tym każdy musi przekonać się sam.

  • Tytuł: Kości Księżyca (Bones of the moon)
  • Autor: Jonathan Carroll
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Seria wydawnicza: Salamandra
  • Rok wydania: 2004
  • Liczba stron: 224
  • ISBN: 978-83-712-0683-6
  • http://adanbareth.blogspot.com/ Silaqui

    Coraz bardziej podoba mi się Twój gust literacki :)
    „Kości Księżyca” czytałam jeszcze w liceum, totalnie przypadkiem na nie trafiłam i dość długo „siedziałam” w dziełach Carrolla. Jak dla mnie jest on świetnym przedstawicielem realizmu magicznego :) Chyba będę musiała kiedyś sobie go przypomnieć – ostatnią jego książkę czytałam jakieś dwa lata temu, więc przydałoby się znów do niego wrócić :)

  • http://oceansoul.byethost22.com/ Oceansoul

    Też miałam taką „fazę” na Carrolla, jakoś pod koniec gimnazjum i na początku liceum. Wtedy poznałam „Krainę Chichów” i Trylogię Crane’s View. Potem miałam nawrót manii w okolicach czytania właśnie „Kości Księżyca”, ale po jakichś pięciu tytułach musiałam zrobić kolejną przerwę; choć uwielbiam Carrolla, to jednak zbyt wiele jego książek na raz budzi we mnie podobną reakcję, jak pochłonięcie zbyt wielkich ilości czekolady. :) Ale z pewnością będę mieć jeszcze co najmniej jeden nawrót, żeby poznać jego pozostałe powieści.

  • http://adanbareth.blogspot.com/ Silaqui

    A czytałaś jego zbiór opowiadań? (tytuł wypadł mi z głowy, jak zwykle…)? To o wymyślonym przyjacielu na długo zapadło mi w pamięć :D
    I racja, zbyt dużo Carrolla na raz może powodować pewien przesyt jego stylem i magią…

  • http://oceansoul.byethost22.com/ Oceansoul

    Zbioru żadnego nie czytałam, ale mam na półce dwa: „Upiorną dłoń” i „Cylinder Heidelberga”. To w którymś z nich? Jest jeszcze „Czarny koktajl i inne opowiadania”, ale akurat jego wciąż nie mogę nigdzie upolować.

  • http://adanbareth.blogspot.com/ Silaqui

    Poszukam, sprawdzę i podam Ci tytuł :D

  • http://adanbareth.blogspot.com/ Silaqui

    Jestem niemal pewna, że chodzi mi o „Upiorną Dłoń” :)

  • http://oceansoul.byethost22.com/ Oceansoul

    Dzięki za info, kiedyś na pewno po ten zbiór sięgnę. :)

  • http://adanbareth.blogspot.com/ Silaqui

    Przyjemności życzę :D