Magia jest wśród nas — „Kobieta, która wyszła za chmurę”, Jonathan Carroll

By | 7 maja 2012

Magia jest wśród nas. Nie każdy może ją dostrzec, wystarczy jednak osoba o odpowiedniej percepcji, by zauważyć, a następnie zaakceptować to, co dla innych pozostaje w sferze mitów i baśni. Z połączenia tego, co codzienne, z tym, co wykracza poza ramy szkiełka i oka, rodzi się realizm magiczny. Jonathan Carroll od wielu lat konsekwentnie wykorzystuje tę konwencję, jego bohaterowie przyjmują to, co nadprzyrodzone, z nadnaturalnym spokojem, a obydwie rzeczywistości płynnie przenikają się, do tego stopnia, że niemożliwe staje się wyznaczenie wyraźnej granicy między nimi. Ktoś mógłby nazwać to wtórnością, powtarzalnością – bardziej właściwym określeniem w tym przypadku będzie jednak „znak rozpoznawczy”.

Zbiór „Kobieta, która wyszła za chmurę” przejawia wszystkie te cechy charakterystyczne, za które czytelnicy na całym świecie pokochali pisarza. Bohaterami kolejnych opowiadań są zwyczajni ludzie, tacy jak my; kobiety i mężczyźni w różnym wieku, o różnym statusie materialnym. Ich życie wypełniają troski i radości, a także codzienna walka z własnymi słabostkami – czy to drobnymi kłamstewkami, czy też przemilczanymi wspomnieniami, a może głęboko skrywanymi marzeniami skazanymi na zapomnienie. U Carrolla postaci nie zbawiają świata, nie wikłają się w politykę i nie decydują o być albo nie być milionów. Stają przed problemami uniwersalnymi, które dotknęły lub dotkną przeważającą część odbiorców prozy Amerykanina – śmiercią bliskich, brakiem miłości, utraconym zaufaniem, wyrzutami sumienia.

Pisanie o codziennych problemach nie jest tak prostą sprawą, jak mogłoby się wydawać. Łatwo popaść w banał, łatwo o trywializowanie lub zbędny patos. Mówić o tym, o czym wszyscy od dawna wiedzą w sposób świeży – to zadanie karkołomne. Skoro zaś na poziomie treści trzeba pogodzić się z powtarzalnością, pozostaje eksperymentowanie formą. W tym momencie do świata Carrollowskich bohaterów wkracza nadnaturalność. Przybywa pod różnymi postaciami: raz jest zaklęciem, które wystarczy wypowiedzieć, by ktoś potrafił zapomnieć, kiedy indziej – przybyszem z odległej planety, poszukującym na Ziemi miłości. Albo nauczycielem lewitacji, alchemiczką bądź szamańską klątwą.

Trudno ocenić, kiedy faktycznie niewytłumaczalne zjawiska przenikają do naszego świata, a kiedy tkwią jedynie w głowach bohaterów. Nie to jest jednak najważniejsze, bowiem gdy Carroll pisze o miłości kobiety i kosmity, pisze o miłości ogólnie, a elementy fantastyczne służą co najwyżej do podkreślenia pewnych zjawisk i przemyśleń oraz uatrakcyjnienia opowieści. Co znamienne, opowiadania ze zbioru „Kobieta, która wyszła za chmurę” nie przynoszą taniego moralizatorstwa ani gotowych rozwiązań – nakreślają problem, ale często pozostawiają postaci tuż przed podjęciem ostatecznego wyboru, a czytelnikom nie jest dane go poznać. Odbiorcy mogą tylko domyślać się, jak potoczyły się dalej poszczególne historie i dopowiadać sobie własne zakończenia.

Krótkim formom brakuje jednak tego, co obecne było w powieściach Carrolla – powolnego zagłębiania się w świat przedstawiony wraz z bohaterami, stopniowego odkrywania kolejnych dziwnych zjawisk, które stają się częścią dnia codziennego. Na 180 stronach zmieściło się dwanaście opowiadań, oznacza to więc, że autor szybko przechodził do sedna i rezygnował z budowania napięcia krok po kroku. Protagoniści zmieniają się jak w kalejdoskopie, a choć są to postaci różnorodne, to z każdą nich przyjdzie czytelnikowi pożegnać się zbyt szybko, by pozostała w sercu na dłużej. Zabrało także elementu, który na wiele lat zapisałby się w pamięci po zakończeniu lektury – takiego jak niezapomniany zwrot akcji z „Krainy Chichów” czy niesamowity finał onirycznych „Kości księżyca”.

Dla fanów Jonathana Carrolla „Kobieta, która wyszła za chmurę” jest jednakże pozycją obowiązkową, nie brakło w niej także drobnych smaczków, które docenią wszyscy uśmiechający się na dźwięk słowa „bulterier”. Jeśli zaś ktoś nie zetknął się wcześniej z twórczością amerykańskiego pisarza, a od dłuższych form preferuje opowiadania – ma idealną okazję ku temu, by braki nadrobić, przy okazji zaś odkryć, do czego może prowadzić fascynacja rusztowaniami lub niewinne kłamstwo, jakim po nieprzespanej nocy uraczyło się przypadkową kobietę.

  • Tytuł: Kobieta, która wyszła za chmurę (The Woman Who Married a Cloud. The Collected Short Stories of Jonathan Carroll)
  • Autor: Jonathan Carroll
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Seria wydawnicza: Salamandra
  • Rok wydania: 2012
  • Liczba stron: 184
  • ISBN: 978-83-7510-861-3


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

  • Kiedyś lubiłam opowiadania, ale rzadko się dziś zdarzają dobre antologie, zwłaszcza jednego autora. Może sięgnę, ale się za bardzo nie napalam.
    Czy to Obama na tej okładce?:-)

    • Ja się powoli do opowiadań przekonuję, ale wciąż jednak wolę powieści. Po opowiadaniach bardzo często mam niedosyt, że za szybko się kończą, no i ciągle trzeba przeskakiwać do jakiejś nowej historii, nowych bohaterów.
      A okładka jest moim zdaniem straszna; raz, że kojarzy mi się z jakimś tandetnym romansem, a dwa, że nijak nie pasuje do pozostałych książek Carrolla, które wydał Rebis – tamte były raczej w prostym stylu utrzymane, często dwukolorowe, ozdobione tylko jakimś symbolem.

  • Pingback: Magia jest wśród nas – repryza | Oceansoul's Blog()

  • A ja tam lubię opowiadania Carrolla, właśnie przez swoją błyskawiczność potrafią zapaść w pamięć (a tak przynajmniej miałam z tymi wcześniejszymi).

    Mam nadzieję, że szczęście się do mnie uśmiechnie, bo brałam udział w konkursie na LC, w którym można było wygrać „Kobietę” :)

    • Opowiadania są naprawdę dobre, niektóre – wręcz świetne – ale jednak powieść jakoś tak bardziej przeżywam. ^^ Ale w przyszłym roku powinna ukazać się (wreszcie!) kolejna, więc może zaspokoi mój apetyt. :)

      Trzymam więc kciuki za wygraną! :)