Magia zawsze ma swoją cenę — „Jonathan Strange i pan Norrell”, Susanna Clarke

By | 10 grudnia 2013

"Jonathan Strange i pan Norrell", Susanna ClarkeGdy myślimy o realistycznej powieści angielskiej osadzonej w dziewiętnastym wieku, ukazującej ówczesne stosunki społeczne i przyglądającej się bliżej przedstawicielom wybranych profesji, przywołujemy pewnikiem Charlesa Dickensa, a może też kilku innych pisarzy epoki wiktoriańskiej, choćby Williama Thackeraya, Thomasa Hardy’ego czy Elizabeth Gaskell. Mimo że klasyka literatury uchodzi za ponadczasową, trudno wyobrazić sobie, by współcześni autorzy regularnie powracali do dawnych manier pisarskich i umiejętnie oddawali klimat minionej epoki, co pozwoliłoby postawić ich w jednym szeregu ze wspomnianymi wyżej twórcami. Tym bardziej cieszą więc pojedyncze perełki, które pojawiają się na rynku ― w zeszłym roku „Drood” Dana Simmonsa, w tym zaś „Jonathan Strange i pan Norrell” Susanny Clarke. Powieść Angielki przenosi czytelnika do imperium brytyjskiego pod rządami Jerzego III, z tą drobną zmianą, iż integralny element tamtych czasów stanowi magia. Magia, w którą bez problemu można uwierzyć.

W najobszerniejszej jak dotąd pozycji w serii Uczta Wyobraźni śledzimy poczynania dwóch angielskich magów i ich skomplikowaną, ewoluującą relację. Gilbert Norrell, dzięki któremu po wiekach zapomnienia powróciła do Anglii magia praktyczna, to osobnik zamknięty w sobie, wiodący raczej samotnicze życie, egoistyczny i łasy na pochlebstwa, szczególnie te dotyczące jego czarodziejskich umiejętności. Jonathan Strange, choć z początku wywiera bardziej korzystne wrażenie i potrafi zjednać sobie londyńską socjetę, bywa dumny, kapryśny i nieprzejednany. Zdawałoby się, że trudno o gorszy materiał na powieściowych protagonistów, tymczasem duet oddanych księgom dżentelmenów pierwszorzędnie radzi sobie z tym zadaniem, a mimo charakterów dalekich od kryształowych potrafi także wzbudzić sympatię. Łącząca ich nietypowa więź, od zależności uczeń-mistrz, po przyjaźń, a wreszcie gorzką, niekiedy nieczystą rywalizację, jest jedną z głównych sił napędowych książki.

Kruk

Kim jest tajemniczy Król Kruków? (źródło: http://www.ebsqart.com/)

Kolejny z jej najjaśniejszych punktów stanowią niewątpliwie dzieje samej magii i doskonale dobrany do ich przedstawienia rodzaj narracji. Choć akcja utworu toczy się między 1806 a 1817 rokiem, nie zabrakło w niej wzmianek dotyczących historii angielskiej sztuki magicznej obejmującej wiele wcześniejszych wieków. „Jonathana Strange’a i pana Norrella” można zaklasyfikować do powieści auktorialnych; narratorka nie ukrywa swojej obecności i nie stroni od własnych komentarzy do wydarzeń ze świata przedstawionego, dysponuje wiedzą o ich następstwach i konsekwencjach. Chętnie wplata też do swojej relacji liczne dygresje i wtrącenia ― czy to cytaty z innych dzieł napisanych w książkowym uniwersum, czy też opowieści dotyczące przeszłych zdarzeń związanych z magią. Dzięki tym pisarskim zabiegom Susanny Clarke ― zabiegom najwyższej próby, dodajmy, a gdyby nie data wydania w stopce, nietrudno byłoby przyjąć, że mamy do czynienia z autentycznym tekstem dziewiętnastowiecznym i stylem typowym dla ówczesnych powieści społeczno-obyczajowych ― niezwykle łatwo przychodzi zatracenie się w lekturze.

Elementem umacniającym iluzję naśladowania powieści realistycznej jest zręczne splecenie wydarzeń i postaci historycznych z fikcyjnymi. Łatwo uwierzyć w rolę, jaką magia odegrała podczas wojny z Napoleonem w Hiszpanii czy w bitwie pod Waterloo albo jako inspiracja poematu „Manfred” Lorda Byrona. Prócz tego wielkiego pisarza czasów romantyzmu oraz księcia Wellingtona na kartach „Jonathana Strange’a i pana Norrella” spotkamy też między innymi szalonego króla Jerzego III, malarza Thomasa Lawrence’a czy premiera Zjednoczonego Królestwa, lorda Liverpoola. Na przeciwnym biegunie mamy zaś autorską fantazję, zgodnie z którą częścią Anglii władał niegdyś legendarny Król Kruków, a elfy nie mają nic wspólnego z ich zakorzenionym we współczesnej popkulturze obrazem stworzonym przez Tolkiena — u Clarke ich wizerunek bliższy jest raczej dawnym legendom i folklorystycznym przedstawieniom.

Susanna Clarke pracowała nad „Jonathanem Strange’em i panem Norrellem” przez dekadę, i to cyzelowanie bije z każdej stronicy. Równie powoli warto się nią rozkoszować i rozsmakowywać się dojrzałym stylem, umiejętnie podszytym dawką humoru i tchnącym magicznym, nomen omen, klimatem. Polecający książkę Neil Gaiman twierdzi, iż jest to „Bez wątpienia najwspanialsza angielska powieść fantastyczna, jaką napisano na przestrzeni ostatnich siedemdziesięciu lat”. Nawet jeśli ten komplement jest w pewnym stopniu hiperbolizacją, miłośnicy fantastyki niebanalnej i literatury w starym stylu nie powinni przejść obok tej pozycji obojętnie.

  • Tytuł: Jonathan Strange i pan Norrell (Jonathan Strange & Mr Norrell)
  • Autor: Susanna Clarke
  • Wydawnictwo: MAG
  • Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 820
  • ISBN: 978-83-7480-277-2


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MAG oraz Portalowi Bestiariusz.

  • Swego czasu, wieki temu, kiedy w Polsce jeszcze nikt o tej książce nie słyszał, zakupiłam była tę serię po niemiecku, bo również i Niemcy się nią zachwycali. I nie wiem, czy mi ten niemiecki nie leżał, czy się powieść nie wstrzeliła w nastrój, czy też po prostu nie tego się spodziewałam, w każdym razie nie zaiskrzyło. Trylogia poszła pod młotek i została sprzedana z powodzeniem na ebayu. A teraz przeczytałam kilka naprawdę takich opinii, że mi dosłownie buty spadły i co zrobiłam?… Kupiłam sobie piękne wydanie UW. I teraz tylko czekam na odpowiedni nastrój, żeby zrobić drugie podejście. Może w Święta?….

    • Może kwestia tłumaczenia? Wydaje mi się, że to trudny tekst, więc łatwo można wpaść w pułapkę.
      No, a wydanie z UW na pewno było warte kupienia choćby dla samego bycia UW. :)

  • Tak jak Agnieszka czytałam tę książkę już dawno temu, wtedy kiedy wydało ją wydawnictwo Literackie, czyli pewnie 8-9 lat temu. Niestety niewiele pamiętam, więc chyba pora na odświeżenie lektury :)

    • Ja ze wstydem przyznaję, że całkowicie ją wtedy przeoczyłam i usłyszałam o niej dopiero przy okazji wznowienia. Ale lepiej późno niż wcale. :)

  • Czytałem w starszej, trzytomowej wersji. Książkę już wtedy zachwalał Jacek Dukaj. Pamiętam, że trzeci tom podobał mi się najbardziej, bo miał największy pazur – pojawiły się mroczniejsze klimaty (np. magia nekromancka) i trochę żałowałem, że nie było takich smaczków więcej.

  • Jezebel_Kapryfolium

    Naprawdę magiczna rzecz. Niby nie zmierza do żadnego konkretnego celu, niby taka forma może błyskawicznie znużyć, ale… nie tutaj. Tyle w tym uroku i takiej specyficznej dziwności, że nawet kiedy sama historia już się w pamięci zamazuje, pamięta się dokładnie atmosferę.

    Wydanie z UW nie jest ani trochę piękne, ma arcypaskudną, niedorobioną okładkę :P

    • Jak na UW faktycznie okładka jest jedną ze słabszych, a do tego styl jakoś tak mi nie pasuje do klimatu (bo to chyba częściowo zdjęcie?). Minimalistyczny kruk na starym wydaniu wygląda za to całkiem fajnie, ale jednak wolę jeden tom i twardą oprawę. Na pocieszenie – na półce widać tylko grzbiet. ^^

    • Jezebel_Kapryfolium

      To jest nieudolna fotomanipulacyjna sklejka niepasujących do siebie elementów zrobiona przez osobę, która nie potrafi obsługiwać fotoszopy :D W jednym miejscu widać, że przy zmianie tonacji tfurca zapomniał o jednym elemencie, który miał najpewniej na innej warstwie :D A to podstawy podstaw.

    • Megapodius

      Z okładką jest tym gorzej że robił ją ten sam autor co robi większosć okładek dla MAGA zwlascza w UW. Jak porówna się ja z innymi tym gorzej ona wygląda. Wszystko jest robione jakby na sile chciało się odroznić od oryginalnego wydania.