Jak radzić sobie z kryzysem czytelniczym

By | 29 stycznia 2014

Sezon jesienno-zimowy z racji niesprzyjającej aury, która odpowiada raczej mniejszości, jest okresem lęgowym nie tylko uciążliwych przeziębień czy kiepskiego nastroju i przygnębienia, lecz w wielu wypadkach także czytelniczych kryzysów. Nie oznacza to rzecz jasna, że niechęć do lektury nie może nadejść inną porą ani że nie będziecie zachwalać czytania pod kocem i z gorącym napojem, gdy za oknem trzaska mróz lub leje deszcz. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika jednak, że to właśnie ten czas, gdy przez większość doby panują egipskie ciemności, a brak słońca wysysa z nas radość życia i potęguje chęć zakopania się w łóżku z czekoladą i mało wymagającymi serialami na cały dzień, jest dość często powiązany z nadejściem kryzysu czytelniczego. Jak sobie z nim poradzić? I czy w ogóle warto z nim walczyć? A może podobnie jak katar, leczony i nieleczony trwa tyle samo czasu i trzeba go po prostu przeczekać?

kryzys3

Jak radzić sobie z kryzysem czytelniczym

Zdefiniuj problem i cel

Zacznijmy od tego, kiedy w ogóle możemy mówić o kryzysie czytelniczym. Moja odpowiedź pewnie Was rozczaruje ― ale jestem zdania, że u każdego ta granica przebiega inaczej. Dla jednych powodem do utyskiwań będzie tydzień bez lektury, dla innych miesiąc, dla jeszcze innych ― może dopiero pół roku czy zupełnie inny okres. W równym stopniu dotyczyć to może czasu poświęcanego na czytanie czy pozycji, po jakie się sięga ― namiętne mole mogą narzekać, że przez ostatnie dwa miesiące czytają tylko w środkach komunikacji, w domu zaś nie mają już czasu, więc jest to oznaką jakiegoś kryzysu. Inni popukają się wtedy w czoło i uznają, że to i tak dużo, a rozpacz przychodzi dopiero wtedy, gdy nie możesz krótkiej powieści skończyć przez kwartał. Innymi słowy ― kryzys jest wtedy, kiedy uważasz, że nadszedł. Gdy czujesz się źle z tym, że nie czytasz (lub z tym, że czytasz za mało); gdy chciałbyś, ale jednak coś Cię od tego odpycha. Warto się wtedy zastanowić także nad tym, co by musiało nastąpić, byś uznał swój kryzys za miniony ― czy będzie to w ogóle powrót do literatury i poświęcenie choć kwadransa co wieczór na lekturę? A może dopiero przebrnięcie przez dwie opasłe powieści w tygodniu? Nieważne. Zdefiniowanie celu ― takiego w swoim aktualnym zasięgu ― zawsze się przyda, w przeciwnym razie możesz wiecznie mieć sobie coś do zarzucenia, a przecież nie o to chodzi.

Określ przyczyny

Co prawda dość często przestajemy mieć ochotę na czytanie „tak po prostu”, bez konkretnego powodu ― ale czy na pewno i każdorazowo? Warto się nad tym zastanowić. Może to nie książki są problemem, może to nie śledzenie literek Ci się znudziło, a problem tkwi w czymś innym? Czasami bywa tak, że trudno przejąć się problem książkowego bohatera, gdy nad nami czai się widmo naszych własnych trosk ― a nie dla każdego ucieczka do fikcyjnego świata będzie ulgą i idealnym rozwiązaniem. Czasami zmiana trybu życia sprawia, że tracimy porę czy miejsce dotychczasowej lektury ― przestajemy dojeżdżać do pracy na drugi koniec miasta, kładziemy się wcześniej spać albo zwyczajnie jesteśmy za bardzo zmęczeni, by znaleźć siły i chęci na czytanie. Sama przeżywałam w styczniu kryzys czytelniczy spowodowany nagromadzeniem się kontaktów ze słowem pisanym ― nie dość, że pół dnia z nosem w tłumaczeniach, to jeszcze kolejne ileś godzin pisania tekstów na blogu. Nie dziwota, że po tym wszystkim wolałam włączyć film albo grę komputerową i odetchnąć od ciągłego składania liter i wpatrywania się w kolejne wyrazy. Jeśli i w Waszym przypadku przyczyna jest podobna, nie oznacza to wcale, że musicie pożegnać się z książkami do momentu całkowitej zmiany sytuacji życiowej. Można spróbować innych metod.

kryzys2

Powrót do starych przyjaciół

Tak jak o problemach lubimy porozmawiać z przyjaciółmi, nawet jeśli nie mogą ich za nas rozwiązać, a mają jedynie wysłuchać i wesprzeć dobrym słowem ― tak na kryzys czytelniczy często pomaga książkowy przyjaciel. Może to Wasza ulubiona powieść, nawet jeśli znacie ją już na pamięć. Może lektura z dzieciństwa, do której czujecie wyjątkowy sentyment, ale dawno jej nie odświeżaliście. Może nieczytana jeszcze pozycja ukochanego autora. Mnie aktualnie z kryzysu próbuje wyciągnąć Philip K. Dick ― w końcu Dick jest dobry na wszystko ― równocześnie zaś staram się nie myśleć o tych pięciu innych rozgrzebanych książkach, do których wprost nie mogłam się zmusić. Ale przecież nic się nie stało, kiedyś do nich wrócę, a z półek raczej do tego czasu nie pouciekają.

Coś nowego, coś lekkiego

Jeśli jednak ulubieńcy nie odnieśli sukcesu ― spróbujcie czegoś odwrotnego. Może po prostu dla odprężenia wybrać sobie lekturą najlżejszą z możliwych? Dobre będą zarówno książki niewymagające, przy których można wyłączyć myślenie, jak i niezwykle wciągający tzw. page-turner, z reguły także nienależący do najbardziej ambitnych pozycji, ale utrzymujący uwagę czytelnika jak mało co. Jeżeli jednak nie w smak Wam takie propozycje, choćby i kryzys nastał, warto spróbować sięgnąć po coś innego od typowych dla siebie tytułów. Czytacie fantastykę ― to może jakaś interesująca biografia? Nie znosicie fantastyki ― to może przekornie dać jej szansę? Czytacie wyłącznie książki ― a gdyby w takim razie sięgnąć po komiks? Powieści graficzne z reguły nie przytłaczają nadmiarem tekstu, a ich ogromny wybór sprawi, że miłośnicy różnych tematów i poziomów głębi powinni bez trudu znaleźć coś dla siebie.

kryzys1

Dodatkowa motywacja

Metoda chyba najbardziej kontrowersyjna, niektórych pewnikiem odrzucająca z założenia. A gdyby tak poprosić kogoś ― znajomego, członka rodziny, a może i losowego blogera ― o wybranie dla Was tytułu, który macie przeczytać w następnej kolejności i podzielić się z daną osobą swoją opinią? W końcu dzięki takiej umowie przyjmujecie na siebie jakieś personalne zobowiązanie, a potem trochę głupio będzie się wykręcić albo go nie dotrzymać. Oczywiście, nic na siłę. Jeśli z góry odpycha Cię taka perspektywa, to się do niczego nie zmuszaj, bo tylko pogorszysz sprawę. Efekty mogą jednak okazać się zaskakujące i bardzo pożądane, a kto wie, jaką świetną książkę czy nieznanego wcześniej pisarza dzięki temu odkryjecie!

Przeczekanie

Jeśli jednak zupełnie nic nie chce zadziałać ― albo jesteście tak zniechęceni, że nie macie nawet ochoty tych metod sprawdzać ― może warto po prostu przeczekać? Nie myśleć o tym, nie mieć wyrzutów sumienia, tylko po prostu zająć się czymś innym, co wcześniej odkładaliście na lepsze czasy. Obejrzeć film trwający aż cztery godziny, z którego zawsze rezygnowaliście. Wypróbować nowy przepis na coś pysznego. Sięgnąć po ulubiony serial, nawet jeśli jego fabuła nie należy do ambitnych. Ułożyć ogromne puzzle ― a puzzle świetnie relaksują! Jeśli jesteście czytelnikami z długim stażem, najprawdopodobniej wcześniej czy później sami za tym nałogiem zatęsknicie. Pamiętam, że wraz z rozpoczęciem studiów, na co nałożył się także początek mojej przygody z dziennikarstwem internetowym i pisaniem o grach, porzuciłam książki aż na około dwa i pół roku (sic!). Z dzisiejszej perspektywy aż trudno mi sobie wyobrazić, bym mogła wytrzymać tyle bez lektury. Ale przeżyłam! A czytanie wróciło samo. Czego wszystkim molom w kryzysie życzę.

Zapomniałam o czymś? Macie jakie swoje metody na kryzys? A może jesteście wzbudzającymi zazdrość jednostkami, których nie imają się takie czytelnicze niże, niezależnie od pogody, trybu życia i codziennego grafiku?

  • Agata

    Dwa i pół roku? Wow, czytam odkąd pamiętam, książki zawsze mi w życiu towarzyszyły raczej w większym stopniu niż mniejszym. Nigdy nie miałam takiego przestoju, choć kryzysy co kilka miesięcy się mi zdarzają. Ostatnio w sierpniu, kiedy teoretycznie miałam sporo czasu, a przeczytałam tylko pięć książek. Odkąd pracuję regularnie, od 8-16 (no powiedzmy, bo różnie bywa ;)) czytam mniej, w ogóle wydaje mi się, że wszystkiego robię mniej :P Na kryzys nie mam jakiejś specjalnej metody. Najczęściej stosuję przeczekanie lub jakąś lżejszą lekturę. Z reguły pomaga :)

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Pięć to dla mnie taki normalny miesiąc, teraz w styczniu mam problemy z czterema. :) Ale i raz do roku się zdarza, że i dziesięć czy dwanaście przeczytam, jak mnie akurat coś najdzie i nie oglądam zbyt wielu filmów czy seriali. :)

    • Agata

      Oglądasz zdecydowanie więcej filmów niż ja :) Chętnie przeczytałabym jak zwalczyć kryzys twórczy, bo od dawna się z nim zmagam :/

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Nie wiem, czy mam jakieś przepisy na kryzys twórczy, ale pomyślę nad tym! :)
      A filmy faktycznie ostatnio dobrze mi wchodzą, właśnie skończyłam 16. w styczniu. :)

  • http://www.bookhunters.pl/ Kali

    Ja mam teraz bardziej kryzys pisania… A kryzys czytelniczy to był raczej rok 2013. Mój najdłuższy kryzys to chyba liceum i studia, gdzie jeśli czytałam, to tylko lektury (jak się na polonistyce wyląduje, to już się tak ma). Samo słowo lektura odbiera przyjemność z czytania, więc nie uznaję tego jako czas poświęcony na pasjonujące przygody książkowe (owszem kilka się podobało, wiadomo – ale jednak to nie to samo co wybór własny).
    Ja mam taki problem, że jak kończy mi się książka, to chciałabym więcej, ale tego samego – i nie umiem się zabrać za następny tytuł, nawet tytuł z serii.
    A z lżejszych lektur to zawsze chwytam za jakiś harlekin (tia… wiem…) – tylko tu też wpadam we własne sidła, bo się wciągam w te lekkie historyjki, lecę hurtem z 5 książek i potem już mam totalny literowstręt :D

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Chyba prawie zawsze trzeba mieć jakiś kryzys. :D Chwilowo naprawdę dobrze mi się pisze, ale ciekawe, jak długo to potrwa.
      U mnie wśród tych lżejszych najlepiej sprawdzają się jakieś fajne młodzieżówki albo książki dla dzieci. Jeszcze mam całkiem spory zapas takich nieczytanych. ;)

  • Paweł

    Największy kryzys czytelniczy miałem w zeszłym roku, kiedy zajmowałem się tłumaczeniem prozy. Po ośmiu godzinach zwykłej pracy oraz jednej-dwóch godzin spędzonych przy tłumaczeniu nie miałem czasu ani ochoty na dodatkowe obcowanie z tekstem. W tym czasie więcej czasu poświęcałem na słuchanie muzyki i oglądanie telewizji (niestety – trochę mnie dopadł ten niezdrowy nałóg). Ostatnio udało mi się wrócić na stare tory czytelnicze. Jeśli chodzi o dobór lektur, to przeplatam te lepsze z tymi słabszymi pozycjami. W tym miesiącu zmęczyłem trylogię z gatunku space opera, po czym przeniosłem się w klimaty oniryczne. Aktualnie czytam SF z wątkiem kryminalnym w tle. Wydaje mi się, że to jest dobra metoda na „odblokowanie się”. Na pewno nie szedłbym drogą wyboru następnej książki przez znajomego, bo może się okazać, że będziemy się męczyć z daną lekturą i osiągniemy odwrotny efekt od zamierzonego.
    Na szczęście nie zdarzyło mi się mieć dłuższej przerwy w czytaniu – co najwyżej pochłaniałem mniej książek, ale za to więcej zajmowałem się czytaniem czasopism.
    Dwa i pół roku bez książek to dla mnie duży szok! Jak to wytrzymałaś?

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Nie musiałam szczególnie wytrzymywać, bo po prostu nie zwracałam na to uwagi. Coś tam czytałam, pewnie z jedną książkę na miesiąc czy dwa, ale jak patrzę wstecz, to kompletnie nie potrafię sobie przypomnieć większości tytułów z tego okresu. Po prostu odkrywałam wtedy pisanie i dużo grałam, sporo też oglądałam filmów i seriali, a dodatkowo dużo czasu zawsze poświęcałam studiom, więc nie cierpiałam na nudę, którą można by dodatkowo wypełnić. :)
      Zresztą, kiedy zorientowałam się, że brakuje mi czytania, a był wówczas czerwiec 2010, to przez drugie półrocze przeczytałam z przyjemnością 50 książek, a rok później 104 tytuły :D (do dziś nie miałam lepszego roku niż wtedy po przerwie). Tak więc nie ma tego złego. ;)

  • Harashiken

    Próbuje przeczekać ale słabo to idzie :/

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      To może najwyższa pora spróbować czegoś innego, skoro czekanie nic nie daje. ;)

    • http://bookhunters2.blogspot.co.uk/ Kali

      Czasami warto się zmusić :P O dziwo to działa, tak w okolicach połowy książki mi się znów zachciewa – problem polega na tym, ze to zmuszanie trwa tydzień, czasami dwa…

    • Harashiken

      no wiem, wiem, ale tu do głosu dochodzi „odjutronizm” :/