Growe podsumowanie 2013

By | 30 grudnia 2013

Przez dłuższy czas zastanawiałam się nad tym, czy warto w tym roku tworzyć growe podsumowanie, ponieważ tak się składa, że miałam niewiele okazji, by pograć w nowości. Po czym przyszła refleksja ― a może nie tylko ja tak mam? Może Wy też często sięgacie po produkcje z lat ubiegłych, które akurat pojawiły się w promocji lub na które wcześniej nie znaleźliście czasu? Dlatego postanowiłam opisać kilka tytułów, którym poświęciłam szczególną uwagę w ciągu minionych dwunastu miesięcy.

GROWE PODSUMOWANIE ROKU 2013

Batman: Arkham Asylum (PC; 2009)
Jeśli ktoś ominął najlepszego Humble Bundle w tym roku, mogę tylko gorąco i szczerze współczuć ― nie często bowiem zdarza się, że tak rewelacyjna gra jak Batman: Arkham Asylum dostępna jest za jednego dolara (a za dodatkowe trzy także jej kontynuacja, Batman: Arkham City, jeden z moich must-play na rok 2014). Produkcja Rocksteady Studios miała premierę w 2009 roku; choć pod względem graficznym w niewielkim stopniu widać na niej ząb czasu, to niezwykle płynna rozgrywka nie zestarzała się ani trochę. Wcielamy się rzecz jasna w Batmana, który po raz wtóry musi zmierzyć się ze swoim arcywrogiem, Jokerem. Psychopata o szerokim uśmiechu pozwolił zamknąć się Azylu Arkham, nad którym przejął kontrolę i powypuszczał z cel wielu znanych i lubianych nieprzyjaciół Człowieka-Nietoperza, między innymi Harley Quinn, Killer Croca czy Scarecrowa. Trzeba więc na powrót zaprowadzić porządek w szpitalu psychiatrycznym, przy okazji ratując komisarza Gordona.
Gra zapewnia dość długi czas zabawy jak na produkcję action-adventure (mnie przejście zajęło 20 godzin, a nie był to najwyższy poziom trudności, nie zaliczałam też dodatkowych wyzwań poza trybem fabularnym), łączy w sobie elementy bijatyki, skradanki i zręcznościówki. Nie można też zapominać o urozmaicających rozgrywkę zagadkach Riddlera i poukrywanych znajdźkach rozszerzających lore (są to na przykład taśmy zawierające fragmenty wywiadów z pacjentami Azylu). Zwróciłam też uwagę na świetne udźwiękowienie, z dubbingiem na czele ― Mark Hamill jako Joker tworzy niezapomnianą kreację (choć miłośników przygód Batmana, znających filmy i seriale animowane, nie trzeba o tym przekonywać), a pozostali aktorzy dotrzymują mu kroku. Grę bez wahania polecam wszystkim, nie tylko oddanym fanom komiksowego pierwowzoru.

Batman: Arkham Asylum

Tomb Raider (PC; 2013)
Z Larą Croft łączy mnie długoletnia, zażyła relacja. Nie było Tomb Raidera, w którego bym nie zagrała (wliczając nawet nietypowego Guardian of Light), podobny los musiała więc podzielić najnowsza odsłona ― w dodatku dość szczególnia, ponieważ mamy do czynienia nie tylko z rebootem słynnej serii, lecz także z odmiennym modelem rozgrywki i nowym podejściem do głównej postaci. Początkowo byłam oburzona ― przecież to jawny skok na kasę, a tak grę, jak i bohaterkę, można było ochrzcić zupełnie innymi mianami. Z czasem ochłonęłam, no trudno, stało się, a moje oburzenie niczego tu nie zmieni. Na całe szczęście sama rozgrywka okazała się na tyle przyjemna, że sięgnięcia po tę pozycję nigdy nie żałowałam.
Fabuła kręci się wokół katastrofy statku u wybrzeży tajemniczej wyspy nieopodal Japonii, na której ekipa badawcza planowała szukać artefaktów starożytnej cywilizacji. Larę spotykają wszelkie możliwe nieszczęścia ― prawie tonie, zostaje porwana przez członków dziwnego kultu, wielokrotnie jest ranna i co i rusz rozdzielana z pozostałymi członkami załogi. Gracz eksploruje wyspę kawałek po kawałku, zdobywając przy okazji kolejne informacje na temat zaginionego królestwa Yamatai. Najprzyjemniejszym aspektem rozgrywki było dla mnie eksplorowanie nielicznych grobowców (niestety, wielokrotnie mniej złożonych od tych w starszych Tomb Raiderach!) i odkrywanie wszystkich ukrytych sekretów (na co składało się szukanie przedmiotów, ulepszanie broni i wykonywanie minizadań). Zawiodłam się z kolei na finale, przepełnionym w nadmiarze walką. Potwierdzam też swoje początkowe wątpliwości ― gra była warta poświęconego jej czasu, ale to nie jest ‘moja’ Lara.

Tomb Raider

LEGO Lord of the Rings (PC; 2012)
Od dawna zachwycam się gram z serii LEGO, choć ta poświęcona Władcy Pierścieni, do niedawna najnowsza (w tej chwili jest już na rynku jej następca, Marvel Super Heroes), była pierwszą, którą ukończyłam w całości. Ba, nie tylko w całości, ale na 100%, zdobywając wszelkie możliwe osiągnięcia, co zdarzyło mi się dokładnie pierwszy raz w życiu. Nie muszę więc chyba dodawać, jak dobrze mi się grało, skoro posunęłam się do takiego zaangażowania.
Produkcja studia Traveller’s Tales prowadzi gracza przez fabułę i poszczególne sceny filmowej trylogii Petera Jacksona, czerpiąc z niej także muzykę i w pełni udźwiękowione dialogi ― to novum w serii LEGO, ponieważ poprzednie odsłony (wyłączając drugą część Batmana) cechowały się znacznymi uproszczeniami w stosunku do przedmiotów licencji, brakowało w nich dialogów, a fabuły był raczej zbiorem kolejnych gagów z udziałem legoludzików.
Oczywiście także LotR utrzymany jest w humorystycznej stylistyce, a sceny znane z ekranu zostały odpowiednio zmodyfikowane, by wzbudzać uśmiech gracza. Ja bawiłam się całkiem nieźle, choć nie wszystkie żarty były równie błyskotliwe. Najważniejsza jest jednak rozgrywka ― do czynienia mamy z typową trójwymiarową platformówką, w której postać kierowana przez gracza biega, skacze, walczy z wrogami i zbiera klocki. Każdy z bohaterów, nad którymi można przejąć kontrolę, posiada jednak inny zestaw umiejętności, stąd konieczność przełączania się między ludkami ― lub poproszenie o pomoc drugiego gracza, który w dowolnej chwili może przyłączyć się do rozgrywki lub ją opuścić. Podczas pierwszego przejścia każdego poziomu, w trybie fabularnym, ograniczeni jesteśmy do postaci obecnych w filmie podczas danej sceny. Później możemy powrócić do ukończonej planszy i swobodnie pokicać po niej dowolnym z odblokowanych charakterów. Tym sposobem Gandalf może zawitać do jaskini Szeloby, a Gollum zwiedzić Rivendell. Takie zabiegi konieczne są do odkrycia wszystkich sekretów, zdobycia mithrillowych klocków i wykucia wszystkich przedmiotów u kowala. Pełne przejście gry to zabawa na co najmniej kilka wieczorów ― mnie zajęło to 50 godzin.

LEGO Lord of the Rings

Uncharted: Drake’s Fortune (PS3; 2007)
Ostatnią z omawianych w tym roku pozycji jest exclusive dla konsoli PS3, co sprawia, że wszyscy ci, którzy jej nie posiadają, powinni w tym momencie wylać morze łez. Przy Uncharted: Drake’s Fortune bawiłam się wyśmienicie, a każdy jej aspekt był dopracowany w największym stopniu ― czy to strzelanie, czy elementy zręcznościowe, czy też oprawa audio-wizualna, która wciąż wygląda wyśmienicie (a w kolejnych częściach jeszcze lepiej!). Tym, co ostatecznie przesądziło o sukcesie serii i miłości graczy całego świata, był charyzmatycznych główny bohater, Nathan Drake, potomek samego Francisa Drake’a. To bardzo wyrazista postać, do której łatwo zapałać sympatią; ma w sobie trochę z Indiany Jonesa, trochę z Jamesa Bonda, a trochę z Tintina. Jego zawadiactwo, powodzenie u kobiet, poczucie humoru i wieczny luz bez trudu zjednują mu fanów tak u graczy, jak i u graczek.
Rozgrywka jest typowym action-adventure z perspektywy trzeciej osoby ― strzelamy (dużo! o dziwo, na padzie nie jest to wcale tak niewygodne, jak mogłoby się wydawać i nawet ja szybko przywykłam), skaczemy, uciekamy, rozwiązujemy proste zagadki. Fabuła może nie jest szczególnie odkrywcza, ale rekompensuje to dynamizmem, zwrotami akcji i fantastyczną lekkością. Czas przy grze upływa właściwie niepostrzeżenie i nim się człowiek obejrzy, już uruchamia drugą część tej rewelacyjnej serii. Dla samych przygód Nathana warto było kupić konsolę!

Uncharted: Drake’s Fortune

A w co Wy graliście w tym roku?

  • Agata

    Jestem ignorantem jeśli chodzi o gry, chociaż kiedyś bardzo to lubiłam. W tym roku to jedynie chwilę grałam w Diablo III, ale szybko straciłam cierpliwość :P

    • Do Diablo III usiadłam w tym roku tylko na chwilę, po rocznej przerwie. I bardzo szybko mi się znudziło, jakby limit czerpania frajdy z tej produkcji wyczerpał się dla mnie.

  • Tomb Rider jest w moim Top 3 na w tym roku – z tym czy to moja czy nie moja Lara problemów nie miałem, bo w poprzednie części bądź to nie grałem, bądź zbyt krótko, by umiłować sobie wcześniejszą kreację tej postaci. Niemniej, grało mi się bardzo przyjemnie, a samą Larę polubiłem – i czekam na kolejną część.

    Bardzo miło wspominam też inny restart serii, w tym wypadku chodzi o przygody Dantego, czyli oczywiście grę Devil May Cry. Choć w tym przypadku bohater nie przypadł mi do gustu i wolę pierwowzór, to sama rozgrywka dostarczyła mi wielu godzin niezwykle miłego młócenia demonów i innych maszkar ;)

    Wypada mi też wspomnieć o najnowszym Bioshocku (piękne i zapadające w pamięć lokacje + Elizabeth, do tego ciekawa, choć – niestety – przekombinowana fabuła), czwartym Assassin’s Creedzie (piraty!, znaczy piraci, w/e) oraz Rayman Legends (tak bardzo kolorowe i pozytywne!).

    • Z DMC mam trochę podobny problem co z TR, przywykłam do starego Dantego. W tym wypadku mam jednak większe zaległości ze starymi odsłonami, tak więc nieprędko sięgnę po reboot.
      Do Bioshocka ciągle się nie zebrałam (ale kiedyś nadrobię!), a w przypadku AC jestem właśnie w trakcie pierwszej części, więc pewnie w przyszłym roku poznam kolejne i coś o nich napiszę. Jak na razie ‚jedynka’ strasznie wtórna względem samej siebie, ale ponoć już w ‚dwójce’ będzie lepiej.

  • Arkham Asylum świetne, ale Arkham City jeszcze lepsze (grałem w obie już wcześniej ale Humble Bundle przegapić nie mogłem, bo DLC „Harley Revenge” dodali i jeszcze FEAR1,2,3 i coś tam jeszcze było w zestawie).
    W AC najlepsze jest to, że wreszcie ten tryb walki stał sie dużo bardziej grywalny, grałem aż zdobyłem wszystkie odznaczenia i milion punktów w najlepszej planszy – tej z Jokerem :)
    Arkham Origins dużo gorszy… i jeszcze w połowie gry dwa razy błędy uniemożliwiły mi kontynuacje…
    Tomb Raider nie wciągnął mnie w ogóle… wolałem Legends, Anniversary i Underworld…

    • O, to dobrze wiedzieć, że AC jeszcze lepsze, pewnie w przyszłym roku się zabiorę. Do zbierania wszystkich odznaczeń brakuje mi jednak cierpliwości (a czasem i umiejętności). :) O AO słyszałam właściwie same opinie zbliżone do Twojej, więc pewnie poczekam na jakąś wyjątkowo kuszącą promocję.