Dinozaur i jego chłopiec ― The Good Dinosaur

By | 7 stycznia 2016

Mam problem z najnowszą produkcją Pixar Animation Studio. Tak, tego Pixara ― studia, któremu zawdzięczamy jedne z najambitniejszych hollywoodzkich animacji, takie jak „Wall-E”, „Up” czy ubiegłoroczny „Inside Out”. Nie da się ukryć, że filmowcy z Kalifornii ostatnimi laty zaliczali mniejsze wpadki jedynie przy sequelach, a ich oryginalne produkcje zbierały powszechne wyrazy uznania i zachwytu. Tymczasem „Dobry dinozaur” spotkał się z zaledwie umiarkowanie ciepłym przyjęciem, także z mojej strony. Co poszło nie tak? Czy to kwestia wyłącznie zbyt wysokich oczekiwań widzów? [W tekście drobne spoilery, ale bez kluczowych szczegółów].

gooddinosaur-poster

„The Good Dinosaur” wita nas znanym z trailera ujęciem, w którym 65 milionów lat temu kometa, potencjalny sprawca zagłady prehistorycznych gadów, mija Ziemię, doprowadzając do tego, że kilka er później planetę zamieszkują zarówno ludzie, jak i dinozaury. Widz poznaje historię z perspektywy tych drugich, dokładniej zaś ― apatozaura (to te roślinożerne z długimi szyjami, do niedawna powszechnie mylone z brontozaurami) imieniem Arlo, który wraz z rodzicami i rodzeństwem żyje w skromnym gospodarstwie, gdzie uprawia się kukurydzę i hoduje przerośnięte kury.

Po krótkim zawiązaniu akcji „Dobry dinozaur” przeistacza się w dość typowy film drogi uzupełniony dodatkowo o morał właściwy filmom animowanym dla młodych widzów. Arlo próbuje wrócić do domu, w trakcie swej wędrówki spotyka różnorakie mniej lub bardziej przyjazne stworzenia, przeżywa przygody, ale przede wszystkim uczy się czegoś ważnego o sobie i przechodzi wewnętrzną przemianę. Wspomniana przemiana to niestety kolejny z ogranych schematów; główny bohater przeistacza się więc z osobnika raczej tchórzliwego i przekonanego o niewielkiej własnej wartości w dinozaura odważnego i pewnego siebie, zdobywa przyjaciół i zyskuje lepsze porozumienie z bliskimi. Znamy to aż za dobrze z kina i literatury. Duża liczba zapożyczeń nie jest może niczym zaskakującym w przypadku kina dla młodego widza, pewne morały muszą się powtórzyć, a przewidywalność rozwoju wątków czy postaci jest po części wpisana w gatunek. Tym razem kłuje to w oczy bardziej, gdyż mówimy o produkcji słynącego z nowatorstwa Pixara, od którego oczekuje się więcej niż od innych wytwórni. Tymczasem „Dobry dinozaur” podkrada wiele choćby od Disneya, z „Królem lwem” na czele. Oczywiście, jeśli od kogoś czerpać, to od najlepszych — ale Pixar przyzwyczaił mnie do tego, że to raczej on inspiruje swoich naśladowców, a nie powiela sprawdzone wzorce.

gooddinosaur-screen

Nie do końca rozumiem też zamysł stojący za skonfrontowaniem ze sobą dwóch znacznie odmiennych stylów animacji. W „The Good Dinosaur” podziwiamy przepiękne, dopracowane, fotorealistyczne tła, na które nałożono bardzo uproszczone wizerunki postaci. Kojarzycie dinozaura z „Toy Story”? To spróbujcie go w głowie nałożyć na obraz, dajmy na to, Matejki. Otrzymacie wówczas coś takiego: klik klik. Wiem, wiem, hiperbola, ale to było moje pierwsze skojarzenie na sali kinowej. Zupełnie mi się to razem nie zgrywa i nie ukrywam, że chętniej zobaczyłabym całość oprawy utrzymaną w bardziej realistycznym tonie, co również pasowałoby do nie tak przecież wesołej opowieści.

Z powyższych akapitów wyłania się litania narzekań — a mnie się w gruncie rzeczy ten film całkiem dobrze oglądało i nie jest to nawet najsłabsza z produkcji Pixara („Auta 2”, ekhem). Bohaterowie są całkiem sympatyczni (choć niektórzy, np. rodzeństwo głównego bohatera, jednowymiarowo zarysowani), a odwrócenie relacji dinozaura i chłopca — w której to Arlo jest tym inteligentniejszym gatunkiem, a mały jaskiniowiec przypomina raczej dzikie zwierzątko wymagające oswojenia — to ciekawa i dobrze zrealizowana koncepcja. Po prostu spodziewałam się kolejnego arcydzieła, rewolucyjnego podejścia do tematu (koegzystencja ludzi i dinozaurów ma przecież olbrzymi potencjał fabułotwórczy!) albo emocjonalnego rozłożenia na łopatki, co Pixarowi wychodzi jak żadnemu innemu studiu. Tymczasem dostałam zaledwie dobrą, podręcznikową animację, która bawi i wzrusza kiedy trzeba, ale nie wgniata w fotel i z pewnością nie zapisze się na liście najlepszych produkcji dekady.

gooddinosaur-sanjay

Na sam koniec kilka miłych słów o krótkometrażówce emitowanej przed „Dobrym dinozaurem” (widocznej na powyższym screenie). Pixar i Disney od dłuższego czasu przed każdą animacją raczą widza krótkim pokazem swojej kreatywności i, często, nietypowej animacji. Tym razem kilkuminutowa opowieść pod tytułem „Sanjay’s Super Team” przenosi nas do domu chłopca hinduskiego pochodzenia, fana superbohaterów, który poznaje świat wierzeń hinduizmu. Ta kilkuminutowa opowieść, oparta na wspomnieniach i przeżyciach jej twórcy, Sanjaya Patela, jest jedną z najlepszych krótkometrażówek studia (choć palmę pierwszeństwa wciąż dzierży jak dla mnie „Partly Cloudy”). Tak więc choćby z uwagi na nią warto wybrać się na „The Good Dinosaur” do kina, to zawsze dodatkowy profit.

Ostateczny werdykt? Tak, można obejrzeć, jak najbardziej, przecież to Pixar, który nigdy nie schodzi poniżej poziomu dobrego, solidnego filmu. Warto jedynie nieco obniżyć swoje oczekiwania i nie spodziewać się arcydzieła — może wtedy będziecie po seansie narzekać trochę mniej niż ja. Pamiętajmy też o tym, że to i tak bez wątpienia najlepszy film z dinozaurami, jaki dostaliśmy w 2015 roku, więc choćby z tego powodu można spojrzeć na niego łaskawszym okiem.

  • Tytuł: Dobry dinozaur (The Good Dinosaur)
  • Reżyseria: Peter Sohn
  • Scenariusz: Meg LeFauve
  • W rolach głównych: Jeffrey Wright, Frances McDormand, Raymond Ochoa, Sam Elliott, Anna Paquin
  • W rolach głównych (polska wersja językowa): Olaf Lubaszenko, Katarzyna Żak, Olaf Marchwicki, Jerzy Kryszak, Marian Dziędziel
  • Rok produkcji: 2015
  • Czas trwania: 1 godz. 39 min.