Loading...
Literatura

Satysfakcjonujące zwieńczenie trylogii – „Goliat”

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. W przypadku cyklu „Lewiatan” Scotta Westerfelda koniec ten następuje zbyt szybko – kolejne części steampunkowej trylogii pochłania się błyskawicznie, a wieńczący ją tom, „Goliat”, choć objętościowo większy od swoich poprzedników, pozostawia czytelników zawiedzionych, że oto przygody księcia Aleksandra i paradującej w męskim przebraniu Deryn Sharp ostatecznie dobiegły kresu. Pociesza jedynie to, że zakończenie trzyma wysoki poziom pierwszego i drugiego tomu, dostarcza niezapomnianych emocji, a do tego zgrabnie łączy wszystkie rozpoczęte wątki.

Od wydarzeń ukazanych w „Behemocie” minęły dwa tygodnie. Alek i Deryn opuścili pogrążony w ogniu rewolucji Istambuł i na pokładzie olbrzymiego Lewiatana zmierzają na mroźną Syberię. Podróż szybko komplikuje się, a na statek powietrzny trafia niezwykła, acz sprawiająca sporo problemów osobistość – słynny wynalazca Nikola Tesla. Naukowiec szczyci się możliwością prędkiego zakończenia wojny, w czym pomoże mu dzieło jego życia, tytułowy Goliat. Pozostaje tylko jedno pytanie – jaki będzie koszt jego działań i gdzie leży granica poświęcenia milionów istnień w imię większego dobra…

Trzeci tom trylogii rozwija koncepcję, która napędzała poprzednie powieści cyklu – oto mamy świat pogrążony w ogniu walk I wojny światowej, konflikt między darwinistami a chrzęstami. Na kartach książki nie brakuje stworzeń niezwykłej natury i cudów techniki, którymi poszczycić może się jedna i druga strona barykady, a wyobraźnia autora (wraz z klimatycznymi szkicami Keitha Thompsona) po raz kolejny oczaruje i zaskoczy czytelników. Dieselpunkowa konwencja to jeden z najsilniejszych punktów pisarstwa Westerfelda.

Inną mocną stroną pozostają bohaterowie. Alek i Deryn nieco spoważnieli, a w ich rozważaniach – zwłaszcza w ponurych myślach dziedzica tronu Austro-Węgier – częściej pojawiają się kwestie dotyczące wojny, związanych z nią zniszczeń, grozy i śmierci. Kiedy książę boryka się z rozterkami dotyczącymi swojego przeznaczenia i odpowiedzialności względem narodu, panna Sharp dźwiga brzemię związane z ukrywaniem swej prawdziwej tożsamości oraz uczuciami, jakie żywi do przyjaciela. Coraz trudniej go oszukiwać, a zarazem coraz trudniej wyjawić mu prawdę.

„Goliat”, Scott Westerfeld „Goliat”, Scott Westerfeld

Westerfeld nie zapomniał także o postaciach drugoplanowych – prócz dobrze znanych czytelnikom doktor Barlow i hrabiego Volgera warto przyjrzeć się bliżej Nikoli Tesli. Wynalazca łączy w sobie cechy geniusza i osobowość szaleńca, zaś jego zapatrywanie na kwestię wojny, poświęcenia i mniejszego zła są trudne do jednoznacznego ocenienia. Na kartach „Goliata” spotkamy także kilka znajomych twarzy z „Behemota”, które w najmniej oczekiwanym momencie ponownie wkroczą w życie głównych bohaterów.

Styl amerykańskiego pisarza nie uległ zmianie w stosunku do tego, co znamy z poprzednich części. Dialogi są żywe, pełne humoru, a każda z postaci posługuje się charakterystycznymi dla siebie zwrotami. Akcja porywa od pierwszych stron i trzyma w napięciu aż do ostatniego rozdziału – można rzecz jasna zarzucić autorowi, że nie doświadcza swoich bohaterów wystarczająco, że zbyt często wychodzą z kryzysowych sytuacji obronną ręką, ale nie zmienia to faktu, że przygody Alka i Deryn są zajmujące i trudno nie kibicować losom tej niezwykłej dwójki. Co najważniejsze, Westerfeld nie kopiuje samego siebie, a w każdym tomie trylogii spodziewać się można zupełnie innego rozwoju wydarzeń i zaskakujących rozwiązań.

Cykl „Lewiatan” jest jednym z tych nielicznych, jakie z czystym sumieniem mogę polecić czytelnikom w każdym wieku. Należy pamiętać, że to pozycja o potencjale wyłącznie rozrywkowym, ale z dobrze zaplanowaną fabułą, wyrazistymi postaciami, i – co najbardziej mnie do Westerfelda przekonało – wspaniałą konwencją, w pełni wykorzystywaną, rozbudowywaną z książki na książki. Doprawdy, szkoda, że „Goliat” jest zwieńczeniem trylogii i nie ma co liczyć na kolejne niezwykłe stworzenia darwinistów, zaawansowaną technologię chrzęstów oraz perypetie Alka i Deryn.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

  • viv

    Ale mnie cieszy Twoja tak wysoka ocena cyklu, bo już mam część pierwszą w domu i wiem, że dostanę Goliata. Teraz tylko zorganizować sobie muszę Behemota i do czytania :)

    • Aż zazdroszczę, że będziesz mieć możliwość pochłonięcia całej trylogii za jednym zamachem! :D Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz. :)

  • Ja tam mam cichą nadzieję na kontynuację (albo chociaż na powtórne wykorzystanie świata, szkoda, żeby tak odłogiem leżał…).

    • Byłoby miło! :)
      Mignął mi też kiedyś na profilu autora na FB „Podręcznik do aeronautyki”, ilustrowany oczywiście przez Keitha Thompsona. Mogliby to u nas wydać!

  • Jeszcze nie czytałam serii, ale wiele o niej słyszałam. Chcę bardzo, bo tak wszyscy zachwalają, że jestem zaintrygowana :)

    • W takim razie mam nadzieję, że dołączysz do grona tych, których świat Westerfelda całkowicie oczarował. :)

  • Uwielbiam całość! Pokochałam trylogię od pierwszego tomu, ale, jak słusznie zauważyłaś, z czasem bohaterowie dojrzewają, zmieniają się i to jest cudowne w tej serii – poza genialną akcją i światem steampunk :)
    Pozdrawiam!

    • U mnie było tak samo, od pierwszego tomu zostałam całkowicie zauroczona światem i pomysłami Westerfelda. Pierwszy raz żałuję, że cykl nie jest dłuższy!
      Pozdrawiam. :)