Gdzie się podziały tamte dystopie…

By | 27 lipca 2014

Oto próba zrozumienia przeze mnie kolejnej mody w kulturze zakończyła się niepowodzeniem. Po romansach z wampirami, wilkołakami i innym paranormalnym tałatajstwem w segmencie YA przyszedł boom na dystopie, a de facto na pozbawione sensu konstrukty polityczne i bohaterki nieco bardziej skore do działań, gdy los rzuci je w centrum wydarzeń, niż panny wzdychające do istot z kłami, ale niewiele mniej denerwujące. Wydaje się to jakimś niewielkim krokiem naprzód… Czy na pewno? Tak naprawdę powinno być mi absolutnie wszystko jedno, gdyż najwyraźniej po prostu nie jestem targetem tego typu opowiastek, ale nie potrafię nie odczuwać smutku, gdy na Goodreads, z którego rekomendacji zdarzało mi się niekiedy korzystać, „Igrzyska śmierci” czy „Niezgodna” wygrywają w cuglach z „Rokiem 1984” Orwella, „Nowym wspaniałym światem” Huxleya czy „451° Fahrenheita” Bradbury’ego w głosowaniu na najlepszą powieść dystopijną.

Choć z doświadczenia wiem, że z wszelakimi modami jest mi z reguły nie po drodze, chęć śledzenia głośnych tematów wciąż wygrywa. Odkąd rok temu z trudem uporałam się z prozą Suzanne Collins mam już jednak nauczkę, by po tego typu książki nawet nie sięgać, niezależnie od tego, ile zachwytów u innych mogą wzbudzać. Do filmów podchodzę jednak nieco inaczej, z dwóch powodów. Pierwszym jest wyeliminowanie tego, co w powieściach z reguły najbardziej kuleje, czyli denerwującej pierwszoosobowej narracji, kiepskiego stylu i miłosnych rozterek wypełniających rozmyślania postaci, przez co stają się zdecydowane bardziej strawne. Drugim ― atrakcyjna strona wizualna i obecność mile widzianych twarzy na ekranie. Dlatego też obejrzałam „Niezgodną” („Divergent”) ― ekranizację pierwszego tomu serii Veroniki Roth, który to cykl, jak mogę stwierdzić po seansie, zgodziłabym się przeczytać jedynie na torturach.

Film oglądało się tym przyjemniej, im bardziej wyłączyło się mózg i skoncentrowało wyłącznie na ładnych obrazkach. Przemykał przed oczami bez bólu, ale to właściwie tyle dobrego, ile mogę na jego temat powiedzieć. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko czystej rozrywce czy kinu popcornowemu ― czy na tym jednak mają polegać współczesne dystopie? Zawsze wydawało mi się, że jednym z zadań tego nurtu było właśnie skłanianie do myślenia, zadawanie trafnych pytań, diagnozowanie kondycji społeczeństwa czy krytyka polityczna. Tymczasem podstawy, na których oparto konstrukcję świata przedstawionego w rzeczonej „Niezgodnej”, są tak bardzo pozbawione sensu, iż nie próbują nawet zatuszować faktu, że stanowią jedynie pretekst ku temu, by kolejna ładna i nieco zagubiona nastolatka mogła dołączyć do grupy buntowników w fajnych ciuchach i znaleźć sobie chłopaka. Fabuła składa się ze wszystkich możliwych klisz, jakie tylko udało się w nią wkomponować, a każdą z pojawiających się na ekranie postaci można by opisać jedną cechą charakteru, w porywach dwoma. Całość trafnie i zwięźle podsumowuje Screen Junkies, zobaczcie sami:

Jak wyczytałam w internecie, brak dokładnych granic wyznaczających wiek owych „młodych dorosłych”, do których adresowane są kolejne płytkie bestsellery, czy to filmowe, czy książkowe, ale ponoć można przyjąć, że są to osoby między 16. a 21. rokiem życia. Podejrzewam, że nawet w wieku lat szesnastu miałabym problem, by łykać z zachwytem tego typu twory i cieszę się, że miałam szansę wzrastać na prawdziwych dystopiach, niebędących w istocie zakamuflowanymi marzeniami nieszczęśliwie zakochanych nastolatek. A przecież istnieją mądre i dobre jakościowo dzieła kultury skierowane do młodego odbiorcy! Kiedyś były to choćby „Buszujący w zbożu” czy „Władca much”, a z nowszych propozycji ― np. „The Perks of Being a Wallflower” (u nas jako „Charlie”). Ale moda to moda ― rządzi się swoimi niezrozumiałymi prawami i jedyne co można zrobić, to trzymać się z daleka, czekając, aż minie.

  • Moreni

    Och, no WEŚ. Dawać do myślenia itd. to dystopie mogły, kiedy były pisane, kiedy autor miał pomysł dający do myślenia. A nie teraz, kiedy pisze się dystopie dla młodzieży, bo te się sprzedają. Żeby możliwie dobrze się sprzedawały, muszą grać na emocjach (choć ja w ogóle lubię inteligentną grą na emocjach czytelnika, ale my nie o tym), a nie na intelekcie. Nie ma też sensu zbyt dużo czasu tracić na wymyślanie świata przedstawionego, bo wobec perypetii miłosnych i walki z systemem bohaterki (system tez nie musi być dopracowany, wystarczy, żeby był represyjny) i tak target nie zwróci uwagi…

    W paranormalach dobre było to, że były nurtem dość świerzym i mogło na fali mody wypłynąć coś fajnego („Ciepłe ciała” na przykład, choć po prawdzie to jedyny, jaki znam). Dystopie zawsze istniały w fantastyce i to co najlepsze, już wypłynęło. Dlatego tutaj moda raczej szkodzi.

    A tak w ogóle, to te młodzieżowe dystopie są dla mnie fascynujące. Z jednego powodu – można by z nich wysnuć całkiem ciekawą analizę lęków „młodych dorosłych” (np. kontrola reprodukcyjna wydaje się być na topie, podczas gdy kontrola przepływu informacji i opinii jest raczej w odwrocie. Ciekawe, dlaczego?). Tylko komu chciałoby się to wszystko czytać…

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Problem w tym, że represje systemu są w tych powieściach tak bardzo bez sensu, że trudno mi się tym przejąć, a jeśli trudno mi się przejąć, to autor/ka nie wykrzesze ze mnie emocji. Innymi słowy, myślenie idzie u mnie w parze z emocjami, a największe emocje budzą te książki, które dały mi do myślenia i jakoś mną wstrząsnęły. Dlatego tak bardzo lubię dystopie, bo dobra dystopia i daje mi do myślenia, i daje mi potężnego kopa emocjonalnego.

      „Ciepłe ciała” kiedyś obejrzę z ciekawości (czy raczej „Wiecznie żywego”, bo po co używać tytułu, który już był, i ułatwiać ludziom połapanie się).

      W kwestii lęków – fakt, że się będzie ‚tym na dole’, który chodzi w brzydkich ubraniach, a nie ‚tym na górze’, który chodzi w fajnych i modnych, wydaje się zajmować dość wysokie miejsce na liście. ;)

    • Moreni

      Ale Ty nie jesteś targetem.;) Masz już jakieś wyrobione wymagania i kwestia, którego z przystojniaków wybierze nasza heroina nie wydaje Ci się najważniejsza.

      Obejrzyj, obejrzyj, film dość dobrze oddaje klimat książki. Choć ona i tak lepsza.;)

      „W kwestii lęków – fakt, że się będzie ‚tym na dole’, który chodzi w
      brzydkich ubraniach, a nie ‚tym na górze’, który chodzi w fajnych i
      modnych, wydaje się zajmować dość wysokie miejsce na liście. ;)”
      A z tym to już różnie bywa – równie popularny jest motyw, gdzie odrzucamy możliwość chodzenia w lepszych ubraniach, żeby dołączyć do obdartych buntowników. No, chyba że przyjmiemy, ze jest to po prostu wybranie okrężnej drogido ładnych ciuszków, ale wtedy moznaby w ten sposób traktować każdy motyw walki z opresyjnym systemem.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Tyle że 10 czy 15 lat temu też nie czytałam książek, w których główną kwestią było to, kogo wybierze heroina. Tak więc to chyba nie sprawa wyrobienia w pierwszej kolejności, co… bo ja wiem, potrzeb? Upodobań?

  • Agata

    Igrzyska mi się nawet podobały, choć przez ostatnią część już nie przebrnęłam. Mi moda na dystopie jakoś szczególnie nie przeszkadza (lepsze to niż wampiry i wilkołaki). Liczę na to, że wśród powieści miałkich trafi się kiedyś taka perełka, jak „Rok 1984″. Masz jakąś ulubioną dystopię? Na mnie największe wrażenie zrobiła powieść Orwella i „Opowieść podręcznej” Atwood.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Wszystkie z tych niemłodzieżowych, które czytałam, robiły na mnie ogromne wrażenie, od Huxleya, przez Orwella, po Zajdla, wątki u Dicka, Bradbury’ego… Z filmowych na pewno jeszcze V for Vendetta, Equilibrium, Never let me go (powieść też mam, ale nie czytałam), 12 Monkeys, Children of Men… A sporo mam jeszcze do zaliczenia.
      Taki najulubieńszy byłby chyba „Nowy wspaniały świat” (może też dlatego, że od niego zaczynałam), a na drugim miejscu „Folwark zwierzęcy”.

    • Megapodius

      Jeśl chodzi o „Nowy wspaniały świat” to naprade chciałbym ostrzec przed jego ekranizacją. Jest ZŁA

    • Agata

      Nowy wspaniały świat jeszcze przede mną, tak samo jak Zajdel i Dick. Z filmów oglądałam tylko Equilibrium, o Never Let Me Go słyszałam i mam w planach zobaczyć.

    • http://bibliozerca.blogspot.com/ slavkomir

      „My” Eugeniusza Zamiatina. Moim zdaniem powieść Rosjanina dużo lepsza niż Orwella ( i wcześniejsza!), który co by nie było dość łopatologicznie przedstawia obie strony „konfliktu”, wiec łatwo nam jako czytelnikom opowiedzieć się po tej „właściwej” stronie. Zamiatin odwrotnie. Potrafi zasiać odrobinę wątpliwości czy aby na pewno ten system jest taki „be” w porównaniu z tym poprzednim. Naprawdę warto przeczytać. Również po to by pogłówkować na ile książka Orwella była nowatorska na swoje czasy.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Dzięki za podpowiedź. O literaturze rosyjskiej mam akurat bardzo mizerne pojęcie, może kiedyś uda mi się nadrobić.

  • Megapodius

    Dawniej też wiele było dystopii ktorych autorzy nie za bardzo wiedzieli jak skonstruować w świat poza tym ,że jest źle. Trochę przykładów jest we fragmentach w zbiorze „Śniąć o Potędze” ze „Zwrotnic Czasu” . A z ostatnio przeczytanych dystopii polacam „Po Tamtej Stronie” Alfreda Kubina, albo jako przykład spelnionej „Miasto bez Żydów” (nie znam ksiązki. bylem na pokazie ekranizacji z 1924r.)

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      O, „Śniąc o potędze” mam, to na pewno sprawdzę. Ale zakładam mimo wszystko, że nawet jeśli ktoś napisał słabszą pozycję (a wiadomo, że słabsze też być musiały, tylko siłą rzeczy dziś się o nich nie pamięta), to nie jako pretekst do opisywania miłostek nastolatek, a to jednak spora różnica. ;)

  • http://ksiazkizpolki.blox.pl/ Ambrose

    Miło mieć świadomość, że nie tylko ja nie przepadam za młodzieżówkami, szumnie określanymi mianem „dystopii”. Zastanawiające jest to, że tego typu papkę, która adresowana jest do nastolatków, łyka też całkiem sporo starszych czytelników. Śledząc ostatnie literackie trendy można odnieść wrażenie, że coraz częściej wciska się lekturę nie wymagającą myślenia, która nie skłania do refleksji, czy cokolwiek w tym rodzaju – powieść zaczyna pełnić funkcję stricte rozrywkową i jest to rozrywka na poziomie filmów z Hollywood, czyli wartka akcja, żywe tempo, wyraziści (czytaj: szablonowi) bohaterowie, błyskotliwe dialogi oraz efekty specjalne, które maskują fabularne braki i niedociągnięcia.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Też mam wrażenie, że podejrzanie wielu starszych czytelników nie tyle czyta (w końcu ja też czytam, abstrahując od powodów), co zbyt intensywnie zachwyca się kolejnymi modnymi młodzieżówkami, tak jakby niczego lepszego nigdy w rękach nie mieli.
      Ale z mojego punktu widzenia – lepiej że ludzie czytają cokolwiek, choćby najgorszą papkę, niż nic, gdyż przynajmniej dzięki temu słabujący rynek się kręci, a wydawnictwa stać na to, by od czasu do czasu wydać też coś ambitniejszego albo dofinansować niszową serię. :)

  • http://www.krimifantamania.blogspot.com/ Agnieszka Hofmann

    No i wcięło gdzieś mój komentarz :-(
    Więc w skrócie jeszcze raz: w zasadzie mogę się podpisać obiema rękoma pod tym, co napisałaś. Czasem myślę, że jednak się starzeję i zdecydowanie mijam z targetem, ale widzę, że nie jestem odosobniona. Moda na dystopie na pewno w końcu minie – najpóźniej w tym momencie, gdy jakiś tfurca wyciągnie los na loterii i wstrzeli się czymś nowym w gusta mas i wyprodukuje bestseller. Zastępy innych odtfurców skwapliwie powielą pomysł w tysiącach wersji i wariantów. Aż rynek się nasyci i ktoś wylansuje kolejną literacką modę (choć o literaturze prawie nie może być tu mowy).
    Swoją drogą słucham teraz audiobooka, którego można by zaszufladkować do gatunku dystopijnego (Dan Simmons „Flashback”), ale na szczęście bez zagubionej nastolatki, która musi znaleźć chłopaka. Nawet fajna rzecz, dość polityczna, dość śmiała (szum się wielki podniósł, że reakcyjna, że to woda na młyn prawicowców, że to manifest amerykańskiej teaparty itd.), z kilkoma naprawdę rewelacyjnymi momentami. Się okazuje, że nawet w wydawałoby się zgranym do granic możliwości gatunku można wymyślić coś nowego.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Jak Simmons, to musi być co najmniej dobrze. Albo i lepiej. :) Co stwierdzam, nie czytając nawet najbardziej uznanych z jego powieści, ale trzymam na deser. ;) „Flashback” niestety nie został w Polsce wydany, ale może się doczekamy! W końcu w tym roku wyszła „Trupia otucha” z 1989 roku. (I czytałam ją jakieś trzy miesiące, taka to ogromna cegła!).

    • http://www.krimifantamania.blogspot.com/ Agnieszka Hofmann

      Przyznam, że na „Trupiej otusze” utknęłam gdzieś w jednej trzeciej… Chciałabym wrócić kiedyś do niej, ale chyba się po prostu nie wstrzeliła w klimat chwili (a właściwie tygodnia, jeśli nie więcej, bo to rzeczywiście cegła, niewygodna w czytaniu w dodatku).
      Ciekawa jestem, czy w Polsce wydadzą „Flashback” (MAG?) i jak ta książka zostałaby u nas przyjęta. Tak jak wspomniałam, w Niemczech zarzucono Simmonsowi prawicowe poglądy…

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Nie pamiętam, czy MAG ma w planach „Flashback”. Na pewno starszych książek Simmonsa nie chcą już wydawać (z wyjątkiem wznowienia Ilion/Olimp). Ale nawet jak nie wydadzą, to kiedyś się pewnie skuszę na pozostałe Simmonsy po angielsku.

    • http://www.krimifantamania.blogspot.com/ Agnieszka Hofmann

      Ja też mam mnóstwo zaległych Simmonsów (facet płodny jest…), część po polsku, ale większość jednak po niemiecku. Niemcy starają się wydawać go w miarę na bieżąco, ostatnio wyszła The Abominable (rzecz o ekspedycji na Mount Everest, chyba dość mocno w duchu „Terroru”), ale ma dość zaporową cenę (25 euro, grube tomiszcze w twardej oprawie), w bibliotece nie ma, nawet wersja na kindla kosztuje 20 euro… Poczekam chyba jeszcze.

  • http://bookhunters2.blogspot.co.uk/ Iwona Magdalena

    Też ostatnio obejrzałam „Niezgodną”. Przyznam, że mam słabość do filmów na podstawie tych wszystkich książek YA – ale mam jednocześnie świadomość ich jakości, i nie zastanawiam się aż tak bardzo nad teoriami w tychże filmach.

    Musze przyznać, że „Divergent” było dla mnie czymś między „Hunger Games” a „The Host” i nawet całkiem nieźle się to oglądało, tak nieźle, że zaczęłam czytać książkę. Narracja jest kiepska, taka bezpłciowa i beznamiętna (chociaż biorąc pod uwagę to, jak Tris została wychowana, to pewnie z początku ma to jako taką rację bytu), ale pokazuje nieco więcej podłoża ideowego całego podziału na 5 dziwnych frakcji (nie bardzo rozumiem system tego podziału, bo mamy tam ludzi-chuliganów…). Oczywiście wiemy tyle, co bohaterka, czyli prawie nic, ale jednocześnie dostajemy jakieś nikłe przebłyski, ze świat się zmienił (i tezy programowe poszczególnych frakcji też). Zastanawiam się, jak to jest dalej w kolejnych tomach, ale (dając wiarę anglojęzycznym BookTuberom) ponoć w 3 części jest dwóch narratorów (Tris i Cztery) i niczym się oni nie różnią…

    Brakuje mi oczywiście wyjaśnienia, dlaczego mamy jakiś podział, co to za wielka wojna była, i jak niby podział miałby zapobiec kolejnej, szczególnie gdy po mieście biegają ludzie skaczący z pociągów :D W ogóle te cechy i zadania poszczególnych frakcji są dziwne. Porównując chociażby do „Igrzysk śmierci” – skoro ktoś ludzi jakoś podzielił, to gdzie jest „władza”, która pilnuje tego podziału?

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      „The Host” był z mojej perspektywy strasznym crapem, tak więc na tym tle faktycznie „Divergent” wypada nieźle.
      W ostatniej części książki jest dwóch narratorów? O, jak oryginalnie (już nawet „Twilight” to miał…). Podejrzewam, że i tak stylistycznie nie będzie żadnych różnic. ;)
      No właśnie te podziały na wymyślne frakcje, testy, wybory, etc. – to wszystko jest tak kompletnie od czapy, że na tym tle „Hunger Games” nagle wydają się mieć większy sens. ;)
      Ale dobrze, nie hejtuję już YA, ileż można!

    • http://bookhunters2.blogspot.co.uk/ Iwona Magdalena

      Prawie kończę czytać.
      Najlepszy motyw to chyba jednak dziwny związek Tris i Cztery… takie dwie sierotki co by chciały a się boją :P Potrafię zrozumieć ich motywacje, dlaczego mają pewne zachowania takie, a nie inne (nie wszystkie, ale zawsze). Sama koncepcja mi się podoba, ale przydałby się jakiś „rewrite” dla tej powieści.
      Niestety, pewnie przeczytam wszystkie 3 części, bo jestem taką dziwną osóbką, nawet jak będzie mnie w tym bolało więcej niż pół tekstu – lubię wiedzieć, co ewentualnie potem „hejtować” ;) A tak bardziej poważnie, jak pisałam, mam dziwną słabość do YA, z całymi tymi kiczowatymi pomysłami na większość powieści, które widzę, ale i tak mi to nie przeszkadza :D
      A film, hmm… lubię kino rozrywkowe, bo można przy nim nie myśleć :D

  • http://kapryfolium.pl/ Jezebel_Kapryfolium

    Mnie w tym nurcie irytuje głównie jedno – świat zbudowany wokół pojedynczej koncepcji, która „ma działać i koniec”, bo autorzy (czy raczej autorki) nie zadają sobie trudu dokładnego przemyślenia implikacji wymyślonego stanu rzeczy, ani nawet zastanowienia się, czy coś takiego ma w ogóle prawo istnieć (i czy to istnienie ma choć cień sensu). Takie idee zawieszone w próżni.

    Jasne, Zajdel na ten przykład robił coś bardzo podobnego. Ale u niego zawsze znalazło się miejsce na zdrapanie tej wierzchniej warstwy i liźnięcie tego, co jest pod nią, na zastanowienie się nad konsekwencjami, ludzkimi reakcjami, sensem i celem. A te wszystkie dystopijne YA cierpią na permanentny niedobór wiarygodności i podbudowy.

  • Pingback: Lipiec ’14: YA, wilkołaki i gangi. | Iwona Magdalena

  • Osoba

    Zgadzam się ze wszystkim co piszesz.

    Zaczynałam czytać „Igrzyska Śmierci” i nie widzę czym się zachwycać: starsze dzieci po 18 lat zabijają młodszych po 12 lat, ponieważ te młodsze są pod każdym względem dziećmi, a więc słabe fizycznie i umysłowo. Po prostu nie mogłam czytać.

    Z „Niezgodna” prawie zupełnie skończyłam czytać pierwszą część i na tym skończyłam, ponieważ całość zupełnie nie trzymała się, a jedynie co było pokazane jest to, jak dziewczyna uparcie chce pokazać innym, jak to ona sama sobie poradzi z grupą łobuzów, zamiast dać sobie pomóc. Jeszcze ta „miłość” do tego chłopaka sadystę któremu pokręciło się we łbie i zamiast pomóc dziewczynie to tylko dokładał problemów, zresztą jak to sam powiedział o tym, że by patrzył dotąd, dokąd ona pod ciężarem problemów się nie złamie bo on lubi widzieć jak ona wchodzi w akcję, chore. On zwrócił na nią uwagę, on jej w niczym nie pomagał, a ona co? Głupia zakochała się w nim i jeszcze pomagała mu w przezwyciążaniu jego fobii! Do tego żeby było w modzie, dziewczyna musiała kogoś zabić, zresztą zastrzeliła kogoś, z kim przyjaźniła się, bo palec sam się ruszył i pistolet strzelił. GŁUPOTA!

    Więcej w sumie czyta książki młodzież niż dorośli, a ci którzy czytają, są to ogólnie osoby mające problemy ze znalezieniem się w środowisku w którym żyją, np. są ofiarami przemocy słownej/fizycznej ze strony rówieśników, więc poprzez książki większość autorów skupia się nad tym, by podnieść ich na duchu (np. znalezienie drugiej połówki we wczesnym wieku jakim jest 16 lat bo większość załamuje się jak nie ma chłopaka/dziewczyny w tym wieku, więc zamiast wytłumaczyć, że nawet nie do końca wiek, by brać takich rzeczy na poważnie, to wolą od razu dawać nadzieję że każdy znajdzie kogoś w szybkim tempie i będzie już miłość od pierwszego wejrzenia) i dać im kopa w tyłek żeby przestali nad sobą się użalać, tylko zaczęli brać się w garść (z tym się zgadzam). Nie jest to do końca głupią sprawą, przynajmniej tak myślę, ale te historie powinny być bardziej logicznie opisane i bardziej powinny też wyjaśnić pewne życiowe historie, a nie łokciem każdego w zęby, nie patrzeć na nic, robić swoje. No ale najważniejsze sprzedać, żeby była kasa, a nie czy młodzież będzie bardziej dojrzalsza po przeczytaniu książki, niestety ludzie tylko patrzą, nawet między sobą, na zyski, i nic na to się nie poradzi.

  • gość

    Oj Autorko bo książki dystopijne to się wybiera nie wedle list bestsellerów, tylko samodzielnie, z pomocą wujka googla.

    A ty sama znasz dystopie, które powstały PRZED „Rokiem 1984″?

    Popierając kolegę Slavkomira z jego propozycją, dorzucę od siebie dość nową, intrygującą „Globalię” Christophe`a Rufina.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Będąc „gościem” w czyichś progach warto na dzień dobry odpuścić sobie protekcjonalny ton, nie uważasz? ;)

      Wystarczyło bowiem przeczytać ten wpis, a następnie samemu (samej?) użyć wujka google, by wiedzieć, iż taki na przykład „Nowy wspaniały świat” Huxleya wspominany wyżej powstał przed „Rokiem 1984″. „451 Fahrenheita” Bradbury’ego to z kolei powieść raptem o 4 lata późniejsza (no, chyba że przez to jest już pod jakimś względem gorsza, nie bardzo właściwie wiem, czego te daty mają dowodzić).

      O swoim stosunku do bestsellerów i nazywania modnych obecnie pozycji „dystopiami” nawet nie będę zaczynać, gdyż właściwie wszystko to, co miałam na ten temat do powiedzenia, znajduje się we wpisie. Najwyraźniej nie został on przeczytany albo zrozumiany.