Stary nie znaczy nudny ― „Gabinet doktora Caligari”

By | 10 stycznia 2014

Muszę się Wam dziś do czegoś przyznać ― otóż, przez dość długi czas obawiałam się sięgania po stare filmy. Nie chodzi oczywiście o te sprzed dekady czy dwóch, a o kino lat 20., 30. czy 40. Miałam na swój temat na tyle kiepską opinię, że zakładałam, iż po tylu latach obcowania z najnowszymi technologami i efektami specjalnymi brak pełnej palety kolorów (a do tego często jeszcze brak dźwięku) z pewnością będzie mi przeszkadzał i uniemożliwi cieszenie się opowiadanymi historiami. Jak się okazuje, myliłam się bardzo, a mój gust nie jest jednak do reszty spaczony przez współczesne hollywoodzkie blockbustery.

Plakat filmu „Gabinet doktora Caligari”

Plakat filmu „Gabinet doktora Caligari”

Moje początkowe obawy rozwiały się najpierw za sprawą seansu „Nosferatu ― symfonii grozy” (rok 1922), a potem przekształciły się w zachwyt po spotkaniu z „Gabinetem doktora Caligari” (rok 1920). To właśnie do zapoznania się z drugim z tych tytułów postanowiłam Was dziś zachęcić, ponieważ wydaje mi się, że oferuje on więcej współczesnemu widzowi. Produkcja ta, podobnie zresztą jak wspomniany „Nosferatu”, zaliczana jest do ekspresjonizmu niemieckiego, nurtu żywego i płodnego w latach 20. i 30., do którego stosunkowo rzadko powracano w kolejnych dekadach. Późniejsze kino chętnie korzystało za to ze stylistycznych elementów wprowadzonych w filmach Roberta Wiene, Fritza Langa czy F.W. Murnaua, dlatego nawet widz nieobyty z kinematografią dawnych czasów poczuje się przy tych produkcjach trochę jak w domu.

Poczucie familiarności odnosi się choćby do fanów twórczości i estetyki Tima Burtona, który niewątpliwie musiał zachwycić się kiedyś „Gabinetem doktora Caligari”. Gdy przyjrzymy się scenografii, od razu zauważymy, że prawie żadna linia nie jest tu prosta ― krzywe budynki, meble i rekwizyty nienaturalnie rozciągnięte, zaburzona perspektywa; wszystko to przywodzi na myśl odbicie w krzywym zwierciadle, zniekształcającym przeglądającą się w nim postać. Choć nie było to wówczas przyjętą praktyką, film nakręcono w studiu, a wystrój planu składał się z malowanych plansz ― często z namalowanymi cieniami i światłami ― wykonanych przez niemieckich artystów. Burtonowski charakter odnajdziemy też w wyglądzie postaci ― często są blade, wysokie i szczupłe; z kolei tytułowy doktor natychmiast przywodzi na myśl złowrogiego Pingwina z „Powrotu Batmana”.

Kadr z filmu „Gabinet doktora Caligari”

Kadr z filmu „Gabinet doktora Caligari”

Kadr z filmu „Vincent” Tima Burtona

Kadr z filmu „Vincent” Tima Burtona

To jednak nie jedyny aspekt filmu, jaki zapoczątkował jakąś późniejszą modę. Na uwagę zasługuje choćby dwustopniowa kompozycja opowieści. Główny bohater, Francis, relacjonuje przypadkowemu mężczyźnie niezwykłą historię, jaka kiedyś mu się przytrafiła. Wraz z policją tropił przebiegłego i niegodziwego doktora Caligari, który zmuszał lunatyka Cesare do popełniania morderstw. Doktor reprezentuje tu archetyp szalonego naukowca, gotowego posunąć się do zbrodni, by zbadać tajniki somnambulizmu. Nie sama opowieść o śledztwie jest jednak najważniejsza, co końcowy powrót do sceny rozmowy Francisa i jego słuchacza, rzucający ostatecznie zupełnie inne światło na przedstawione wcześniej wydarzenia. Nie dość, że zostajemy uraczeni zwrotem akcji, to na dokładkę powstaje pewna dwuznaczność, umożliwiająca dwojaką interpretację zakończenia. Jeśli wierzyć stronie opisującej motywy powtarzające się w kulturze, tvtropes.org, był to pierwszy tzw. twist ending w historii kinematografii.

Po lewej Pingwin, po prawej doktor Caligari

Po lewej Pingwin, po prawej doktor Caligari

Cały ten wywód ma tak naprawdę za zadanie zakomunikowanie jednego ― stare kino warto oglądać, zwłaszcza jeśli nie podejdzie się do niego z nastawieniem „ale już to widziałem”, tylko „aha, czyli od tego się zaczęło!”. Sama zamierzam kontynuować przygodę zarówno z niemieckim ekspresjonizmem, jak i innymi leciwymi pozycjami i nurtami. A jest co odkrywać!

PS To nie jest recenzja, jakby ktoś pytał, gdyż jestem zbyt zielona w temacie, by się takowej podejmować, a raczej zbiór impresji i ciekawostek, stanowiących próbę zachęcania Was do seansu. :)

PS2 Źródła: głównie tvtropes i niemiecka Wikipedia.

  • http://www.ponapisach.blogspot.com/ Patryk Karwowski

    Proszę, nie obawiaj się sięgać po stare filmy. Jest w nich czasem zawarte więcej prawdy niż w dzisiejszych. „Gabinet…” wciąż ogląda się świetnie, a tekst czyta nad wyraz przyjemnie :) Pozdrawiam

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Chyba już się z tych lęków wyleczyłam. :) Przez najbliższe dwa miesiące pewnie będą dominowały u mnie filmy z końca 2013 roku (tak żeby przed Oscarami móc sobie pospekulować i poopiniować), ale potem planuję wyprawę wstecz do sporej grupy starszych tytułów. :)
      Pozdrawiam