TOP 5: Filmy o superbohaterach

By | 22 lutego 2014

Odkąd tylko przyszło mi na myśl wprowadzenie na blogu cyklu TOP 5, kwestia kina superbohaterskiego była jedną z pierwszych wymagających zarezerwowania tematu dla siebie. Musiało minąć jednak trochę czasu, bym zdołała wybrać zaledwie tak niewielką garstkę tytułów ― a przecież wiele innych, prócz niżej wymienionych, również mnie urzekło! Reguły wpisów są jednak bezlitosne, a skoro może być tylko pięć ― to będzie tylko pięć. Oto przed Wami!

TOP 5: Filmy o superbohaterach

1. Mroczny Rycerz (The Dark Knight; 2008)

Nad numerem jeden tej listy zastanawiałam się najkrócej. „The Dark Knight” w reżyserii Christophera Nolana to dla mnie film kompletny, jeden z ulubionych obrazów niezależnie od gatunku czy tematyki. Wyczekiwałam go niecierpliwie, i to w okresie, kiedy superbohaterowie nie stanowili dla mnie szczególnie atrakcyjnego tematu. Ale Nolan już wtedy był jednym z moich ulubionych reżyserów (po „Prestiżu” i „Memento”), a Heath Ledger, wówczas jeszcze wśród nas, bardzo cenionym przeze mnie aktorem z interesującym doborem ról. Nie bez znaczenia jest też moja odwieczna słabość do duetu Batman ― Joker, który tak świetnie uzupełnia się czy to w komiksach, czy na ekranie, czy w grach komputerowych. Jako fanka Tima Burtona uwielbiam oczywiście także „Batmana” z 1989 roku, ale równocześnie nigdy nie podchodziłam do niego z nabożną czcią i nie oceniam jednego filmu przez pryzmat drugiego. Ostatecznie „Mroczny Rycerz” urzekł mnie próbą połączenia komiksowej konwencji z oparami realizmu, dużą dawką powagi przełamywanej szaleństwem, fantastyczną kreacją Jokera, który jest w tej wersji przerażającym do szpiku kości. Jeden z tych filmów, który oglądany nawet po raz n-ty dalej przykuwa moją uwagę równie mocno, co podczas pierwszego seansu.

Mroczny Rycerz

2. Watchmen. Strażnicy (Watchmen; 2009)

Moja miłość do filmu jest bezpośrednio powiązana z moją miłością do komiksu (o czym możecie poczytać tutaj). Co prawda najpierw widziałam ekranizację, ale pełnię jej wspaniałości doceniłam tak naprawdę później, po ponownym seansie poprzedzonym lekturą powieści graficznej Alana Moore’a i Dave Gibbonsa. Od typowych superbohaterów Strażników wyróżnia poważny ton i w większości przypadków brak supermocy. Bycie herosem nie jest też żadnym przywilejem, a brzemieniem, sprowadzającym więcej trosk i kłopotów niż pożytku. „Watchmen” konsekwentnie rozlicza się z etosem superbohatera, a jednocześnie dekoduje go na swój sposób. Czy w przywdziewanie fikuśnego stroju i szwendanie się nocami po ulicach wpisane jest także bycie psychopatą i degeneratem? Czy da się nie zwariować od ciągłej presji nakładanej przez media, zwykłych ludzi, ale i bliskich? „Strażników” wyróżnia także dbałość realizatorska, reżyseria Zacka Snydera, dobrze dobrana obsada, warstwa audio-wizualna i konsekwentnie oddana wizja artystyczna pierwowzoru. Jeśli jeszcze nie czujecie się zachęceni, obejrzyjcie wspaniałą czołówkę, zręcznie splatającą charakterystyczne wydarzenia z historii Stanów Zjednoczonych z alternatywną rzeczywistością, w której istnieją superbohaterowie ― ludzie głęboko nieszczęśliwi, jacy zazwyczaj bardzo źle kończą.

Watchmen. Strażnicy

3. Avengers (The Avengers; 2012)

Do obejrzenia „Avengersów” przygotowywałam się przez lata, jak się okazało, chłonąc wcześniej „Iron Mana”, „Thora” i „Kapitana Amerykę”. To jednak „Avengers” są dla mnie kwintesencją tego, co w marvelowskim kinie superbohaterskim najlepsze ― dobrej zabawy. W przypadku tytułów na miejscach 1. i 2. podczas oglądania towarzyszy mi zawsze jakaś poboczna refleksja, wykraczająca poza kino akcji i przygody herosów w obcisłych wdziankach. Marvel tymczasem zaspokaja zupełnie inną z moich kinematograficznych potrzeb ― świetnej zabawy i cieszenia się każdą minutą filmu. Oglądanie go sprawia mi czystą, dziecięcą frajdę. Cieszy każdy dialog, każdy gest, każda interakcja między postaciami. Dodatkowo, Marvel udowadnia, jak można poradzić sobie z tyloma charakterystycznymi, walczącymi o uwagę widza bohaterami, tak by nikogo z nich nie zaniedbać. Scenariusz i dialogi Jossa Whedona w połączeniu z charyzmą aktorów sprawdzają się rewelacyjnie, wznosząc na wyżyny tak proste przecież koncepcje fabularne, jak inwazja obcych na Nowy York i konieczność współpracy między temperamentnymi herosami. Nie do końca potrafię wyjaśnić, co jest takiego wspaniałego w oglądaniu obok siebie Tony’ego Starka, Steve’a Rogersa, Bruce’a Bannera i Thora ― ale mnie na sam ten widok radośnie świecą się oczy.

Avengers

4. X-Men: Pierwsza klasa (X-Men: First Class; 2011)

Lubię trylogię Briana Singera o X-Menach. Ba, akceptuję nawet dwa dziwne twory filmopodobne o przygodach Wolverine’a ― choć to już wyłącznie zasługa Hugh Jackmana. Ale moje nerdowskie serduszko bije szybciej właśnie dla „Pierwszej klasy”, przenoszącej nas do czasów zimnej wojny i roli mutantów w całym tym amerykańsko-radzieckim zamieszaniu. Co jednak ważniejsze, zagłębiamy się w genezę trudnej relacji Charlesa Xaviera i Erika Lehnsherra oraz początku formowania się drużyny X-Menów. Do ekranu przyciągają oczywiście wspaniali w swoich rolach James McAvoy i Michael Fassbender ― to bezbłędny casting, a tym trudniejszy, że nieuniknione były rzecz jasna porównania z ich starszymi wcieleniami, czyli Patrickiem Stewartem i Ianem McKellenem. Tymczasem Matthew Vaughn uniknął wszelkich pułapek, które czyhały na jego prequel, dostarczając widowisko z jednej strony cudownie rozrywkowe, z drugiej ― przemycające trochę powagi i rozważań na temat akceptacji, tożsamości czy poczucia przynależności. Przed nową częścią „X-Men” trudne zadanie, jeśli nie chce mnie zawieść; poprzeczka ustawiona jest wysoko.

X-Men: Pierwsza klasa

5. Iniemamocni (The Incredibles; 2004)

Naprawdę ktoś sądził, że taka lista w moim wykonaniu może istnieć bez choćby jednej animacji?! Chyba tylko ci, którzy nie widzieli jeszcze koprodukcji The Walt Disney Company i studia Pixar ― „The Incredibles”. To kwintesencja superbohaterskiego kina na wesoło; bohaterowie walczą z geniuszem zła, po drodze ratując kotki i sympatyczne staruszki. Są supersilni, superszybcy i superelastyczni. Największym wyzwaniem dla Elastyny i Pana Iniemamocnego jest jednak życie po drugiej stronie maski i próba wychowania niesfornego potomstwa, czego nie ułatwiają supermoce po obydwu stronach przepaści pokoleniowej. „The Incredibles” oferują rzecz jasna ogromną dawkę humoru i ciepłą historię charakterystyczną dla produkcji Pixara, nie zapominając przy tym o wszystkim, co kochają fajni superbohaterów ― wymyślnych gadżetach, szybkiej akcji, zapadających w pamięć postaciach czy odwiecznym konflikcie na linii herosi ― zwykli ludzie. Do tego klimat lat 60., karykaturalni przeciwnicy i kolorowe, lateksowe stroje (choć bez peleryn ― dowiecie się, dlaczego!). Pozycja obowiązkowa, a do tego w moich oczach bijąca na głowę wiele sztandarowych serii od Marvela czy DC, by wspomnieć choćby „Fantastyczną czwórkę” czy „Supermana”.

Iniemamocni

Choć więcej miejsc na liście nie ma, nie jest to raczej moje ostatnie spotkanie z tematem. W końcu ulubione produkcje niekoniecznie są tożsame z ulubionymi bohaterami… A i kino superbohaterskie przeżywa ostatnimi laty prawdziwy rozkwit, liczę więc, że niebawem pojawi się co najmniej pięć kolejnych pozycji godnych najwyższych laurów. A jak wygląda Wasz ranking?

PS Od wczoraj mam konto na Ask.fm ― zabawa przywodzi mi na myśl klimat Złotych Myśli z czasów podstawówki, więc na razie jest fajnie. ;) Pytać można o wszystko, więc jeśli chcecie pobawić się razem ze mną i trochę bardziej zintegrować, zapraszam, można też anonimowo i bez zakładania konta. :)

9 thoughts on “TOP 5: Filmy o superbohaterach

  1. kenaz

    Mroczny Rycerz.. dla mnie ten wymuszony realizm to chyba największa wada tego filmu. Sporo bzdur, niepotrzebnie upchany Two-face, rewelacyjny Joker. Sporo lepszy (mimo dość mdłego Ras al ghula) jest Batman Begins.
    A jednak najbardziej pasuje mi Batman Returns, Batman: The Animated Series (serio, to rewelacyjna kreskówka nawet po latach) i Arkham Asylum/City (

    A drugie miejsce jak najbardziej uzasadnione, tylko ja bym widział na pierwszym ;)

    Którą wersje widziałaś? normalną, długą czy super-długą?

    X-men: First class dla mnie deklasuje wszystko inne z Marvela :)

    A jak ci sie podobało SinCity?

    Reply
    1. Oceansoul

      Nie widziałam „Sin City”. Odkładałam, licząc wciąż na to, że najpierw pożyczę skądś komiks, a tymczasem ciągle się nie złożyło. Pewnie w końcu obejrzę, zwłaszcza że niebawem sequel. A wtedy może się skuszę na jakiś wpis o ekranizacjach komiksów, ale bez superbohaterów, bo i takich znajdzie się kilka interesujących. :)

      „Watchmen” mam w wersji krótszej (162 minuty), bo niestety tylko taką u nas sprzedają. Ale jak kiedyś skuszę się wreszcie na zamówienie z Amazona, to może dokupię też tę dłuższą. :)

    2. kenaz

      wersja 215 min jest świetna, i jest dużo więcej Rorschacha :)
      Ja bym chetnie zamawiał z amazon tylko te +23% skutecznie mnie zniechęca, więc wybieram w takich przypadkach komputer + kabel do tv + kabel do aplitunera ;)

  2. Megapodius

    Avengersi powinni być wyżej. Ze wszystkich filow o Batmanie njalepszy jest moim zdaniem Mask of the Phantasm, o którym jakoś mało osób pamięta. Ostatnio jakoś mam prolbemy z dalszym docenianiem Mrocznego Rycerza z racji poźniejszych superbohaterskich dokonań Nolana w których przedobrzył z patosem i umiesczal kuriozalne lub niepasujące do postaci sceny.
    Pozostałe miejsca popieram, chociąż warto pamietęć że Alan Moore tradycyjnie już skrytykował film.
    Nie wiem czy Days of future past nie będzie kolejnym kuriozum, ale na razie dobrze oceniam First Class
    Chcialbym se mimo wszystko tutaj a nie na Asku zapytać jescze czy kiedyś będzie top 5 najgorszych filmów o superbohaterach?

    Reply
    1. Oceansoul

      „Mask of the Phantasm” całkiem mi się podobało, chociaż z animowanych Batmanów jak na razie najbardziej lubię „Under the Red Hood”. Ale jeszcze kilka zostało mi do obejrzenia (głównie te nowsze).

      A Top 5 najgorszych… Hmm, problem w tym, że tych powszechnie uznawanych za najsłabsze nie oglądałam (typu Daredevil czy Elektra), a nie wiem, na ile chcę się poświęcać i nadrabiać. ;) Ale jeśli taka lista by powstała, to obstawiam, że „Batman & Robin” Schumachera znalazłby się na ‚zaszczytnym’ pierwszym miejscu, bo to tak bardzo, bardzo zły film, że wciąż nie mogę uwierzyć, że ktoś go zrobił na serio. :D

    2. Megapodius

      Niestety powstało coś gorszego niż Batman i Robin. To The Amazing Bulk. Tak przypuszczam. Znam tylko trailer i recenzję. Jednak te sceny które tam były powodują, że każdy inny film wygląda dobrze jeśli się go porówna z tym. Nawet Birdemic i Sharknado

  3. Agata

    Filmy o superbohaterach! Świetny temat na Top 5 :) Uwielbiam X-menów, szczególnie First Class. Przeszłość, która nadejdzie to najbardziej wyczekiwany przeze mnie film tego roku. W ogóle mam straszną słabość do filmów Marvela. Watchmenów kazała mi obejrzeć przyjaciółka, ale się nie posłuchałam. Błąd! :) Trochę głupio się przyznać, ale nigdy nie wiedziałam co ludzie widzą w Batmanie…

    Reply
    1. Oceansoul

      Hmm, ja w Batmanie najbardziej lubię Jokera, ale chyba nie o taką odpowiedź chodziło. :D Ale samego Batmana też całkiem lubię – bo jest niegłupi, przynajmniej z założenia (bo w niektórych filmach to już różnie), tajemniczy, a do tego ciągle ma pod górę, bo ktoś mu co chwila umiera albo miasto przestaje go lubić, więc współczuję mu siłą rzeczy. :D

    2. kenaz

      bo Batman nie jest cukierkowy i chyba tylko o nim można powiedzieć (z tych co znam), że nie jest ucieleśnieniem dobra…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *