Podsumowanie roku 2015 ― filmy

By | 5 stycznia 2016

Pora na część drugą, filmową. Przeglądam właśnie ubiegłoroczny wpis z podsumowaniami i dochodzę do wniosku, że choć moje dogłębne rozwodzenie się nad tematem oraz prezentowanie szczegółowych statystyk może wydawać się z zewnątrz nieco dziwne i przesadzone, to ja mam z tego ogromną frajdę ― i podczas tworzenia, i podczas późniejszego ich przeglądania. Zaczynam też wyraźnie dostrzegać pewne trendy we własnych zwyczajach.

FILMOWE PODSUMOWANIE ROKU 2015

W roku 2014 obejrzałam 140 filmów, których średnia ocen wyniosła 6,96. Rok później ― to raptem 124 filmy i średnia 6,76 (pełną listę tytułów znajdziecie tutaj), co oznacza lekki spadek formy zarówno ilościowy, jak i jakościowy. A jak wypadania porównanie z jeszcze poprzednimi latami? Nie tak najgorzej, średnio daje to 10 filmów miesięcznie; ale do 162 obejrzanych pozycji z 2010 roku pewnie nieprędko się zbliżę, o ile kiedykolwiek.

2015filmy1

Jeśli chodzi o rozkład miesięczny, to od kilku lat mogę zaobserwować pewne powtarzające się trendy ― na początku roku, w styczniu i w lutym, liczba tytułów jest pokaźna. Stoi za tym oscarowe szaleństwo, któremu chętnie się poddaję, staram się obejrzeć jak najwięcej nominowanych produkcji jeszcze przed ogłoszeniem wyników, by mieć możliwość snuć własne przypuszczenia na temat wygranych oraz kibicować swoim faworytom. Marzec i kwiecień (w tym roku też maj) to z kolei spadki ― po przesycie z początku roku przychodzi pora na lekki odpoczynek i nadrabianie seriali, które w tym okresie są już z powrotem na ekranach po zimowej przerwie. Czerwiec, lipiec i sierpień to miesiące przeciętne, w kinach pojawiają się letnie blockbustery, ja znów mam ochotę oglądać więcej filmów, ale trzeba też spędzić trochę czasu na zewnątrz, póki można nacieszyć się słońcem. Od września coraz częściej przebywam na powrót w domu, więc liczba filmów systematycznie rośnie (chyba że niespodziewanie pochłoną mnie gry komputerowe ― jak w listopadzie tego roku). Grudzień jest zaś regularnie równie dobry co styczeń, wiele dni wolnych sprzyja nadrabianiu filmowych zaległości, a niskie temperatury skłaniają do zaszywania się pod kocem przed telewizorem.

2015filmy2

Co oglądałam? Tradycyjnie, najwięcej dramatów, a w tym roku ich przewaga nad drugim co do popularności gatunkiem, fantastyką, okazała się jeszcze większa. Na trzecim miejscu dość niespodziewanie dla mnie uplasowały się komedie (można by powiedzieć, że nie przepadam za komediami, z wyjątkiem może brytyjskich). Spadł z kolei odsetek animacji, które rok temu plasowały się na ostatnim miejscu podium, a w 2015 muszą zadowolić się czwartą lokatą. Dramatycznie niska jest liczba musicali ― raptem dwa filmy ― i filmów, które wrzucam do wspólnego worka akcja/przygoda ― pięć tytułów.

2015filmy3

Ponad trzy czwarte oglądanych produkcji miało rodowód hollywoodzki. Polski film na liście znalazł się cały jeden, do tego siedemnaście produkcji brytyjskich, trzy japońskie (wszystkie od Ghibli), kilka francuskich i nawet jedna norweska. Nie da się ukryć, że dość monotematyczne to moje oglądanie, ale jakoś najbliżej mi do produkcji anglojęzycznych.

2015filmy4

Ponad połowę moich filmów stanowiły tytuły najnowsze, wyprodukowane w 2014 i 2015 roku (przy czym ich polska premiera często miała miejsce z opóźnieniem). Jeśli chodzi o wcześniejsze lata, to uzupełniłam też nieco produkcji z lat 2010 – 2013. Dużo gorzej poszło z odleglejszymi czasami ― obejrzałam pięć filmów powstałych do 1949 roku oraz dwadzieścia tytułów z drugiej połowy XX wieku.

2015filmy5

I jeszcze na koniec krótka refleksja dotycząca miejsca oglądania filmów. Otóż, jak uświadomiłam sobie pod koniec roku, bardzo rzadko bywałam w kinie. W okresie od stycznia do listopada miało to miejsce zaledwie dziesięć razy, czyli nawet nie był to jeden raz w miesiącu. Powiedziałam więc: dość! Przecież kino jest super! Gdy w grudniu Cinema City postanowiło wprowadzić usługę Unlimited, czyli abonament na kino ― płacisz raz, chodzisz ile chcesz ― byłam pierwsza w kolejce. Po miesiącu korzystania ze swojej karty jestem zachwycona tą opcją, zakupu nie żałuję ani trochę, a w grudniu salę kinową odwiedziłam osiem razy. Ostatecznie w roku 2015 stosunek filmów oglądanych w kinie do tych oglądanych w domowym zaciszu wyniósł 15% do 85%. Bardzo jestem ciekawa, jak będzie się to kształtowało w roku 2016, gdy od samego początku będę wykorzystywać swój abonament. Początek roku zapowiada bardzo częste wizyty i masę ciekawych premier!

***

To teraz przejdźmy do toplist. Postanowiłam tym razem postąpić inaczej niż w przypadku książek ― i skupić się wyłącznie na filmach wyprodukowanych w 2014 i 2015 roku. Doszłam do wniosku, że trochę bez sensu byłoby zachwycać się w podsumowaniu filmami sprzed kilku dekad, które wszyscy i tak już dawno obejrzeli (a był to rok, kiedy nadrabiałam m.in takie nieśmiertelne klasyki, jak „Przeminęło z wiatrem”, „Ojciec chrzestny” czy „Terminator”, więc chyba rozumiecie ;)). Zostawiłam więc tytuły wzglęnie nowe ― część z nich to premiery z 2014 roku, które nadrabiałam z opóźnieniem, część ― polskie premiery AD 2015.

TOP 5: Największe zaskoczenia

2015filmy6

Ant-Man (2015)

Pamiętam ten moment, kiedy nikt nie spodziewał się niczego dobrego po tym filmie. Zmiana reżysera, niekończące się poprawianie scenariusza, wybranie na centralnego bohatera postaci, która nie wydaje się ani szczególnie spektakularna, ani popularna wśród osób niezaczytujących się komiksami. Mogło się to bardzo źle skończyć, szczególnie po niezbyt dobrze przyjętym „Avengers: Age of Ultron”, a tymczasem okazało się świeże i zabawne. Moje prywatne TOP 2 filmów o mrówkach (no bo przecież „Dawno temu w trawie” jest nie do pobicia, odświeżałam w tym roku!). I mogę tylko żałować, że Wright nie został do końca ― przed „Ant-Manem” nadrabiałam jego filmografię i zauroczyłam się całkowicie „The Blood and Ice Cream Trilogy” (vel „Three Flavours Cornetto Trilogy”) ― gdyż moglibyśmy dostać jeszcze bardziej odjechany tytuł.

Dar / The Gift (2015)

Siadałam do tego filmu bez żadnej wiedzy na jego temat, a zarazem bez żadnych oczekiwań. Nie mam słabości do nikogo z członków obsady, a za reżyser i scenariusz odpowiadał Joel Edgerton, którego kojarzę jedynie jako aktora (obsadził się zresztą w jednej z głównych ról). Ku swojemu zaskoczeniu dostałam solidny, dobry thriller, który do ostatnich minut zaskakiwał zwrotami akcji i utrzymywaniem napięcia. Niespodzianka tym większa, że zupełnie się o tym filmie nie mówiło, przynajmniej w mojej części internetu, a obejrzałam go trochę z przypadku, szukając produkcji, która będzie trwała krócej niż dwie godziny. Jeśli będziecie kiedyś w podobnej potrzebie ― spróbujcie „Daru”, najlepiej wiedząc o nim jak najmniej.

Ex Machina (2015)

Film trójki aktorów ― trójki, którą bardzo lubię: Alicii Vikander, Oscara Isaaca i Domhnalla Gleesona. Brytyjska produkcja ze skromnym budżetem, debiut reżyserski scenarzysty Alexa Garlanda (którego mogę lubić przede wszystkim za „Nie opuszczaj mnie”). Film niepozbawiony jest wad, niektóre sceny są bardzo dziwne, niektóre nie mają sensu, inne zaś rażą nadmierną łopatologią. Mogę jednak pochwalić koncept, fabułę oraz aktorskie trio, które bardzo dobrze ogląda się na ekranie. Na pewno z ciekawością obejrzę kolejny film Garlanda, zapowiada się na ciekawego twórcę.

Gość / The Guest (2014)

Film co prawda debiutował u nas jesienią 2014, ale na mój ekran trafił w styczniu 2015. I cóż to była za jazda bez trzymanki! Zapowiadał się thriller, dostaliśmy… właściwie trudno powiedzieć, co dokładnie. Thriller z elementami akcji i horroru? Na pewno był tam hipnotyzujący Dan Stevens, któremu dopiero wówczas wybaczyłam odejście z „Downton Abbey”. Było też sporo strzelania i uciekania, ale innego niż zwykle ― choćby z tego powodu, że przez cały czas kibicowałam wówczas czarnemu charakterowi (i podejrzewam, że nie byłam jedyna). Trudno ten film wpisać w jakieś kategorie; z jednej strony czasami ma się wrażenie, że to w pełni świadome kino klasy B; z drugiej, debiutował podczas Sundance Film Festival (który wówczas otwierał „Whiplash”), więc może jednak było w nim coś artystycznego?

Zaginiona dziewczyna / Gone Girl (2014)

I ponownie pozycja, którą część z Was mogła widzieć rok wcześniej, ja zaliczyłam jednak pewne opóźnienie. Bałam się tego filmu, głównie dlatego, że byłam wówczas w fazie niechęci do Bena Afflecka (która obecnie jest zdecydowanie mniejsza ― po pierwsze dzięki „Gone Girl” właśnie, po drugie dzięki nadrobieniu „Good Will Hunting”). Rosamund Pike z kolei stanowiła dla mnie wielką niewiadomą. Wszelkie obawy okazały się jednak nieuzasadnione, a Fincher ponownie pokazał, że czego się nie dotknie, potrafi zamienić to w rewelacyjny film. Żałuję jedynie, że nie przeczytałam książki przed seansem ― z pewnością dałoby mi to możliwość szerszego spojrzenia. Ale może jeszcze kiedyś nadrobię.

TOP 5: Największe rozczarowania

2015filmy7

Bezwstydny Mortdecai / Mortdecai (2015)

To był chyba najgorszy film, jaki obejrzałam w tym roku. Nieśmieszny, zupełnie bez sensu, źle zagrany, irytujący. Serio, jeśli jakiegoś filmu nie ratuje nawet Ewan McGregor, to wyobraźcie sobie, jak zły musiał być to obraz. Nie każcie mi ani chwili dłużej przywoływać sobie go z pamięci, gdyż to straszliwa tortura. I nie oglądajcie, chyba że pod groźbą tortur.

Fantastyczna Czwórka / Fantastic Four (2015)

Tak, przyznam się teraz do czegoś dziwnego ― wierzyłam w ten film i trzymałam za niego kciuki, przynajmniej do tego momentu, do którego się dało. Puszczałam mimo uszu najpierw dziwne plotki dotyczące fabuły, potem niepokojące wieści z planu. Naprawdę, naprawdę chciałam dostać może nie dzieło, ale choćby sympatyczną produkcję z dobrze nakreślonymi postaciami, szczątkową choćby fabułą i jako takim napięciem. Hej, przecież filmowcy mieli na planie dobrych aktorów… którzy w większości postanowili nie grać. Ale może nie ma się co dziwić, patrząc na całokształt. Czy można jeszcze mieć nadzieję, że pojawi się jakąś naprawdę dobra adaptacja przygód Fantastycznej Czwórki?

Jupiter: Intronizacja / Jupiter Ascending (2015)

Zaznaczę na wstępie, że nie byłam do tego filmu uprzedzona. Chciałam, żeby mi się podobał. Absolutnie uwielbiam „Atlas chmur”, który zraził do Wachowskich wielu widzów. Niestety, zupełnie nie potrafię lubić „Jupiter”, z wyjątkiem może cudownie przerysowanego Eddiego Redmayne’a. Ale Mila Kunis i Channing Tatum byli nie do zniesienia, podobnie jak dialogi (serio, czy ktoś je choć raz przeczytał po napisaniu?), podobnie jak fabuła, podobnie jak kompozycja tego filmu. Może to i miał być taki kicz od początku do końca, ale zupełnie nie kupuję tej wizji.

Jurassic World (2015)

To było chyba rozczarowanie, które ubodło mnie najdotkliwiej. Kocham dinozaury, a pierwszy „Park Jurajski” to film mojego dzieciństwa. Starałam się zaniżać swoje oczekiwania, dobrze wiedząc, że nie dostanę już po raz drugi tego samego, co kilkanaście lat wcześniej. Nie spodziewałam się jednak, że będzie aż tak tragicznie. „Jurassic World” jest wewnętrznie nielogiczny i niespójny, obraża inteligencję nawet najmniej bystrych widzów, ma okropnych, przestereotypizowanych bohaterów, a co najgorsza ― nawet z dinozaurami przegiął tak bardzo, że wręcz chciało mi się płakać na widok tego, jak je w tej produkcji potraktowano. Zabierzcie to badziewie jak najdalej ode mnie. I wiecie, co mnie jeszcze boli? Reżyser tego gniota będzie robił IX epizod Gwiezdnych Wojen… Umrzemy.

Makbet / Macbeth (2015)

Powiedzmy sobie od razu ― ten film to zupełnie inny kaliber rozczarowania, niż wyżej wymienione produkcje. Rozpieszczona częstymi seansami National Theatre Live spodziewałam się po Makbecie zupełnie czegoś innego ― większej teatralności, skupienia na emocjach. Dostałam film, w którym reżyser skupił się głównie na zdjęciach i (czego nie rozumiem zupełnie) efektach, takich jak na przykład slow motion rodem z „300”. Postawiono też na naturalizm, przez cały czas wszyscy chodzą więc brudni, bitwy w błocie zajmują znaczny czas ekranowy, a krew leje się gęsto. Giną w tym wszystkim dylematy postaci, ginie szaleństwo (lady Makbet, rewelacyjnie grana przez Marion Cotillard, ma tak skandalicznie mało czasu ekranowego, że to jakaś zbrodnia), ginie tragedia Makbeta i ginie Szekspir. Rozczarowałam się wielce.

TOP 5: Najlepsze z najlepszych

2015filmy8

Birdman (2014)

Mam wrażenie, że od styczniowej polskiej premiery wszyscy zdążyli o tym filmie zapomnieć. A szkoda! Miał przecież ciekawą, wielopłaszczyznową fabułę, świetne aktorstwo, fantastyczne zdjęcia Emmanuela Lubezkiego i sporo meta aluzji do filmowego przemysłu. Nie jestem może oddaną fanką Alejandra Gonzáleza Iñárritu i nie zawsze jestem w nastroju na dość ciężkie kino, które wychodzi spod jego ręki, ale do „Birdmana” nie miałam żadnych zastrzeżeń. Teraz z niecierpliwością czekam na „Zjawę”, zwiastuny zapowiadają kolejną ciekawą produkcję.

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy / Star Wars: The Force Awakens (2015)

W tym roku kinomanów dzielimy na zachwyconych nowymi Gwiezdnymi Wojnami (z obserwacji wynika mi, że to ta większa grupa) oraz tych marudzących, że dostaliśmy odgrzewanego kotleta. Ja pokochałam ten film od pierwszych scen, uwielbiam jego spokojny początek i powolne poznawanie świata, zakochałam się w bohaterach (a zwłaszcza w Rey ― nie pamiętam, kiedy ostatnim razem dostałam w kulturze bohaterkę, która byłaby tak bardzo „moja”), wzruszałam się podczas spotkań ze starymi znajomymi, a dziś najchętniej wydałabym wszystkie pieniądze na własnego BB-8 naturalnych rozmiarów. Boję się trochę tego, co przyniesie przyszłość serii, ale przynajmniej już wiem, że oto mam kolejną część Star Wars, do której mogę wracać jeszcze po kilkanaście czy kilkadziesiąt razy.

Mały Książę / Le petit prince (2015)

Pierwsza z animacji na mojej topliście. Animacja, do której mam stosunek szczególny, ponieważ od najmłodszych lat życia uwielbiam bez jakichkolwiek zastrzeżeń „Małego Księcia”. Myśl, że ktoś mógłby zepsuć film na podstawie *mojej* książki, była straszliwa i przerażająca. Na szczęście, nic takiego nie nastąpiło ― nie jest to bowiem wierna ekranizacji dzieła Antoine’a de Saint-Exupéry, a raczej film wykorzystujący jedynie wątki tej opowieści i wplatający je w zupełnie inną historię ― losy małej dziewczynki, która spotyka ekscentrycznego staruszka. Takie podejście okazało się bardzo trafnym wyborem, a całość na szczęście zachowuje spójność oraz ducha oryginału. Ciekawie wypada animacja, zwłaszcza fragmenty realizowane poklatkowo ― te opowiadające historię „Małego Księcia”. I jeszcze jedno ― och, jakiego wspaniałego lisa ma ten film!

W głowie się nie mieści / Inside Out (2015)

Pixar ponownie w czołówce filmów roku. Co prawda palmę pierwszeństwa w moim prywatnym rankingu wciąż dzierży „Wall-E”, ale „Inside Out” to ― wraz z „Odlotem” ― zaszczytne drugie miejsce. Głównie z uwagi na niebanalny koncept, fantastyczne żarty (przestrzeń dwuwymiarowa!) i bycie czymś o wiele, wiele ciekawszym niż tylko przygodową animacją, przy jednoczesnej dobrej realizacji tejże warstwy przygodowej. Do tego fantastyczna animacji i obsada głosowa. I morał. Och, ten morał. Uwielbiam.

Whiplash (2014)

Tadam, tadam! Film roku, dziesięć na dziesięć, przeżywam go na nowo na samo wspomnienie, ale boję się obejrzeć ponownie. Popis geniuszu aktorskiego J.K. Simmonsa i, jak dla mnie, także Milesa Tellera, w pełni zasłużone laury za montaż i dźwięk. Jeszcze nigdy historia żadnego perkusisty nie była tak dramatyczna, porywająca, trzymająca w napięciu. Wiem, że wielu widzów nie mogło ścierpieć głównego bohatera ― ja widziałam w nim wiele siebie. To pewnie jeden z powodów, dla których ten film jest mi strasznie bliski. I ten soundtrack! Och, poproszę kolejny film Damiena Chazelle jak najszybciej, bo nie wytrzymam!

***

Skoro ten wpis i tak przybiera gigantyczne rozmiary, to może jeszcze kilka słów o nieobecnych. Na pytanie, gdzie jest „Mad Max: Na drodze gniewu”, w wielu rankingach jednogłośny film roku, odpowiem: ano u mnie nigdzie, gdyż ani mnie ziębi, ani grzeje. Doceniam fantastyczną stronę techniczną, wspaniałe zdjęcia, dopracowane efekty, rewelacyjne zabiegi montażowe i przepiękne kolory, ale ani świat przedstawiony, ani klimat, ani fabuła mnie zupełnie nie porwały, tak więc nie dołączę do grona fanów. Wybaczcie.

Co mi się podobało, a nie załapało się na listę z braku miejsca? Na pewno „Marsjanin” (Ridley Scott dawno nie nakręcił tak dobrego filmu), „Most szpiegów” (Spielberg! o jak straszliwie fanię Spielberga! i Hanksa zresztą też), polscy „Bogowie” ze świetnym Tomaszem Kotem, „Tajemnice lasu”, które do dziś mam ― muzycznie ― w głowie, oscarowe „Teoria wszystkiego” i „Gra tajemnic”, przeuroczy „Kopciuszek” Branagha, gorzko-słodki „Mów mi Vincent”, czy też „Mroczny zakątek” ― nie tak dobra jak „Zaginiona dziewczyna”, ale wciąż godna uwagi ekranizacja innej powieści Gillian Flynn. Pojawiło się też sporo dobrych animacji ― plastelinowy „Baranek Shaun”, bajecznie kolorowa „Księga życia”, sympatyczny „Dobry dinozaur”. Dobrze bawiłam się na „Kingsman” i „Kryptonimie U.N.C.L.E”, zaśmiewałam do łez na „Naszych zwariowanych angielskich wakacjach”, wzruszałam na „Testamencie młodości” i przeżywałam „Z dala od zgiełku”. Po raz kolejny też Ron Howard, który rok wcześniej podbił moje serce „Wyścigiem”, udowodnił mi, że jest w stanie zaciekawić mnie filmem o dowolnym temacie; w tym roku padło na wielorybników, których losy śledziłam z zapartym tchem we „W samym sercu morza”.

Co rozczarowało, ale nie aż tak dotkliwie, by znaleźć miejsce na topliście? Przede wszystkim komedie ― „Agentka”, „Wykolejona”, „Witamy na Hawajach”, „Powiedzmy sobie wszystko” ― zupełnie nie mój typ humoru. Z dramatów zupełnie nie porwały mnie nominowane do ubiegłorocznych Oscarów „Foxcatcher”, „Selma”, „Grand Budapest Hotel” czy „Dwa dni, jedna noc”. „Hotel Transylwania 2” wypadł słabiej od pierwszej części, a drażniące „Minionki” absolutnie nie umywają się do dobrego „Jak ukraść Księżyc”. Z dystopii dla młodych widzów tylko „Igrzyska śmierci” były się w stanie w tym roku jakkolwiek obronić ― „Zbuntowanej” i „Więźnia labiryntu: Prób ognia” nie dało się wręcz oglądać bez bólu zębów. „Terminator: Genisys” sprawił mi frajdę, ale nie był dobrym filmem (choć przyjemniejszym od części trzeciej). Wiele spodziewałam się po francuskiej „Pięknej i bestii” z Leą Seydoux i Vincentem Casselem w rolach głównych, ale prócz ładnej otoczki film nie miał niestety za wiele do ofiarowania. Disneyowska „Kraina jutra” nie była tak zła, jak można by się spodziewać po finansowej klęsce, ale też mnie szczególnie nie zachwyciła. No i mieliśmy jeszcze „Piksele”, artystyczne dno den, ale w tym przypadku mogę winić wyłącznie mój masochizm ― przecież od początku wiedziałam, że to będzie fatalne, a i tak postanowiłam obejrzeć.

***

Tym razem to już naprawdę koniec. Chyba wystarczy jak na filmowe podsumowanie roku? Dajcie znać, jakie filmy z lat 2014 – 2015 powinnam jeszcze koniecznie nadrobić i jakie tytuły podbiły Wasze serca w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy! :)

13 thoughts on “Podsumowanie roku 2015 ― filmy

  1. Agnieszka Hofmann

    Ja to jednak bardzo niefilmowa jestem :-( Z wymienionych na plus i minus obejrzałam chyba tylko „Gone Girl” (podobało się), reszta gdzieś tam jest zakonotowana, żeby obejrzeć. Przynajmniej z rozczarowań nie obejrzałam niczego, więc nie boli aż tak.

    Reply
  2. Agata

    Zacznę od końca :P Pixele – jakie to było masakrycznie złe! Najgorszy film jaki widziałam w tym roku. Ant Man – bardzo mi się podobał, Ex Machina mnie wynudziła. Gościem byłam miło zaskoczona, Crawley zrobił się hot ;) Fantastyczna Czwórka, Bezwstydny Mordecai i Jupiter – fatalne, o dziwo Jurasic World mi się podobał, ale nie jestem fanką serii, więc pewnie dlatego. Najlepszy film roku – nowe Gwiezdne Wojny, zakochałam się w BB-8 i Oscarze Isaacu. Ogromnie kusi mnie karnet do Cinema City, bo też chciałabym częściej chodzić do kina, mam nadzieję, że uda się choć raz w miesiącu.

    Pozdrawiam i czekam na seriale ;)

    Reply
    1. Oceansoul

      Seriale jeszcze w tym tygodniu, może uda mi się mniej rozwlekle! :)

      Czekam teraz, aż osłabną mrozy, żeby uderzyć do kina, bo coś w styczniu ciężko mi idzie to zbieranie się, na razie jestem dopiero po „Big Short”. :)

    2. Agata

      Jak dla mnie może być rozwlekle :D

      Ja w tym roku jeszcze nie byłam, w takie mróz nie chce się ruszyć z domu :P Jak Big Short? Tak dobry jak mówią?

    3. Oceansoul

      Dobry, aktorsko świetny, momentami bardzo dowcipny (i to jest raczej taki dowcip na poziomie, nie typowo komediowy), ciekawe zabiegi realizatorskie. Tylko polecam choć trochę znać temat, zanim się pójdzie, mnie momentami nieco gubił (na zasadzie „a czemu to działa akurat tak”, „czemu bohater robi akurat to”), ale ja akurat jestem z tych, którzy zupełnie nie wiedzą, jak działają te wszystkie kredyty, opcje i kryzysy finansowe. ;)

  3. Megapodius

    W przypadku tych filmów, które widziałem zagadzam się z ocenami zwlaszcza z Birdmanem, Makbetem i Przebudzeniem Mocy. Myslę też, że jednym z lepszych filmów w tym roku były też np Slow West, Pentameron i Sicario

    Reply
  4. Mysza

    Słowo daję, może kiedyś napiszę tę notkę o Jurassic World, bo moim zdaniem ten film wcale nie jest nie-do-odratowania (ale z drugiej strony ja nie mam do tej serii jakiegoś ogromnego sentymentu, a na samym filmie – mimo niezliczonych facepalmów – bawiłam się nieźle).
    …zresztą na Terminatorze miałam to samo – kiepski film, ale rozrywka niczego sobie.
    Kurczę, przeglądając Twoje zestawienie skonstatowałam ile „dużych” tytułów mnie ominęło: Teoria wszystkiego, Gra tajemnica, Selma, Ex-Machina… DYSHONOR. Dyshonor na mojego świerszcz, dyshonor na moją krowę! :D

    PS. Mnie też Hotel Transylvania 2 zawiódł. Mam wrażenie, że entuzjazm który widziałam na FB mógł być do polskiej wersji językowej – może to kolejny casus Lilo & Stitch, gdzie polska wersja jest lepsza od oryginału?

    Reply
    1. Oceansoul

      Podczas oglądania Jurassic World czułam się wręcz osobiście obrażana przez twórcę tego filmu, po części na pewno przez mój stosunek do części pierwszej (co ciekawe, z drugiej i trzeciej nie pamiętam właściwie nic, może pora na powtórkę?), a po części przez różnorakie idiotyzmy czy momenty facepalmogenne, wśród których słynne szpilki to tylko kropla w morzu. Ale chętnie poczytam o łagodniejszym podejściu do tego tytułu, jeśli kiedyś napiszesz. :)

      Ominęłaś film z Eddiem? No to faktycznie dyshonor na krowę, nadrób koniecznie! :)

      Akurat widziałam drugą część Hotelu w kinie, po polsku, ale nie przypominam sobie, by mnie czymś polska wersja szczególnie ujęła. Z kolei pierwszą widziałam po angielsku i też nie przypominam sobie żadnej roli, która szczególnie podbiłaby moje serce. Ogólnie moje rozczarowanie sequelem przypisałabym przede wszystkim fabule i prowadzeniu bohaterów, nie lubię wątku Mavis i całej hecy z dzieckiem. Wolałabym po prostu film o przygodach Draca, Bloba, Mumii i reszty.

    2. Mysza

      Hm, podejście nie będzie znacznie łagodniejsze. Wyobrażam sobie tę notkę jako takie… hipotetyczne „a co by było gdyby”. Możliwe, że pisząc ostatecznie dojdę do wniosku, że film jest jednak fatalny (albo zostanie mi to udowodnione w komentarzach). Po prostu mam w głowię pewną teorię i jestem ciekawa, czy na papierze też będzie się trzymać kupy :)

      DYSHONOR. Ale tak serio; sądzę, że za bardzo się nastawiłam, że to będzie och-ach-olśnienie, a potem się przestraszyłam, że film może nie dorównać moim oczekiwaniom :P

      A mnie jedynka się podobała – nie jest to może filmy wybitny, ale miał swoje momenty. A dwójka była jakaś taka… „na siłę”. Chyba to mi najbardziej przeszkadzało. W sumie niewiele się tam działo, a finałowy morał dało się – przy tej samej treści – pokazać w 30-minutowej animacji. Co zupełnie bez związku mi przypomniało, że miałam po latach wrócić do „Scooby Doo! and the Reluctant Werewolf”. Znasz? Jak Shaggy zostaje zamieniony w wilkołaka żeby wziąć udział w wyścigu? :)

    3. Oceansoul

      Całkowicie się zgadzam, jedynka miała momenty, sama koncepcja wyjściowa była fajna. A na dwójkę jakby już trochę brakło pomysłów, ale sequel trzeba zrobić, bo jak inaczej.
      Nie znam! Właśnie sobie uświadomiłam, że chociaż ogólnie bardzo lubiłam Scooby Doo w dzieciństwie, to znam tylko kreskówkę (na zasadzie: jak akurat leciało w tv, więc nawet nie wiem, które serie mogłam widzieć) i filmy aktorskie, a przecież tam jeszcze były filmy animowane w dużej liczbie. Ehh, tyle braków.

    4. Mysza

      Nie wiem jak inne animacje, ale „Reluctant Werewolf” jest (było?) boskie. Poszukaj – może nawet jest całość na YT :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *