Filmowe podsumowanie 2013

By | 2 stycznia 2014

Biorąc pod uwagę wszystkie moje kulturalne rozrywki, na filmy najłatwiej mi znaleźć czas. Wiadomo, ogląda się szybciej niż czyta czy gra, a równocześnie często łatwiej mi sięgnąć po zamkniętą, zakończoną produkcję niż wielosezonowy serial. Przyjrzyjmy się więc, co dobrego i co złego udało mi się obejrzeć w mijającym roku, a jakie plany mam na rok kolejny.

FILMOWE PODSUMOWANIE ROKU 2013

Zacznijmy od statystyk. Obejrzałam 133 tytuły (o 29 więcej niż rok wcześniej, średnio 11 miesięcznie), w tym 26 filmów krótkometrażowych. Królowały produkcje fantastyczne (37), na kolejnych miejscach uplasowały się dramaty i melodramaty (35), animacje (15), komedie (15), kryminały i thrillery (5). Poniżej wykresy, jak przystało na miłośniczkę porządków, notatek i wyliczeń.

filmy2013-1
filmy2013-2

Przejdźmy do jakości. Średnia ocena wszystkich tegorocznych filmów wyniosła 6,56 ― nie jest to mój najlepszy wynik, więc pierwszym postanowieniem na rok przyszły będzie dobieranie lepszych filmów. Co oczywiście nie zawsze można przewidzieć przed seansem, ale chyba warto spróbować, szczególnie gdy zrezygnuję z wielu nowości na rzecz cenionej klasyki kina. Rozkład ocen wygląda nieco lepiej, produkcji prawdziwie kiepskich (ocena 1-4) było tylko 15; średniaków (ocena 5-6) już znacznie więcej, 41; najwięcej trafiło się filmów bardzo dobrych (ocena 7-8), aż 63; pozostałe 14 oceniłam na 9, a na maksymalną notę nie zasłużył w tym roku nikt. Przyjrzymy się więc pokrótce kilku tytułom, które moim zdaniem zasługują na polecenie:
• „Gabinet doktora Caligari” ― jeden z najstarszych filmowych klasyków (z 1920 roku!), który warto obejrzeć bez żadnych uprzedzeń. Wspaniały estetycznie i koncepcyjnie (zwłaszcza miłośnicy stylistyki Tima Burtona powinni czuć się jak w domu), z rewelacyjnym zakończeniem. Jeśli nic mi tych planów nie pokrzyżuje, opowiem Wam o nim niebawem trochę więcej.
• „Vanilla Sky” ― produkcja łącząca w sobie elementy fantastyki, romansu i thrillera, w której prawie nic nie jest tym, czym się wydaje. Świetny scenariusz, znakomite emocje, niesamowicie smutna historia. Pamiętajcie, że im mniej wiecie na temat tego filmu przed seansem, tym lepiej.
• „Kochanek królowej” ― duński dramat historyczny. Nie wiem właściwie nic na temat monarchów tego kraju, a po tym świetnym filmie mogę tylko żałować i chcieć ten brak nadrobić. Do tego rewelacyjna gra trójki głównych bohaterów (wśród nich fantastyczny Mads Mikkelsen). Chyba powinnam częściej sięgać po kino skandynawskie, a zwłaszcza filmy utrzymane w zimnej tonacji kolorystycznej.
• „Gladiator, „Braveheart” ― nadrabianie dramatycznych megaprodukcji z tłem historycznym ruszyło pełną parą. Uwielbiam kino, które z rozmachem przenosi widza do innej epoki, a w centralnym punkcie umieszcza chwytające za serce losy jednostki, związane jednak mocno z pewnym ważnym wydarzeniem o szerszej skali. Najczęściej też skłania mnie to szperania po literaturze faktu i konfrontowania wizji scenarzystów z prawdą.
• „Nędznicy” ― mój ukochany musical w wersji filmowej. Co prawda nie śpiewają tak ładnie jak na Broadwayu (nawet osoba tak głucha muzycznie jak ja to wychwytuje), ale jest w tej produkcji magia. No i Hugh Jackman na ekranie, a dzięki jego obecności każdy film staje się lepszy.
• „Wichry namiętności” ― spodziewałam się po prostu łzawego melodramatu, tymczasem otrzymałam znacznie więcej. Długa, obejmująca wiele lat opowieść o dziejach pewnej rodziny, z niepowtarzalnym klimatem i przepięknymi krajobrazami w tle.
• „Joe Black” ― połączenie fantastyki z melodramatem w opowieści o miłości i śmierci mogło wyjść kiczowato. Na całe szczęście w tym przypadku do tego nie doszło. Pamiętajcie, że to niesamowicie smutny film, na którym płacze się przez co najmniej ostatni kwadrans, paczka chusteczek pod ręką jest więc obowiązkowa.
• „Fantazja”, „Fantazja 2000” ― magiczne widowisko, łączące znane utwory muzyki poważnej z przepięknymi wizualizacjami stworzonymi przez rysowników Walt Disney Animation Studios. Po więcej szczegółów odsyłam do niedawnego obszernego wpisu.

filmy2013-3

I jeszcze krótka wzmianka o kilku wybranych filmach, które Wam serdecznie odradzam:
• „Abraham Lincoln: Łowca wampirów” ― niby wiedziałam, na co się piszę, ale film był tak głupi i tak nudny jednocześnie, że aż trudno mi to pojąć. Wybieram jednak Lincolna w tradycyjnym wydaniu i Daniela Day-Lewisa w roli głównej.
• „Piątek 13-go” ― reboot jednej z najsłynniejszej serii horrorów, chyba jeszcze głupszy od pierwowzoru. No dobrze, horror nie musi być mądry. Byle był straszny. A ten nijak nie był. Plus, polski tytuł wyjątkowo bezsensownie zapisany.
• „1000 lat po Ziemi” ― tragedia. Nic się w tym filmie kupy nie trzyma, aktorzy grają tragicznie, fabułę wymyślano chyba po pijaku. Zdecydowanie szkoda czasu.
• „Millerowie” ― wiele osób chwaliło, że takie śmieszne. Cóż, albo ja mam inne poczucie humoru, albo coś było mocno nie tak z tym filmem. Nie zaśmiałam się ani razu, siedziałam raczej zażenowana.
• „Coś” ― obejrzałam w celach ʻresearchowychʼ przed napisaniem recenzji opowiadania „Cosie” Petera Wattsa. Film, jak na uznany klasyk, bardzo mnie rozczarował. Efekty kiedyś pewnie przerażały, teraz została tylko niezbyt sensowna fabuła, kiczowaty potwór i postacie zachowujące się wyjątkowo nielogicznie. Albo po prostu horrory to zupełnie nie moja bajka, niezależnie od ich wieku.

filmy2013-4

Plany na rok 2014? Jak wspomniałam, chciałabym dobierać jeszcze lepsze filmy, w końcu tak wielu jeszcze nie widziałam, że szkoda czasu na gnioty. Dobrze by było nadrobić kilka starszych produkcji, zwłaszcza że w tym roku i poprzednim skupiałam się w głównej mierze na premierach. Planuję także poszerzać swoją filmotekę ― w tym roku przybyło mi kilka smakowitych kąsków na dvd i blu-ray (jak siedem sezonów „Doctora Who”, „Atlas chmur” czy „Avengers”), ale to wciąż mizerny zbiór w porównaniu do mojej biblioteczki. A na zakończenie spis kilku produkcji z lat ubiegłych, które bardzo chcę zobaczyć:
• „Metropolis” ― w ramach dalszego poznawania starszych filmów i niemieckiego ekspresjonizmu. Kto wie, jeśli spodoba mi się równie mocno co „Gabinet doktora Caligari”, może postanowię jeszcze bardziej zagłębić się w ten nurt?
• „Mary Poppins” ― jeden z nielicznych filmów wytwórni Disneya, których jeszcze nie widziałam. Ponadto, jego znajomość przyda mi się przy okazji styczniowej premiery „Ratując pana Banksa”, opowiadającego o powstawaniu tej ekranizacji.
• „Wyścig” ― przez wielu chwalony jako jeden z najlepszych filmów minionego roku. Przegapiłam go, gdy leciał w kinach, ale prędko tę zaległość nadrobię. Co prawda nie mam zielonego pojęcia o Formule 1, ale to nie powód, by nie zobaczyć Daniela Brühla w roli Nikiego Laudy.
• „Pulp Fiction” ― nadrabianie zaległości z cyklu „wszyscy widzieli oprócz mnie”. Poza tym, tak bardzo podobały mi się te filmy Quentina Tarantino, które już widziałam, że nie sądzę, by w tym przypadku mogło być inaczej.
• „Moon” ― muzyka Clinta Mansella i jeden z nielicznych nowszych filmów science fiction, którego jeszcze nie widziałam. W przeciwieństwie do wielu innych tytułów z mojej listy jest dość krótki, co znacząco zwiększa jego szanse na pojawienie się w harmonogramie nawet w te zapracowane dni.
• „Kraina lodu” ― film, który zmuszona byłam zbojkotować w kinach, gdyż wersji angielskiej nigdzie nie grali. Dubbingowanie śpiewającej Idiny Menzel uważam jednak za zbrodnię i cierpliwie czekam na dvd.
• „Dźwięki muzyki”, „Skrzypek na dachu” ― chyba moja największe zaległości jeśli chodzi o musicale (choć „Skrzypka…” znam już z teatru). Może uda się je wreszcie nadrobić.
• „Spartakus”, „Kleopatra” ― w ramach dalszego poznawania megaprodukcji historycznych, a przy okazji także sięgnięcia po kino lat 60. Obydwa filmy wymagają jednak wielu godzin wolnego czasu, więc pewnie zostawię je sobie na czas urlopu.

filmy2013-5

A jak wypadły Wasze filmowe perypetie w 2013 roku? Jakieś plany na 2014?

  • http://koziol.info.pl KoZa

    Epicki wynik! :D

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Dzięki! ^^

  • http://www.horyzontwrazen.pl/ Immora

    Hah, też nie widziałam „Pulp fiction”, a „Moon” zdecydowanie polecam, sama też muszę sobie odświeżyć. Ja nie licze filmów, ale pewnie nawet do połowy Twojej liczby pewnie nie dotarłam :D
    Jakbym zamiast każdych dwóch odcinków serialu oglądała film… Ale jednak wolę seriale ;P

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Ja wciąż jednak filmy, ale zobaczymy, co będzie za rok. Coraz więcej rewelacyjnych seriali robią, skubani. :D

  • http://www.bookhunters.pl/ Kali

    Ja długo długo nie widziałam „Pulp fiction”. Obejrzałam i no cóż… obejrzałam. Chyba już jestem na to za stara jednak, albo w ogóle nie zrozumiałam tego filmu…
    „Wichry namiętności” i „Joe Black” mmmrrr :) Chyba sobie przypomnę w wolnej chwili oba tytuły.
    W ogóle to jestem pod wrażeniem Twoich słupków i matematycznego podejścia do podsumowania. Obiecuje sobie już któryś rok, ze bede notowała co obejrzałam i za nic nie mogę tego zrobić. A sylwestrowo-noworoczny czas był u mnie dość obfity. Poleciłabym z tych dni: Prisoners (pl. Labirynt), the Butler (Kamerdyner) i Red (całkiem zabawne kino sensacyjne).

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      „Prisoners” też mi się bardzo podobał, jeden z lepszych tegorocznych filmów wyświetlanych już u nas. „Red” widziałam, ale tu już bez zachwytów, chyba po prostu nie mój typ kina. Ale rozczarowania też nie było.
      „Kamerdynera” na pewno obejrzę, może jeszcze w tym tygodniu. :)

  • Agata

    Oszałamiająca liczba filmów! Uwielbiam Twoje wykresy :) Widzę, że wśród najlepszych filmów jest Vanilla Sky, mi zdecydowanie bardziej podobał się oryginał (nie przepadam za Tomem Cruisem). Co do Nędzników się zgadzam, reszty niestety nie widziałam, ale w planach mam „Kochanka królowej”. Abrahama Lincolna też niestety widziałam i był to jedne z najsłabszych filmów 2012 roku. W planach na ten rok mam nadrabianie klasyki i jeszcze kilka filmów. Również nie widziałam „Pulp Fiction”. Moon oglądałam ostatnio i mi się podobał.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Dziękuję. :)
      Oryginalnej wersji „Vanilla Sky” nie widziałam, ale jak już bardziej film mi się zatrze w pamięci, to chętnie sięgnę.

    • Megapodius

      Najpierw ogladałem wersję oryginalną, Po obejrzeniu najpierw oryginalnej wersji w „Vanilla Sky” sceny wyglądają na uproszczone i słabiej wyreżyserowane.

  • jareck

    Kurczaczki, że nie spodobał Ci się „The Thing”… Dla mnie klasyka, która była i nadal jest inspiracją dla innych (pamiętam np. odcinek Archiwum X w podobnym klimacie). Jakoś wolę tego typu stare filmy od wielu współczesnych, wypacykowanych i efekciarskich. A „Moon” – inteligentne kino sf, bez fajerwerków, kameralne.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Inspiracji mu nie odmawiam, a i efekty by mnie nie raziły, gdybym znalazła w nim cokolwiek dla siebie. Niestety się nie udało, ale może to prostu nie mój gatunek, bo horrorów współczesnych też prawie żadnych nie lubię.
      „Moon” za to zapowiada się coraz bardziej smakowicie.

  • Bacha85

    Gratuluję wyniku :) może natchnie mnie by w końcu zabrać się za moją wielka filmotekę, bo filmy kupować lubię, prawie tak jak książki, a z oglądaniem bywa różnie :D

    Polecam Pulp fiction, co pewnie nie zaskakuje :D Sama mam chęć na Kochanka Królowej i Nędzników (tych nawet niedawno zakupiłam…)
    Z filmów, które wszyscy widzieli, Gladiator i Braveheart wciąż przede mną :)

    Za to Coś mi się podobał (remake’a nie widziałam i jakoś nie mam zamiaru oglądać). :D

    Miłego oglądania filmów w kolejnym roku :D

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Dzięki. :)

      Ze swojej filmoteki niestety widziałam już prawie wszystko (zostało chyba „Pulp Fiction” właśnie i 5 sezonów „Doctora Who”), ale za to często wracam do tych filmów, które mam, bo prawie nie kupuję w ciemno, tylko same te, które mnie zachwyciły. :)

  • http://mkczytuje.blogspot.com/ Marta Kor – MK

    świetne podsumowanie! Joe Black i Fantazja są świetne! pozdrawiam