Filmowe podsumowanie 2012

By | 1 stycznia 2013

Nie da się ukryć, iż ten rok pod względem filmowej oglądalności wypadł u mnie niezbyt spektakularnie — tegoroczne 104 obejrzane trudno zestawić z zeszłorocznymi 146 czy 164 sprzed dwóch lat. Było wśród nich 11 produkcji krótkometrażowych i 93 długometrażowe. Średnia obejrzanych, jak twierdzi FilmWeb, wyniosła 6,95, czyli można pokusić się o stwierdzenie, że z reguły trafnie dobierałam sobie filmy. Przyjrzyjmy się więc w skrócie produkcjom godnym wzmianki.

FILMOWE PODSUMOWANIE ROKU 2012

Ostatni rok wypadł szczególnie dobrze pod względem obrazów fantastycznych. Na pierwszy plan wysuwają się z roku na rok lepsze ekranizacje komiksów: prym wiedzie zamknięcie trylogii Christophera Nolana o Batmanie. The Dark Knight Rises zgrabnie spina wątki z części pierwszej i drugiej, a choć brakuje w nim nieodżałowanego Jokera, Bane robi, co może, by godnie zająć miejsce przeciwnika Bruce’a Wayne’a. Choć moją ulubioną częścią bez najmniejszych wątpliwości pozostaje The Dark Knight, to jako całość trylogię Nolana oceniam bardzo wysoko. Podobnie zresztą jak inne filmy tego reżysera.

Na drugim biegunie kina superbohaterskiego mamy zaś The Avengers, czyli produkcję odcinającą się od modnego ostatnio nurtu realizmu i powagi. W Avengersach jest mnóstwo humoru, mnóstwo akcji, a do tego rewelacyjny scenariusz, w którym udało się Jossowi Whedonowi połączyć wątki budowane na przestrzeni kilku lat w cyklach o Hulku, Iron Manie, Thorze i Kapitanie Ameryce. Zdaję sobie sprawę, że to żadne ambitne ani wielkie dzieło nie jest — ale to kwintesencja kina rozrywkowego, zapewiającego tę rozrywkę od pierwszej do ostatniej minuty. O ile oczywiście lubi się taką konwencję i komiksowych herosów.

W dalszym ciągu pozostając przy fantastyce, ale już tej niezwiązanej z komiksem — pojawiło się w tym roku kilka adaptacji literackich. Na pierwsze miejsce wysunął się w moim rankingu Atlas Chmur [recenzja], film, który z pewnością obejrzę jeszcze nieraz. Choć książkę i tak uważam za lepszą, to ekranizacja spisuje się nad wyraz wyśmienicie. Dodatkowym atutem jest niesamowita charakteryzacja i związany z nią odważny pomysł twórców na wykorzystanie kilku aktorów w wielu rolach — tego jeszcze w kinie nie było.

Adaptacją bardziej kontrowersyjną, szczególnie w kręgach prawdziwych pasjonatów prozy Tolkiena, jest pierwsza część Hobbita. Wizja Petera Jacksona balansuje między motywami baśniowymi a epickością, charakterystyczną dla Władcy Pierścieni, a jakiej próżno szukać w literackim pierwowzorze. Jak mu to wychodzi? Zdania są podzielone. Ci, którzy woleliby otrzymać dzieło wierniejsze, mogą się zawieść. Ja jednak jestem zachwycona i wizję Jacksona kupuję, prosząc o więcej. Do tego dochodzi rewelacyjny soundtrack, mój numer 1 tego roku, fantastyczne jak zawsze zdjęcia i niesamowite efekty specjalne. Oprawa audiowizualna zapiera dech, szczególnie oglądana w 3D i 48 klatkach (i mówi to osoba, która 3D w większości przypadków nie lubi). To jeden z tych filmów, które szkoda byłoby przegapić na dużym ekranie — i żałuję strasznie, że raczej nie wybiorę się po raz kolejny.

Z filmów fantastycznych oglądanych przeze mnie w tym roku, lecz mających premiery wcześniej, polecić mogę: O północy w Paryżu Woody’ego Allena (niestety, nie dorównali mu tegoroczni Zakochani w Rzymie, acz to wciąż bardzo dobra produkcja), Hugo i jego wynalazek Martina Scorsese oraz dwie ekranizacje prozy Philipa K. Dicka — kultowego Blade Runnera oraz nietypowe A Scanner Darkly. Zdecydowanie warto, ale pamiętajcie, najpierw książka!

Wśród innych gatunków też trafiło się kilka perełek, ale były to głównie filmy z lat minionych. W dramatach pierwsze miejsce bezsprzecznie zajęło Stowarzyszenie Umarłych Poetów — choć znałam napisaną na jego podstawie książkę, film okazał się dla mnie niezwykle poruszający, szczególnie kilka ostatnich scen. Po prostu kwintesencja emocjonalnego filmu, potrafiącego i widza rozbawić, i wzruszyć, i przekazać mu coś ważnego.
Wśród animacji mogę polecić Frankenweenie, chyba że ktoś uczulony jest na wizje Tima Burtona, jest to bowiem produkcja bardzo typowa dla tego reżysera i powstała na kanwie jego krótkometrażówki z 1984 roku. Na pewno to jednak lepszy film niż wcześniejsze Mroczne cienie.

Największe rozczarowania? Tu tylko jednym zdaniem: Cloverfield, Five-Year Engagement i Moonrise Kingdom.

Na co czekam w przyszłym roku? Jak się okazało, przede wszystkim znowuż na produkcje fantastyczne. Marvel wypuści trzecią część Iron Mana i drugą część Thora, a DC Comics — pierwszy film o Supermanie, a na dodatek pierwszy film opowiadający o tym superbohaterze, jaki mam ochotę obejrzeć, czyli Man of Steel w reżyserii Zacka Snydera. Zaintrygował mnie także najnowszy film z uniwersum Star Treka, czyli Star Trek Into Darkness — jego blisko dziesięciominutowy zwiastun prezentował się na ekranie IMAXu zjawiskowo. Jedynym problemem może być to, że… nie mam zielonego pojęcia o Star Treku (pomijając pierwszy odcinek serialu z lat 50., który uważam za niezamierzenie komiczny). Czyli do czerwca muszę nadrobić przynajmniej film z 2009 roku, a może też kilka innych. Pozostając przy science fiction, w kwietniu na ekranach pojawi się Oblivion — obawiam się co prawda trochę o fabułę i kolejne powtarzanie tego, co już dobrze znamy, ale od strony wizualnej prezentuje się świetnie. W październiku oczekiwać można Gry Endera, ekranizacji rewelacyjnej powieści Orsona Scotta Carda. Osoba reżysera budzi moje lekkie wątpliwości, ale nie chcę być złym prorokiem — zresztą, i tak nie powstrzymam się przed obejrzeniem i przekonaniem się na własnej skórze, jak wypadł film. Duże nadzieje pokładam w odtwórcy głównej roli, wydaje mi się, że Asa Butterfield to naprawdę dobry wybór.

A jak w tej dominacji sf wyglądają pozycje fantasy? Wyczekuję tylko dwóch — drugiej części Hobbita oraz Oz: The Great and Powerful. W przypadku tego drugiego tytułu trochę obawiam się reżyserii Sama Raimiego, ale na pocieszenie zostaje ścieżka dźwiękowa Danny’ego Elfmana i przepiękna strona wizualna Szmaragdowego Grodu i reszty lokacji.

A co prócz fantastyki? Już w styczniu pojawią się w naszych kinach Les Miserables, film, którego wyczekuję z ogromną niecierpliwością jako miłośniczka broadwayowskiego musicalu, jak i wersji teatru Roma. Także w styczniu pojawi się Django, nowy film Quentina Tarantino — a skoro na dodatek gra w nim Christoph Waltz, to nie mam innego wyjścia, jak tylko obejrzeć, choć za westernami nigdy nie przepadałam. W lutym wypatruję premiery Lincolna, najnowszej produkcji Stevena Spielberga — zapowiada się długi, stonowany film, biografia jednej z bardzo ciekawych postaci z kart amerykańskiej historii, a do tego rewelacyjny ponoć Daniel Day-Lewis w roli tytułowej. W maju długo oczekiwana przeze mnie adaptacja Wielkiego Gatsby’ego w reżyserii dość nietypowego twórcy, Baza Luhrmana. Jego Romeo i Julia nie zachwycali mnie ani trochę, ale już od Moulin Rouge nie mogłam się oderwać. Ciekawe więc, jak poradzi sobie z klasykiem Fitzgeralda. I wreszcie na zakończenie zestawienia animacja, Monsters University, z premierą zapowiedzianą na lipiec. Na kontynuację Potworów i spółki Pixar kazał nam czekać aż 12 lat (!), ale dbałość tego studia o sequele/prequele i nieodcinanie kuponów od znanych marek sprawia, że śpię spokojnie, czekając na powrót jednych z ulubionych bohaterów mojego dzieciństwa.

Moje filmowe plany na przyszły rok? Minimum 104 obejrzane produkcje i oglądanie bardziej regularne — w tym roku bywało tak, że w ciągu jednego miesiąca widziałam dwa filmy, a w kolejnym — ponad 20. Częstsze wizyty w kinie. Kilka zakupów na Blu-Rayu (Atlas Chmur, trylogia Nolana, The Avengers — priorytetowe minimum). A jutro zakończymy temat podsumowań — rzecz jasna, literacko.

  • Muszę obejrzeć koniecznie Atlas Chmur. Nie wiem tylko czy czekać do sierpnia (albowiem wtedy planowałam ci złożyć rewizytę xD) czy może jeszcze skoczyć na seans do kina. Jak mi radzisz?

    • Bardzo chętnie z Tobą obejrzę w sierpniu. ^^ Ale seans w kinie też będzie mieć niewątpliwe zalety, bo jednak w domu, nawet przy dobrym sprzęcie, to nie to samo, co duuuży ekran i przestrzenny dźwięk. Tak więc jeśli by Ci się udało załapać na tanią środę do Cinema City, polecam najpierw kino, a potem w sierpniu powtórkę, jeśli Ci film przypadnie do gustu. :D

  • Avengers, Atlas chmur i Hobbit to również moi zeszłoroczni faworyci :) Frankenweenie zamierzam obejrzeć mimo rozczarowania Mrocznymi cieniami. Również w zeszłym oglądałam Stowarzyszenie umarłych poetów, które podobało mi się bardziej niż książka (Oh capitain, my captain :)) i kilka innych starszych perełek. W przyszłym roku obowiązkowo Les Miserables, Hobbit 2, Man of Steel, Gra Endera i Wielki Gatsby, planuję też nadrobić trochę klasyki to z bym u mnie słabo :)

    • Też chętnie nadrobię trochę klasyki; ostatnio oglądam zdecydowanie więcej nowości niż produkcji starszych (na moje 104 obejrzane, 73 filmy powstały między 2010 a 2012 rokiem) i chyba popracuję nad lekką zmianą tych proporcji.