Filmowe podsumowanie 2011

By | 29 grudnia 2011

Minęło tyle czasu, odkąd udało mi się napisać zwyczajny wpis, że zaczęłam tęsknić za wcześniejszym blogowaniem. Czyli tym, które nie składało się wyłącznie z recenzji. Niestety, czas nie jest z gumy, pewne tematy poszły więc w konieczną odstawkę na rzecz innych. Do tego stopnia, że… przegapiłam ważną datę. A przecież 27 grudnia obchodziłam ósmą rocznicę blogowania. Wszystkiego najlepszego, blożku! Rośnij zdrowy i duży!

Ale przecież ja nie o tym! Rok zbliża się ku końcowi, pragnę więc oddać się wcale nie corocznej (pewnie tak gdzieś codrugorocznej) tradycji pisania podsumowań, bowiem idealnie wpisuje się to w moją manię katalogowania, podliczania i porządkowania wszystkiego. A nie chodzi li tylko o podsumowanie, a – przede wszystkim – o polecenie tego i owego. Temat sam w sobie szeroki – podzielimy więc go na kilka wpisów. Na pierwszy ogień – filmy!

FILMOWE PODSUMOWANIE ROKU 2011

Najpierw kilka suchych danych statystycznych. Jak twierdzi moje konto na FilmWebie, obejrzałam w tym roku 146 produkcji – w tym 20 krótkometrażowych i 126 dłuższych. Wśród nich wyróżnić można: 53 animacje, 40 komedii i 37 dramatów. Średnia wystawionych ocen – 7,04, czyli nieodbiegająca znacznie od średniej wszystkich ocenionych filmów (7,01).

To teraz ciekawsza część – polecanki!
Jako że nastawiałam bez liku wysokich ocen, muszę wybrać z tego kilka produkcji, do których obejrzenia będę gorąco zachęcać. Z góry zaznaczam, nie są to w większości filmy z roku 2011, a z lat różnych. Dominuje rok 2010, ale nie brakło i starszych tytułów.

TOP3 tegorocznych obejrzanych jest mi niezwykle łatwo wybrać:
1. The Wall (Ściana) – poświęciłam mu osobny wpis i do niego odsyłam czytających, przypomnę więc tylko, że to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników surrealistycznych wizji i muzyki grupy Pink Floyd. Film, którego najprawdopodobniej nie zapomni się do końca życia po jednokrotnym obejrzeniu. Nie widziałeś, nie widziałaś? Nawet nie czytaj tego wpisu do końca, tylko nadrabiaj zaległości.
2. Black Swan (Czarny łabędź) – jeśli pokochaliście Requiem dla snu, musicie obejrzeć i Czarnego łabędzia. Darren Aronofsky po raz kolejny udowadnia, że nie ma sobie równych w ukazywaniu nękanej obsesją ludzkiej psychiki, a co więcej – ubiera to w formę trzymającą w napięciu i sprawiającą, że zimne dreszcze raz po raz przebiegają po plecach. Plus świetna Natalie Portman, uhonorowana za rolę Oscarem. Oraz zapadająca w pamięć muzyka, w której więcej niż kilka nut pochodzi z Jeziora Łabędziego.
3. Temple Grandin – film telewizyjny produkcji HBO, zdobywca siedmiu statuetek Emmy w roku 2010 oraz jednego Złotego Globa za główną rolę Claire Danes. Wszystkie te wyróżnienia są całkowicie zasłużone. Obraz przedstawia biografię autystycznej kobiety, walczącej o godne traktowanie krów idących na rzeź, a jednocześnie zmagającej się z uprzedzeniami otoczenia w stosunku do niej. Temat z pewnością nie dla każdego, ale film – rewelacyjny.

I jeszcze kilka pozycji, które obejrzeć warto, jeśli mi choć trochę ufacie ;)
• American Beauty
• El Laberinto del fauno (Labirynt fauna)
• K-PAX
• La Môme (Niczego nie żałuję – Edith Piaf)
• Memento
• One Flew Over the Cuckoo’s Nest (Lot nad kukułczym gniazdem)
• Tangled (Zaplątani)
• The Help (Służące)
• The King’s Speech (Jak zostać królem)
• X-Men: First Class (X-Men: Pierwsza klasa)

A to tylko te wyselekcjonowane, bowiem ten rok był dla mnie niezwykle udany jeśli chodzi o filmy i było z czego wybierać. Zaczęłam nadrabiać zaległości szczególnie w dziedzinie animacji – wreszcie miałam okazję obejrzeć najstarsze z filmów długometrażowych wytwórni Walta Disneya, choćby Śnieżkę, Dumbo, Bambi czy Pinokia, ale zdaję sobie sprawę, że pewnie niewiele osób podzieli moje zainteresowania na tym polu, dlatego szerzej się rozwodzić o nich nie będę. ;)

Jeśli chodzi o rok przyszły, znów chciałabym obejrzeć co najmniej 104 filmy. A jak czas pozwoli, to i więcej, choć pewnie trudno będzie mi dobić do tegorocznego, niespodziewanego nawet dla mnie wyniku. Przede wszystkim liczę jednak na to, że natrafię na równie dobre produkcje i znów będę mieć dylemat, które z nich polecić w pierwszej kolejności. Czego i Wam życzę. :)

  • Danny

    American Beauty był najświetniejszy ever !

    Labirynt Fauna był głupi, przepraszam :(

  • http://oceansoul.byethost22.com/ Oceansoul

    Był cudowny i muszę kiedyś obejrzeć znowu. ^^
    Wybaczam. Choć z trudem! ;)
    I – jakże miło Cię tu znowu widzieć! Pozdrawiam! ^^

  • http://harashiken.blogspot.com/ Harashiken

    Dokładnie, nie rozumiem jak Labirynt Fauna można uznać za głupi.

    Za to co to Zaplątanych to obejrzeć owszem można, ale bez rewelacji więc słowo „warto” nie jest moim zdaniem adekwatne ^^ Podobnie nie zgodziłbym się z X-men’ami. Pierwsza klasa to dla mnie była kompletna porażka.

  • http://przykubkuherbaty.blogspot.com Karodziejka

    Mnie się Labirynt ogółem podobał – taki odmienny od reszty. Choć widzę w nim drobne niedociągnięcia to jednak warto obejrzeć :) Memento też :D

    The Wall muszę nadrobić i to zdecydowanie^^

  • http://oceansoul.byethost22.com/ Oceansoul

    @Harashiken: Widzisz, ja ogólnie mam hopla na punkcie animacji, stąd może moje zawyżone oceny tychże. ^^ A „Zaplątani” z oglądanych przeze mnie w tym roku jakoś najbardziej trafili w mój gust. Choć przyznaję, że nie jest to wielkie dzieło na miarę np. Wall-ego albo Odlotu.
    A X-Menów będę bronić. ^^ Poprzednie filmy o mutantach podobały mi się średnio albo kiepsko-średnio. A najnowszy mnie zachwycił. Choć ze wszelkich ekranizacji komiksów i tak nic w moim rankingu nie przebija Mrocznego Rycerza. :D

    @Karodziejka: nadrabiaj, nadrabiaj, mam nadzieję, że nie odczujesz zawodu. ^^

  • http://adanbareth.blogspot.com/ silaqui

    „The Wall” kiedyś oglądałam i wywarł na mnie wrażenie, podobnie jak „Labirynt Fauna”:)

    Jak ty to robisz że nie dość że czytasz dużo, to jeszcze na oglądanie masz czas?^^

  • http://oceansoul.byethost22.com/ Oceansoul

    @Silaqui: Wiesz, mało śpię, nie piszę magisterki, tylko oglądam albo czytam. ^^ Albo też gram. No i ciągnę na boku dwa kierunki studiów i pracę (a mogłabym czytać jeszcze więcej!). A tak naprawdę to jestem cyborgiem, więc jakoś tak wychodzi, że czasowo gdzieś to wszystko upycham. ^^

  • kenaz

    Widzę że nie tylko intensywnie czytasz ale i oglądasz.
    Co do „The Wall” – widziałem przedstawienie na żywo w zeszłym roku w Łodzi. Niesamowite wrażenia, najlepszy koncert na jakim byłem. No i spełniło się moje marzenie – usłyszeć jednego z Floydów na żywo..
    http://www.youtube.com/watch?v=hUYzQaCCt2o :D

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      To zazdroszczę bardzo występu na żywo! :) Kojarzę z różnych nagrań ich koncerty i zawsze wypadały niesamowicie, tak więc przeżycie tego osobiście musiało być wyjątkowe. :)