Steampunk z przymrużeniem oka — „Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje”, Robert Rankin

By | 4 listopada 2011

Historycy epoki wiktoriańskiej mylili się wielokrotnie. Przecież ani Charles Babbage, ani Charles Darwin, ani nawet Ada Lovelace nie byli martwi w roku 1895. William Gladstone wciąż piastował urząd brytyjskiego premiera, a Królewski Londyński Port Kosmiczny kontrolował przyloty statków z Wenus i z Jowisza. Dekadę wcześniej zaś Winston Churchill zaplanował atak na Marsjan. Tych samych Marsjan, których najazd na Ziemię opisał Herbert George Wells w „Wojnie światów”, mylnie uznanej przez dziejowych kronikarzy za dzieło fikcyjne. Całe szczęście, że pojawił się Robert Rankin i opowiedział, jak było naprawdę…

„Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” to w swej konstrukcji klasyczna fantastyczna powieść przygodowa, przywodząca na myśl choćby utwory Juliusza Verne’a. Jeden wątek fabularny, mniej lub bardziej (z reguły: bardziej) nieprawdopodobne tarapaty, w które popadają bohaterowie, porwania, pościgi, spieszenie na pomoc damie w opałach, dziwne istoty, nienaniesione na mapy wyspy, katastrofy powietrzne, nieprzyjaźni tubylcy, wreszcie – poszukiwanie legendarnego skarbu. Wszystko to odnajdziemy w książce Rankina. Wnioski szybko nasuwają się same – autor operuje sprawdzonymi schematami i wykorzystuje motywy, które w literaturze sprawdzają się od dziesięcioleci.

Wtórność „Dziewczyny płaszczki…” nie przekłada się na szczęście na nudę. Choć łatwo przewidywać, jak zakończy się opowieść, odgadywać kolejne zawirowania i przeszkody, które staną na drodze bohaterów, można dać się porwać lekkiej i żywej narracji Rankina, barwnym dialogom oraz pełnemu pary i zębatek XIX-wiecznemu Londynowi, odwiedzanemu przez mieszkańców Wenus i Jowisza. Steampunkowe motywy obecne na kartach książki to, ponownie, wzorce wielokrotnie sprawdzone, co oznacza spotkanie z latającą konstrukcją przypominającą powiększonego zeppelina, maszyną różnicową Babbage’a i strojami z epoki wiktoriańskiej uzupełnianymi szykownymi goglami.

Zdecydowanie najsłabiej wypada konstrukcja głównego bohatera, George’a Foksa. Jest to postać nijaka, do przesady naiwna i idealistyczna, wiecznie popadająca w tarapaty, z których muszą ratować go jego towarzysze, w tym małpa w liberii. Postępowanie i tok myślenia George’a potrafią niezmiernie irytować, na całe szczęście – pozostałym bohaterom nie można tego samego zarzucić. Z postaci pierwszoplanowych najciekawiej prezentuje się Ada Lovelace, a Robert Rankin zręcznie komponuje nawiązania do biografii prawdziwej panny Lovelace z pomysłami autorskimi. Książkowa Ada nie jest ani typową damą w potrzebie, ani niezależną femme fatale; zaskakuje bystrością umysłu i pomysłowością.

Elementem wyróżniającym powieść Rankina spośród innych pozycji na półkach księgarni miał być wszechobecny humor. Trzeba zaznaczyć, że jest to humor specyficzny – w przeważającej mierze nie składają się nań bawiące do rozpuku gagi, a mniej lub bardziej oczywiste nawiązania, puszczanie oka do czytelnika. Rankin wie, co robi, kiedy bawi się historią, manipuluje datami i znanymi nazwiskami, wyśmiewa brytyjski rząd i generalicję. „Dziewczynę płaszczkę…” odbierać można także jako satyrę na XIX-wieczne obyczaje, konflikty zbrojne czy spory religijne. Co więcej, autor czyni to w sposób niewymuszony i nieoczywisty, zgrabnie potrafi wkomponować elementy prześmiewcze w akcję utworu.

Trudno jednoznacznie ocenić „Dziewczynę płaszczkę…”. Można dobrze się przy niej bawić, szczególnie gdy skoncentrować się na wyłapywaniu nawiązań i warstwie humorystycznej, choć by je docenić, trzeba dysponować przynajmniej przyzwoitą wiedzą o XIX-wiecznym Imperium Brytyjskim. Jako powieść przygodowa jest w sporej mierze wtórna, ale trudno odmówić jej gracji w operowaniu schematami. Wreszcie – klimat wiktoriańskiej Anglii i steampunkowych wynalazków sprawia, że żaden miłośnik tych motywów nie powinien przechodzić obok powieści obojętnie. Jeśli chodzi o pozostałych czytelników – niech zdecydują sami.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka oraz Portalowi LubimyCzytać.

7 thoughts on “Steampunk z przymrużeniem oka — „Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje”, Robert Rankin

  1. silaqui

    Podoba mi się!
    Od razu nasunęły mi się skojarzenia z Pratchettem, którego poczucie humoru również można zaliczyć do nietuzinkowych.
    A główny bohater to tak jakby mix Dwukwiata i Rincewinda – gapa, który bez towarzyszy dawno wylądowałby gdzieś w samym „tyle” wszechświata :P

    Reply
  2. Harashiken

    Nie mam za bardzo ochoty na tą książkę po niezbyt pochlebnej opinii Fenrira ;) Wygląda na dobrą, a ja niestety nie mam ani czasu, ani ochoty na te wyłącznie dobre tak wiec na razie sobie odpuszczę. Kto wie może kiedyś.

    Reply
  3. Oceansoul Post author

    @Harashiken – ale zdajesz sobie sprawę z tego, że sugerując się zdaniem jednej osoby, choćby o niesłychanie zbliżonym do Twojego guście, i tak możesz przegapiać nawet bardzo dobre pozycje? ;) Nie mówię akurat o tej książce, bo to żadne dzieło nie jest, a rozrywkowy średniak na jeden wieczór, ale jednak zalecałabym ostrożność. ^^

    @Silaqui – też miałam, dość odległe, ale zawsze jakieś, skojarzenia z Pratchettem. Czy – szerzej – specyficznym humorem w brytyjskiej fantasy. Początkowo bałam się, czy Rankin nie będzie drugim Holtem (którego serdecznie nie trawię), ale na szczęście nie mają ze sobą nic wspólnego. A wracając do Pratchetta, to u niego mamy i nawiązania, i humor, zaś u Rankina – w zdecydowanej mierze same nawiązania.

    Reply
  4. Harashiken

    Oceansoul, zdaję sobie z tego sprawę i zdaję sobie również sprawę z tego, że Fenrir jest znacznie bardziej krytyczny i cięty od szarego czytelnika. Ale wiem również, że NF jest dość nierówna, trafiają się pozycje słabe, ale są i całkiem niezłe choć ogólnie raczej nie są oceniane jakoś kosmicznie wysoko i przeważnie plasują się między 5-7 w 10ciostopniowej skali.

    Ohoho teraz mnie rozbawiłaś, 400 stron na jeden wieczór xD

    Reply
  5. Aleksandra

    Z takich bardziej humorystycznych książek znam tylko Pratchetta, więc chyba warto by przeczytać coś innego. Choć z drugiej strony o XIX-wiecznej Anglii to ja wiem tyle, co nic. ;)

    Reply
  6. Oceansoul Post author

    @Aleksandra – to w sam raz świetna okazja, by się przy okazji czegoś dowiedzieć, choćby o Babbage’u czy Lovelace, którzy są często „wykorzystywani” przez autorów piszących o maszynie różnicowej czy ogólnie steampunku i warto te nazwiska kojarzyć. :) Zaś wiedza o epoce wiktoriańskiej czy imperializmie brytyjskim u Rankina to raczej wiedza na poziomie licealnym, a nie jakieś szczegóły znane tylko Brytyjczykom, więc nie ma się czego obawiać, czasem najwyżej wystarczy wrzucić coś w google i doczytać.

    @Harashiken – aż poszłam przeczytać tę recenzję, o której piszesz – no i nie wiem, czy insynuowanie, że „przeciętny polski czytelnik” jest na tyle niedoedukowany, że niewiele z tej czysto rozrywkowej pozycji zrozumie, to bycie krytycznym albo ciętym w stosunku do książki. Brzmi to raczej jak ocena swoich czytelników, którym należy książkę odradzić, bo nie załapią. ;) No, ale ja nie mam co narzekać – muszę być nieprzeciętna, skoro pojmuję twórczość Rankina. :D
    A co do NF, to zgadzam się, że jest nierówna. Jedyną perełką póki co było zestawienie „Wydrążony człowiek. Muza ognia” Simmonsa. Z tych wydanych wcześniej chętnie sprawdzę jeszcze „Czaropis” i „Synów boga”, a pozostałe pewnie sobie odpuszczę.
    400 stron nie jest równe innym 400 stronom. Jak jest mały format, stosunkowo duża czcionka i żywa akcja, to łatwo połknąć nawet nie wiadomo kiedy, zwłaszcza jak się zarwie jeszcze kawałek nocy. ^^ A następnego dnia bierze się coś ciężkiego i w tym samym czasie trawi 100 albo 50 stron. :D

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *