Powieść do cna dickensowska — „Drood”, Dan Simmons

By | 17 listopada 2012

Proza Dana Simmonsa słynie z intertekstualności — „Hyperion” nawiązuje do twórczości Johna Keatsa i „Opowieści kanterberyjskich” Geoffreya Chaucera, „Wydrążony człowiek” odwołuje się do wiersza T.S. Eliota „Wydrążeni ludzie”, „Muza ognia” przywołuje niektóre z dramatów Shakespeare’a. Przykłady można mnożyć. Nie inaczej jest z „Droodem”; świeżo wydana w Polsce powieść amerykańskiego pisarza to wariacja na temat ostatnich pięciu lat życia Charlesa Dickensa i genezy „Tajemnicy Edwina Drooda” — utworu słynącego z nierozwiązanej po dziś dzień zagadki kryminalnej, niedokończonego z uwagi na przedwczesną śmierć twórcy.

Akcja „Drooda” rozpoczyna się 9 czerwca 1865 roku, w dniu wypadku kolejowego pod Staplehurst. Charles Dickens wychodzi z wydarzenia bez szwanku, udziela pomocy rannym i, co dla dalszego przebiegu powieści najważniejsze, poznaje tytułowego Drooda. Ta tajemnicza persona nie tylko odegra niezwykle ważną rolę w dalszym życiu pisarza, lecz także — a może: przede wszystkim — wpłynie na losy Williama Wilkiego Collinsa, przyjaciela Dickensa, autora licznych powieści i sztuk teatralnych, którego Simmons umieścił w roli pierwszoosobowego narratora. Collins próbuje dociec prawdy, odkryć, kto kryje się pod czarnym płaszczem i wysokim cylindrem. Od zaciekawienia do obsesji wiedzie jednakże dość krótka droga.

To właśnie oczyma Wilkiego poznajemy postać Charlesa. Przyjaciel, a zarazem rywal po piórze jest w stanie zaprezentować czytelnikowi takiego Dickensa, jakiego nie poznałby żaden biograf. „Pan Niezrównany” (jak go nazywają) to człowiek niezwykle utalentowany i świadomy swoich zdolności, perfekcjonista, pracoholik, ale i nieznoszący sprzeciwu tyran i egocentryk. Z kolei Collins jawi się momentami jako najwierniejszy z przyjaciół, by po chwili przedzierzgnąć się w zakompleksionego zazdrośnika i donosiciela. Wzajemne stosunki obu literatów, ukazanie łączącej ich specyficznej więzi — z jednej strony mentora i ucznia, z drugiej konkurentów, z trzeciej osób ze sobą spowinowaconych — pozwoliły na zaprezentowanie pełnych, wielowymiarowych sylwetek postaci. I choć odbiorca cały czas ma w pamięci fakt, że czyta beletrystykę, nie zaś literaturę faktu, bardzo łatwo uwierzyć iluzji Simmonsa i wszystkie wydarzenia przedstawione na kartach książki przyjąć za prawdę.

Aczkolwiek rzeczoną prawdę nie jest z tekstu łatwo wyłuskać. Collins-narrator to nie tylko uznany pisarz, ale także starzejący się człowiek cierpiący na podagrę, uzależniony od zażywania laudanum i opium. Co w jego dzienniku stanowi fakty, co fantazje, a co złudzenia? Dość trudno to od siebie oddzielić. Czy Charles Dickens kłamie? Czy Drood istnieje naprawdę? Kto jest mordercą, kto ofiarą, a kto jedynie wytworem strudzonego umysłu? Na te pytania nie ma oczywistych odpowiedzi, nie tylko w trakcie lektury, lecz także po jej zakończeniu. Owa niepewność i iluzoryczność to jedne z najmocniejszych punktów powieści.

Innym atutem „Drooda” jest naturalistyczne oddanie realiów XIX-wiecznego Londynu, ukazanie nie tylko życia ówczesnych pisarzy-celebrytów, ale i najciemniejszych zaułków miasta, najbrudniejszych uliczek i najbardziej plugawych zakątków, w które zapuszczają się jedynie zdesperowani palacze opium. Nastrój grozy łączy się z obrazem pełnym wstrętu, cuchnącym i odpychającym. Simmons oddaje to wszystko językiem jakże bliskim temu, jakim posługiwali się prawdziwi Charles i Wilkie; „Drood” jest bowiem powieścią dickensowską nie tylko pod względem tematyki, ale i formy — niespieszne prowadzenie akcji, liczne i dokładne opisy, ocena współczesnych pisarzowi zjawisk społecznych, narrator świadomy obecności czytelnika. To wszystko dobrze znają fani „Olivera Twista” czy „Klubu Pickwicka” i to wszystko odnajdą u amerykańskiego autora.

Na spotkanie z Simmonsem warto udać się odpowiednio przygotowanym, jest to bowiem jeden z tych pisarzy, którzy wiele dają, ale równie wiele wymagają. Nie oznacza to, że uprzednią lekturę obowiązkową stanowią obszerne biografie i kompletne bibliografie Dickensa i Collinsa; im jednak odbiorca więcej wie, tym lepiej, dlatego też warto mieć pojęcie o twórczości obu panów czy o łączącej ich relacji. Przede wszystkim zaś należy zapoznać się z „Tajemnicą Edwina Drooda” — Simmons zdradza fabułę tego utworu i ustami bohaterów proponuje własne warianty zakończenia, a jedynie czytelnik pierwowzoru będzie w stanie skonfrontować je z rozdziałami skreślonymi ręką Dickensa. Szkoda by było także przegapić liczne nawiązania do kreacji postaci, czyli nie tylko tytułowego Drooda, lecz także Jaspera, Durdlesa, Deputy’ego czy Księżniczki Pykawki.

„Drood” jest utworem nietypowym. Wymyka się schematom i gatunkowym szufladkom. Choć można wyróżnić w nim elementy literatury grozy, prozy historycznej, biografii, kryminału, powieści psychologicznej czy fantastyki z pogranicza new weird, żadne z tych określeń nie oddaje w pełni natury tej książki. Podobnie trudne może być sprecyzowanie jej tematyki; traktuje ona rzecz jasna o Dickensie i Collinsie, o literackich inspiracjach i wysiłku tworzenia, o mesmeryzmie, hipnozie, halucynacjach i uzależnieniach, wreszcie — o ludzkiej naturze, ale takie hasłowe stwierdzenia to zdecydowane spłycenie treści „Drooda”. Nie ma to jednak większego znaczenia, jaką etykietę przypniemy do tego opasłego tomu; istotny jest jedynie fakt, iż „Drood” to lektura ze wszech miar fascynująca, przytłaczająca swym nastrojem, zaskakująca i trzymająca w napięciu. Powieść Simmonsa z całą pewnością przemówi do miłośników Charlesa Dickensa i prozy XIX-wiecznej, ale powinna zainteresować także tych, którzy gustują po prostu w rewelacyjnie napisanych i wyjątkowych utworach.

  • Tytuł: Drood (Drood)
  • Autor: Dan Simmons
  • Wydawnictwo: MAG
  • Rok wydania: 2012
  • Liczba stron: 832
  • ISBN: 978-83-7480-268-0


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MAG oraz Portalowi Insimilion.

2 thoughts on “Powieść do cna dickensowska — „Drood”, Dan Simmons

  1. Agnieszka

    A mój Drood nadal na mnie czeka… Mam rozwojenie jaźni, czytam po dwie książki równolegle, a nie daj boże skończę jedną, to mam dylemat, którą wziąć następną… Strasznie jest w tej chwili, nie mogę zupełnie się pozbierać z kolejnością czytania. Chciałabym najchętniej wciągnąć wszystko naraz…

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ja czytam równolegle… hmm, zdecydowanie za dużo! Dwa zbiory opowiadań (Lovecraft i Sherlock Holmes), dwie powieści (sf i powieść historyczna), do tego jeden tomik wierszy i jakieś podręczniki/artykuły akademickie. Tak więc rozrzut ogromny, nie wiem, co najpierw kończyć, a na dodatek trudno mi się ostatnio na czymkolwiek skupić i jakoś tak mi schodzi za dużo czasu na niczym…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *