Loading...
Gry

Drabina + ser + wiosło, czyli o absurdach w przygodówkach

Ferie rozpoczęte, dwutygodniowy odpoczynek od KJS-u wydaje się niesłychanym błogosławieństwem, a sam pobyt w domu po dwumiesięcznej nieobecności jest dla mnie dużo bardziej świąteczny niż święta same w sobie. Jako że jednym z symptomów świętowania, spędzania ferii i odpoczynku jednocześnie zawsze była dla mnie między innymi okazja do choć krótkiego pogrania – uznałam, że zasłużyłam, i do grania zasiadłam już wczoraj. Mój ‘lepsiejszy’ komputer został w Warszawie, a nie pałam ochotą do odpalania Dragon Age’a na sprzęcie łódzkim i ustawieniach, jak podejrzewam, jedynie średnich (choć z radością przeszłabym go po raz drugi), padło więc na krótkie oderwanie się od erpegów i powrót do przygodówek.

W przygodówki gram właściwie ‘od zawsze’, czyli odkąd pamiętam. Mimo długoletniego doświadczenia dalej jestem jednak zielona w tej materii niczym młoda kalarepa i ciągle daję się złapać na te same tricki. Nie wspominając o tym, że jeszcze żadnej, ale to ani jednej gry przygodowej nie udało mi się ukończyć bez zerkania do solucji. I nie wiem już, czy ja mam za małą wyobraźnię, czy też twórcy – zbyt rozbuchaną?

Ale pomyślcie: czy wpadlibyście na to, jak wycisnąć sok z jabłek? Teoretycznie potrzeba wyciskarki i jabłek, czyż nie? Otóż – nie! Na wyciskarkę trzeba nałożyć osłonkę z sera, następnie włożyć jabłka, a potem dołączyć… śrubę od batyskafu! Logiczne, czyż nie? A do czego potrzebujemy soku z jabłek? Równie logiczne! Trzeba polać nim zarośla, żeby głodne kozy zeżarły krzaczory, dzięki czemu będziemy mogli pójść dalej ścieżką. Ale to jeszcze nic! Mistrzem kombinowania zostanie dopiero ten, kto wpadnie na to, by połączyć ze sobą pustą lampę naftową, tytoń, węża ogrodowego i zapałki – przez co powstanie „prowizoryczna zadymiarka”. A zadymiarka, inaczej zwana też podkurzaczem, posłuży nam do uśpienia pszczół w ulu, dzięki czemu zabierzemy miód, który po umieszczeniu w shakerze zamieni się w miód pitny, a ten należy dać lekarzowi, by on… I tak dalej, i tym podobne. Przy tym wszystkim możliwość noszenia w kieszeni prześcieradeł, rybackiej sieci, pontonu, wioseł i drabiny wydaje się niewielkim odstępstwem od normy.

Ale cóż, taki ich urok najwyraźniej – a to dopiero wierzchołek góry lodowej absurdów, na jaki się w tego typu produkcjach natknęłam. Skoro jednak zapewniają mi dobry humor i wesoły rechot przez dwa wieczory, to czemu nie! Miła odmiana od czasu do czasu po śmiertelnie poważnym mordowaniu hord potworów i ratowaniu świata po raz n-ty.

  • Pol

    A Neverend czeka i się doczekać nie może :P

  • Orish

    Ja ostatnio trzy razy pod rząd przeszedłem KiT-a ^^ ale na tym moje przygody w przygodówkami się kończą.

  • Oceansoul

    Neverenda kiedyś na pewno odnajdę, nic w przyrodzie – chyba? – nie ginie, więc płyty tym bardziej ^^.

    Rozumiem, że ten KiT to Książę i Tchórz? ^^ Przeszłam go dość dawno temu, więc nie pamiętam zbyt dobrze, poza grabarzem i cmentarzem na początku :D.

  • Orish

    To polecam replaya ^^ Kwestie są genialne, dialogi są lepsze niż w prawie każdym cRPG-u, a może i nawet nie „prawie”. No i teraz więcej rzeczy się z nich rozumie ^^

  • balx

    Ja na razie zapoznaję się z przygodówkami,gram w Jade Empire,a po nim czeka mnie Devil May Cry 4.

  • Oceansoul

    balx, ale JE i DMC4 to nie są przygodówki ^^. No ale JE tak czy siak jest godne polecenia.

    Orishu, w takim razie replaynę przy okazji ^^. Muszę tylko znaleźć płytę… :D

  • Rey

    Piszę, bo później mnie biją jak nie piszę:

    Podziwiam cierpliwość we wpychaniu pomidora do dziurki od klucza czy zabawy w MacGayvera (ketchup + torebka herbaty = helikopter), dlatego właśnie nie lubię przygodówek.