Loading...
Literatura

Dlaczego warto zapoznać się z twórczością Dicka – „Człowiek z Wysokiego Zamku”

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby świat, gdyby to Niemcy, Japonia i Włochy wygrały II Wojnę Światową? Kraje te podzieliłyby świat na strefy wpływów i na wzór aliantów w powojennych Niemczech wprowadziłyby strefy okupacyjne w Stanach Zjednoczonych. Wszystko to zaś przy jednoczesnej próbie podboju Marsa i Wenus. Taki świat kreuje Philip K. Dick w jednej ze swoich najsłynniejszych powieści, „Człowieku z Wysokiego Zamku”.

Na kartach uhonorowanego Nagrodą Hugo dzieła zgrabnie splatają się losy kilku bohaterów. Wiele ich dzieli – narodowość, status społeczny, poglądy – łączy zaś egzystencja w powojennej rzeczywistości, która ani dla przegranych, ani dla zwycięzców nie jest usłana różami. Równie ważne co ludzkie losy są dwie książki pojawiające się w życiu bohaterów. Pierwszą z nich jest I‑cing, zwana też Księgą Przemian, z której korzystał sam Dick podczas pisania. Postaci sięgają po nią w chwilach zwątpienia czy przed podjęciem ważnej decyzji. Drugi wolumin to „Utyje szarańcza”, powieść zakazana przez Rzeszę, opisuje ona bowiem świat, w którym to Stany Zjednoczone odniosły zwycięstwo nad państwami Osi. Rzeczywistość ta także daleka jest od tej znanej nam z lekcji historii.

Powieść koncentruje się na przedstawieniu wizji świata, w którym szarzy ludzie nigdy wojny nie wygrywają, niezależnie od tego, po jakiej stronie barykady się znaleźli. Na szczęście Dick nie wtłacza siłą czytelnikom swoich przemyśleń, a w książce próżno szukać patetycznych przemów, pochwały patriotyzmu czy gloryfikacji „amerykańskości”. Styl autora jest przystępny, pozbawiony udziwnień czy skomplikowanych metafor. Ułatwia to pojmowanie bogactwa treści i sprawia, że lektura ani przez moment nie jest zniechęcająca. Co nie oznacza, że nie należy zachowywać przy niej pełnego skupienia.

Na uwagę zasługuje nie tylko treść, ale i forma – ekskluzywne wydanie, którym dzięki wydawnictwu Rebis mogą cieszyć się wszystkie wznowienia powieści Philipa K. Dicka. Każdy, kto zwraca uwagę na estetykę, zachwyci się twardą oprawą, dużym formatem, grubymi kartami, a przede wszystkim przepięknymi ilustracjami autorstwa Wojciecha Siudmaka.

Sięgnięcie po „Człowieka z Wysokiego Zamku” można polecić każdemu, kto nie miał jeszcze przyjemności zapoznać się z twórczością Dicka, a także wszystkim niebędącym fanami typowego science-fiction. To jedna z tych nielicznych książek, których wady – o ile w ogóle istnieją – stają się całkowicie nieistotne i niewidoczne podczas lektury. Poznawanie tej wielowątkowej, wielowarstwowej powieści to prawdziwa uczta dla gustujących w pozycjach bardziej ambitnych, a jednocześnie, ze względu na gustowne wydanie, rozkosz dla oka.

  • Tytuł: Człowiek z Wysokiego Zamku (The Man In The High Castle)
  • Autor: Philip K. Dick
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Seria wydawnicza: Dzieła wybrane Philipa K. Dicka
  • Rok wydania: 2011
  • Liczba stron: 336
  • ISBN: 978-83-7510-568-1


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

  • I ozdoba dla półki. Ach a jak się jeszcze pomyśli o półce wypełnionej skompletowaną serią wznowień Dick’a… :) Człowiek stoi i człowiek czeka, semestr się zaczyna więc cienkie lektury będą teraz mile widziane, wiec już niedługo pewnie się za niego zabiorę.

  • Zaległych Dicków na półce niestety nie mam, ale niebawem powinien przyjść „Valis”, potem jego dwie kolejne części, a potem pewnie „Doktor Bluthgeld” i „Przez ciemne zwierciadło”. Dzięki tej serii uwielbiam nie tylko Dicka, ale i pana Siudmaka, autora ilustracji. Oby Rebis wydał jak najwięcej tytułów!

  • Zaraz, zaraz przecież Boża Inwazja i Transmigracja nie zostały jeszcze chyba wydane, a tym bardziej Zwierciadło. Teraz chyba ma się ukazać Valis jeśli już go czasem nie ma, potem Doktor i Inwazja o ile dobrze kojarzę. Niech wydaje ale nie musi się śpieszyć, mam już od groma planów czytelniczych i zakupowych. Poza tym Rebis mógłby się ruszyć z dwoma ostatnimi tomami cyklu „Pamięć, Smutek i Cierń” bo jakoś nic nie słychać, a na maila mi nie odpowiedzieli :/

  • Odnoszę się do zapowiedzi, które były drukowane w wydanych już powieściach Dicka i na promocyjnych zakładkach. :) „Valis” już wyszedł i spodziewam się, że w ciągu tygodnia albo dwóch do mnie trafi. „Boża Inwazja” jest w zapowiedziach, będzie w październiku, a „Doktor Bluthgeld” ma już okładkę, słyszałam pogłoski o listopadzie (choć nie były to pogłoski bezpośrednio od Rebisu, tak więc nie można im w pełni zaufać ^^).

  • A no fakt. Inwazja tez ma już okładkę ;) Mam nadzieje, że Dick nie zniknie zanim wezmę się do jego kolekcjonowania. Trzy pierwsze tomy są, ale jak mówiłem teraz przerzucam się na UW, więc będzie musiał poczekać. Jednak tego typu serie mają to do siebie, że lubią czasami robić psikusy :P

  • Jest szansa, że nie zniknie. :) Równie piękne wydanie „Diuny” Rebisu, które zaczęło wychodzić w 2008 roku, wciąż całe dostępne. Tak więc mam nadzieję, że Dicka też wydrukowali odpowiednio dużo.

    Chociaż muszę przyznać, że też często się na tym łapię – kupić na gwałt, czy może poczekać, zdążę, nie zdążę? A różnie z tymi książkami bywa, bo jedne leżą, a inne w tajemniczy sposób się kończą i nigdy nie wiadomo, co robić.

  • Diuna to cykl tego mają pod dostatkiem, a z seriami wydawniczymi nigdy nie wiadomo. Tak przynajmniej mnie się wydaje.

    Tak właśnie. Teraz doszedłem do wniosku, że to na co odkładałem może poczekać, tegoroczne premiery mogą się być później w promocjach, więc trzeba się skupić na tym co może zniknąć. Ale i tak pewnie kupie to co będzie leżeć, a to czego nie zdążę zniknie. ;)

  • Teoretycznie to od roku sobie obiecuję, że koniec z kupowaniem, przynajmniej zanim nie przeczytam choć części z tego, co już czeka na półkach. A potem tak mi szkoda, że coś się skończy i nie będzie, albo też nagle trafia się jakaś wyjątkowa promocja… i wszystkie plany biorą w łeb.
    Te trudy codziennego życia książkomaniaków! :D

  • Nie, nie ja sobie absolutnie nie obiecuje, że kupować nie będę, to by było bez sensu. Nie przeszkadza mi jeśli leżą na półkach nieprzeczytane książki, mam dzięki temu większy wybór. Wielkim sukcesem byłoby gdyby udało mi się kupić wszystko co obecnie mam w planach czytelniczych, drugim ogromnym sukcesem byłoby gdyby udało mi się to przeczytać. Marzy mi się chwila, w której z czystym kontem będę mógł poszukiwać nowych książek bez wiszących nade mną stert „do przeczytania” i „do kupienia”, ale obawiam się że taki moment nigdy nie nastąpi. ^^

  • Cóż, mnie już się wszelkie możliwe regały pokończyły, a tych ‚do wyboru’ mam na tyle dużo, że powinno wystarczyć na trzy lata. :D Ale oczywiście nie łudzę się, że niczego kupować nie będę, bo i kolejne Uczty, i wszelkie wydania ‚ekskluzywne’ typu powieści Dicka, są nie do odpuszczenia. :D

  • Dicki, UW, Lem od Gazety Wyborczej i podobne serie są obowiązkiem każdego fantastoksiążkoholika ^^ Wiesz przy moim tempie czytania to też zaplanowane książki zajmą mi najbliższe 2-3 lata. A w tym czasie, wyjdą kontynuacje rozpoczętych książek, wpadną w oko nowe ciekawe i będzie się to tak ciągnąć w nieskończoność. :/

  • Ale to dobrze! Zawsze będzie co czytać! :)
    Jeszcze Solaris ma całkiem interesującą serię klasyków sf, wydawaną w twardych oprawach, m.in. z Aldissem, Heinleinem, Silverbergiem czy Nivenem. Kiedyś chętnie się na nią skuszę, o ile jeszcze będzie dostępna.
    A Lema nie mam i nad tym ubolewam, bo ogólnie lubię wydania z Wyborczej, choćby książek z XIX i XX wieku. Może kiedyś uzupełnię. :)

  • Ale ja i tak znajdę coś do czytania. Chce w końcu złapać króliczka! Męczy mnie niekończąca rosnąca wciąż lista książek. A to tylko fantasy i sf, a mógłbym się jeszcze zaczytywać w powieściach grozy albo thrillerach pewnie, lub nie jednej wybitnej książce z innych gatunków. Już teraz ten stos mnie przygniata.

    Seria Klasyka sf? Może kiedyś ;) Z Solarisu mam na oku tylko Kroniki Majipooru Silverberga.

    Lema mam tylko pierwsze 16 tomów, drugiej droższej części jeszcze w swoje ręce nie dostałem. Ale lektura Lema jest przeznaczona na bliżej nieokreśloną przyszłość więc nie śpieszy mi się z uzbieraniem go.

  • To wszystko przez to, że jest tak dużo dobrych książek! I tak mało czasu na wszystkie.
    A fantastyka to niestety tylko wierzchołek góry lodowej, w moim przypadku to może tak z połowa biblioteczki, a jeszcze jest klasyka, jeszcze współczesna literatura piękna, od czasu do czasu jakiś kryminał czy thriller. Coś czuję, że zawsze mi na to wszystko będzie brakowało półek. :D

  • Więc bardzo się cieszę, że olewam inne gatunki póki co. Trzeba iść na kurs szybkiego czytania. Średniej grubości książka na 1-2 dni to by było coś ^^

  • Robiłam sama kurs szybkiego czytania, kilka lat temu. :D Nie wiem, czy coś pomogło, chyba zawsze dość szybko czytałam. Co nie zmienia faktu, że czasami i tak nie ma kiedy, choćby się było mistrzem prędkości, bo nie ma tego czasu skąd wygospodarować.
    Tym akcentem chciałam pożegnać ostatni dzień ostatnich wakacji w moim życiu. Byle do emerytury! Wtedy będzie od groma czasu na czytanie. ^^

  • A ja nigdy szybko nie czytałem i być może taki kurs by mi się przydał. Ho ho no to taka trochę tragedia bym powiedział. Ja na szczęście tylko do następnego roku ;) Może i czasu będzie, ale po pierwsze będzie więcej książek, znacznie więcej, no i znacznie mniej życia pozostanie bo nie znasz dnia ani godziny. Poza tym nie wiadomo czy wzrok i chęci na to pozwolą. Tak wiem, jestem pesymistą.