TOP 5: Choroby w literaturze

By | 15 lutego 2014

Jeśli ktoś wątpił w pokłady mojej kreatywności dotyczące cyklu TOP 5, może teraz pokajać się i przetrzeć oczy ze zdumienia. Inspirując się własnym stanem chorobowym, postanowiłam przejrzeć swą pamięć w poszukiwaniu schorzeń najczęściej trapiących literackich bohaterów (a nierzadko także samych pisarzy). Okazało się, że to kolejny niezwykle szeroki temat, który można by zgłębiać w więcej niż jednym artykule. Na dobry początek więc ― pięć przypadłości przychodzących mi na myśl jako najciekawsze schorzenia książkowe.

TOP 5: Choroby w literaturze

1. Choroby psychiczne

By poznać szerokie spektrum chorób psychicznych warto udać się wraz z McMurphym do zakładu zamkniętego w „Locie nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya. Jeszcze nigdy wcześniej równie mocno nie kibicowałam chorym, co tym biedakom dręczonym przez Wielką Oddziałową. Do szpitala psychiatrycznego możemy zawitać także z Esther Greenwood w „Szklanym kloszu” Sylvii Plath, Susanną Kaysen w autobiograficznej „Przerwanej lekcji muzyki” czy kosmitą Protem w serii „K-PAX” Gene’a Brewera. Zakład dla niepoczytalnych przestępców stanowi z kolei scenerię „Wyspy tajemnic” (czy też „Wyspy skazańców” w starszym przekładzie) Dennisa Lehane’a. Szaleńcami niewątpliwie są także bohaterowie fantastycznej „Trojki” Stepana Chapmana. Nie zapominajmy też o tych cierpiących, których nikt do zakładu zamkniętego nie zaprowadził ― o popadającej w obłęd Ofelii w „Hamlecie” Williama Shakespeare’a (przy okazji warto też wspomnieć o bohaterze tytułowym, skutecznie udającym szaleńca) czy o Don Kichocie, oszalałym po przeczytaniu zbyt wielu romansów rycerskich. Z lektury powieści Miguela de Cervantesa płynie cenna nauka dla nas wszystkich ― czytanie w nadmiarze też może zaszkodzić!

Grafika na cześć Rorschacha - szaleńca co prawda nie z kart literatury, a powieści graficznej "Strażnicy"

Grafika na cześć Rorschacha – szaleńca co prawda nie z kart literatury, a powieści graficznej „Strażnicy” Alana Moora i Dave’a Gibbonsa (Źródło: nytimes.com)

2. Gruźlica

Gdyby nie gruźlica, nie byłoby romantyzmu. Trudno powiedzieć, czy częściej nękała bohaterów, czy też samych autorów. Gromadnie pisali o niej między innymi literaci francuscy, w tym Alexandre Dumas („Dama kameliowa”), Henri Murger („Sceny z życia cyganerii”) czy Viktor Hugo („Nędznicy”). Umierali nie mniej tłumnie, między innymi angielski poeta John Keats, niemiecki twórca Friedrich Schiller i nasz rodzimy romantyk Juliusz Słowacki (wyłamał się za to Adam Mickiewicz, który zmarł na cholerę), a do tego wszystkie trzy siostry Brontë ― Anne, Emily i Charlotte (choć w przypadku tej ostatniej biografowie mają wątpliwości). W późniejszych czasach gruźlica zabrała także Franza Kafkę, D. H. Lawrence’a czy George’a Orwella. Gruźliczym opus magnum jest jednak niewątpliwie dzieło późniejsze, opublikowana w 1924 roku „Czarodziejska góra” Thomasa Manna ― ta obszerna powieść osadzona w szwajcarskim sanatorium udowadnia, że nic nie napędza dysput filozoficznych równie dobrze, co śmiertelna choroba, zwłaszcza romantyczne suchoty.

Ben Whishaw jako umierający na gruźlicę John Keats w filmie "Jaśniejsza od gwiazd"

Ben Whishaw jako umierający na gruźlicę John Keats w filmie „Jaśniejsza od gwiazd” (Źródło: http://ferdyonfilms.com)

3. Zaraza

Choroba na skalę masową, przez którą z reguły umiera co najmniej połowa książkowych bohaterów. Szereg popularnych pandemii rozpoczyna Czarna Śmierć, panosząca się w Europie w XIV wieku. Pisali o niej choćby włoscy twórcy, jak Petrarka, a bohaterowie „Dekameronu” Giovanniego Boccaccia szukali schronienia przed plagą w leżącej na uboczu willi, gdzie wypełniali czas opowiadaniem sobie przeróżnych historii. Także w późniejszych wiekach epidemia dżumy regularnie trapiła mieszkańców całego świata, od Chin, Indii i Australii po Afrykę i część Ameryki. O spustoszeniach w algierskim Oranie pisał Albert Camus w „Dżumie”, choć ponoć wyolbrzymił ich skalę. Humorystycznie do sprawy wielkiej zarazy w Londynie, która ustała dopiero po słynnym pożarze w 1666 roku, podeszli Anglicy, którzy zamiast pisać poważną książkę postanowili stworzyć musical „Plague! The Musical” i radośnie pośpiewać o martwych szczurach. Ale to przecież Brytyjczycy. Nie zapominajmy też o epidemii cholery, stanowiącej tło w powieści Gabriela Garcii Marqueza „Miłość w czasach zarazy”.

Słynny strój XVII-wiecznego lekarza zajmującego się chorymi na dżumę (Źródło: http://kelseychavarria.com)

Słynny strój XVII-wiecznego lekarza zajmującego się chorymi na dżumę (Źródło: http://kelseychavarria.com)

4. Zaraza w wersji fiction

Zaraza to także bardzo chwytliwy temat dla fantastów, chętnie zsyłających pandemię w charakterze apokaliptycznego narzędzia przetrzebiającego ludzkość. W „Bastionie” Stephena Kinga w krótkim czasie na stworzoną przez wojsko odmianę grypy umiera ponad 99% ludzkości. W „The White Plague” Franka Herberta szalony naukowiec w ramach zemsty za doznane krzywdy wywołuje zarazę, na skutek której mają wyginąć wszystkie kobiety. W „Galapagos” Kurt Vonnegut wirusowo pozbawia płodności wszystkich mieszkańców Ziemi poza przypadkową grupą rozbitków na niewielkiej wyspie, którzy stopniowo ewoluują w fokopodobne stworzenia. Wirusy mogą też przy okazji wywołać plagę zombie ― jak w trylogii „Przegląd końca świata” Miry Grant (co oczywiście nie jest nowym pomysłem, przynajmniej dla nikogo, kto grał w „Resident Evil”) ― albo różnorakie odmiany wampiryzmu ― co z kolei uczynił Richard Matheson w „Jestem legendą”.

Wirus wywołujący apokalipsę zombie z reguły ma też skutki uboczne w postaci dewastacji zabudowy miejskiej (Źródło: www.acuityorg.com)

Wirus wywołujący apokalipsę zombie z reguły ma też skutki uboczne w postaci dewastacji zabudowy miejskiej (Źródło: www.acuityorg.com)

5. Choroba, której nazwy nie wolno wymawiać

Zaskakująco często książkowi bohaterowie chorują, ale nie wiadomo do końca, na co tak właściwie cierpią. Najczęściej dotyczy to słabujących niewiast ― wymieńmy choćby Beth March z „Małych kobietek” Louisy May Alcott czy Lady Katarzynę z „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen. Czasami przypadłość ta dotyka także chłopców, na przykład chodzącego o kuli Małego Tima w „Opowieści wigilijnej” Charlesa Dickensa czy Colina Cravena w „Tajemniczym ogrodzie” Frances Hodgson Burnett, który tak naprawdę na nic nie choruje, ale jest rozhisteryzowanym hipochondrykiem, na szczęście szybko uleczonym dzięki temperamentnej Mary. Pewnie nigdy nie dowiemy się, z czego wyleczyła się Esther, główna bohaterka „Samotni” Charlesa Dickensa ― choć współcześni badacze podejrzewają przede wszystkim czarną ospę. Jeszcze bardziej tajemnicza jest choroba uzależnionego od laudanum Ezry Jenningsa w „Księżycowym kamieniu” Wilkiego Collinsa. Nie ma wątpliwości, że ulubionym schorzeniem pisarzy epoki wiktoriańskiej były wszelkie choroby nienazwane, pozostawiające czytelnikowi pole do wyobraźni i budujące nastrój grozy.

Na cóż cierpieli nieszczęśnicy epoki wiktoriańskiej? (Źródło: http://www.kingscollections.org)

Na cóż cierpieli nieszczęśnicy epoki wiktoriańskiej? (Źródło: http://www.kingscollections.org)

Mam nadzieję, że nikt nie zarzuci mi patologicznego sposobu myślenia, ale choroby ― oczywiście te fikcyjne ― bywają równie intrygujące co inne motywy literackie. Przyznam też, że najbardziej fascynują mnie wszelkiego typu schorzenia mentalne i wizyty w zakładach zamkniętych. Może to znak, że i we mnie drzemią pierwiastki szaleństwa…?

  • I jeszcze syfilis :D Bo jak myślę o chorobach w literaturze i filmie, to mi staje przed oczami J. Depp w „Rozpustniku” (org. „The Libertine”).
    A co do szaleństwa – jest w każdym z nas. Polecam test plam, na których ja zawsze widzę dziwne rzeczy (mój wykładowca z psychologii przyglądał mi się szczególnie jak widziałam bizony i kanibali gotujących w kotle…). Ponoć te oryginalne plamy są zupełnie przypadkowe i tam nic nie ma – tylko nasza wyobraźnia.

    • Myślałam o syfilisie, czytasz mi w myślach. :D Ale do głowy przyszedł mi właśnie tylko „Rozputnik” (i ewentualnie kilka prawdziwych osób), a i Google za bardzo nie chciał pomóc w sprawie tytułów książek, więc odpuściłam. :)
      Po napisaniu notki przypomniał mi się jeszcze trąd, ale to może kiedy indziej. ^^

    • Rozpustnik chyba nie jest jakoś bardzo znanym filmem, może powinnam go jakoś wykorzystać na BH. A o trądzie nie pomyślałam, a przecież już od Biblii pojawia się w tekstach pisanych! Chociaż w sumie jakoś nie kojarzę go aż tak bardzo z żadnym tytułem (prócz „Trędowatej” której nigdy nie widziałam nawet).

    • O, napisz o „Rozpustniku”, chętnie sobie przy okazji odświeżę film (na Deppa dobrze się patrzy nawet wtedy, gdy odpada mu nos… :D).
      A „Trędowata” to akurat zmyłka. :) Ja kojarzę jeszcze, że Izoldę oddano trędowatym, a Tristan udawał trędowatego.

    • Ale zmyłka! No cóż, nie widziałam, nie czytałam (dobrze kojarzę, że to jakaś powieść była?) więc nie mam pojęcia o czym to jest.
      Myślę, ze samego „Rozpustnika” chętnie bym z czymś połączyła, żeby było ciekawiej ;) I chyba nawet wiem z czym, ale nie będę zdradzała moich sekretów.

    • Dobrze kojarzysz, powieść Heleny Mniszkówny, wydana na początku XX wieku. Doczekała się aż trzech ekranizacji filmowych i jednego serialu, chyba jakiś rekord naszego kraju. :D Ja może nawet kiedyś się skuszę, ale raczej w dalszej przyszłości.

    • O serialu wiedziałam, i była też jakaś polsatowska kontynuacja kilka lat temu chyba. Ja jeśli się skusze, to na powieść – mam taki plan trochę poczytać polskiej powieści z początków XX wieku, bo to raczej okres którego z reguły się nie czyta. Nawet na studiach jakoś to minęłam (kiepski program na licencjacie, a na magisterce to już powinnam znać).
      I jak zwykle gdzieś popłynęłam komentarzami z daleka od notki :D

  • Agata

    A myślałam, że już Ci się pomysły skończyły :P Na taki temat to bym chyba nie wpadła :) Odnosząc się do komentarza Kali – chorób wenerycznych mi zabrakło, no chyba że wliczamy je do chorób, których nazw nie wolno wymieniać :D

    • Hmm, tak myślę i myślę – i nie bardzo mogę skojarzyć jakieś konkretne książki! Albo ich nie czytałam akurat, albo mam jakąś dziurę w pamięci. Ale jeśli kiedyś nazbieram materiał, to postaram się o STD osobno napisać, w sumie dość chwytliwy temat. :D

  • Megapodius

    Jeśli chodzi o choroby to Jeff Vandermeer wydał antolgię opowiadań o nieistniejacych chorobach, ale na polski przetłumaczono chyba tylko teksty Gaimana i Mieviella (Przez Chwilę mi się wydawało że napisal coś do niej Pratchett, ale jego tekst był niezależny, na konwent)
    PS też zabrakło według mnie chorób wenerycznych na liście. Nie wiem też czy może do chorob psychicznych pasować Narrenturm.

    • Jak pisałam Agacie, nie potrafię sobie w tej chwili przypomnieć, kto z bohaterów literackich cierpiał na chorobę weneryczną. Ale zrobię kiedyś research na ten jakże chwytliwy temat i napiszę coś oddzielnego, jeśli zbierze się dość materiału. :)

  • Kalevala

    Zapomniałaś o globusie Emilii Korczyńskiej! Z tym, że zdecydowanie zaliczyłabym tę przypadłość do pierwszej kategorii.

    • Aż wstyd, ale „Nad Niemnem” znam tylko z ekranizacji, lektury się nie podjęłam. A globus kojarzy mi się ze skeczem Kabaretu Moralnego Niepokoju o tejże powieści, gdzie faktycznie wykorzystano globus… :D Próbowałam znaleźć na YT, ale jak na złość coś nie mogę!

    • Kalevala

      Obawiam się, że nie Ty jedna :D Ja nie podołałam w liceum, czego trochę żałuję, bo pewnie nie zabiorę się już nigdy. Ale ekranizację wspominam nadspodziewanie miło!
      Jeśli chodzi o ten skecz, to to była chyba seria „Historia literatury polskiej”, czy coś w tym stylu. Bez globusa nie mogło się obejść!

  • Z punktu o chorobach psychicznych przeczytałam wszystkie oprócz „Trojki”… Powinnam się martwić? ;) „Lot…” uwielbiam swoją drogą. Genialna robota, zarówno z książką jak i z filmem. Ciekawy wpis, nigdy nie patrzyłam na literaturę przez pryzmat chorób, które w nich występowały.

    • Dziękuję. :)
      A jeśli pozostałe tytuły Ci się podobały, to myślę, że warto „Trojce” dać szansę. :)