Category Archives: Recenzje

Dinozaur i jego chłopiec ― The Good Dinosaur

By | 7 stycznia 2016

Mam problem z najnowszą produkcją Pixar Animation Studio. Tak, tego Pixara ― studia, któremu zawdzięczamy jedne z najambitniejszych hollywoodzkich animacji, takie jak „Wall-E”, „Up” czy ubiegłoroczny „Inside Out”. Tymczasem „Dobry dinozaur” spotkał się z zaledwie umiarkowanie ciepłym przyjęciem, także z mojej strony. Co poszło nie tak? Czy to kwestia wyłącznie zbyt wysokich oczekiwań widzów? Przeczytaj cały wpis.

The Winner Takes It All ― „Mamma Mia!” w Teatrze Muzycznym Roma

By | 30 czerwca 2015

Zacznijmy od kilku szczerych wyznań. Uwielbiam musicale, ale nigdy nie byłam fanką „Mamma Mia!”. Nie słucham Abby, choć nie przeszkadza mi to znać wszystkie największe przeboje grupy — bo któż ich nie zna! Nie lubię ekranizacji z Meryl Streep w roli głównej i uważam ją za jedną z najsłabszych filmowych realizacji dowolnego scenicznego tytułu. Ze spektaklu „Mamma Mia!” w Teatrze Muzycznym Roma wyszłam jednak zachwycona. Przeczytaj cały wpis.

Careful the wish you make, Wishes are children ― „Into the Woods”

By | 28 lutego 2015

Stephen Sondheim, jeden z najbardziej znanych kompozytorów i autorów tekstów do przedstawień musicalowych, pisze muzykę rozpoznawalną od pierwszej nuty. Nawet jeśli nie śledzicie broadwayowskich spektakli, ale kojarzycie choćby ekranizację „Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street” sprzed paru lat, to już po kilku dźwiękach otwierających „Into the Woods” poczujecie się jak w domu. Przeczytaj cały wpis.

I wody spadły na ziemię — „Noe”

By | 4 września 2014

Niedzielne popołudnie spędziłam z Noem. Zaczęło się od komiksu, skończyło na filmie. Jeśli moje zainteresowanie postacią biblijną wyda się któremuś z czytelników nieco dziwne ― przyznaję od razu, to wszystko wina Darrena Aronofsky’ego. Od reżysera i scenarzysty oczekiwałam stworzenia bohatera targanego wątpliwościami, wewnętrznie skonfliktowanego, budzącego współczucie, ale i dziwnie znajomego. A dostałam… Przeczytaj cały wpis.

Supercalifragilisticexpialidocious! ― „Mary Poppins”

By | 20 stycznia 2014

Jeśli nie należycie do osób chronicznie unikających czy to kina familijnego, czy to musicali, z sentymentem wracacie za to do produkcji Disneya z czasów własnego dzieciństwa, powinniście koniecznie zapoznać się z najcudowniejszą guwernantką świata literacko-filmowego. To także idealny przykład filmu, któremu nie zaszkodził upływ połowy wieku ― wciąż czaruje i zachwyca, a jego ścieżki dźwiękowej można słuchać nieprzerwanie. Przeczytaj cały wpis.

Magia dźwięku i obrazu — „Fantazja” & „Fantazja 2000”

By | 25 grudnia 2013

Obydwie „Fantazje” to wspaniałe widowiska, adresowane nie tylko do koneserów muzyki poważnej czy miłośników animacji studia Walta Disneya. Zamysłem twórców było zilustrowanie znanych utworów muzyki poważnej, powiązanie dźwięków z obrazami, oddanie nastroju kompozycji. Za ilustracje poszczególnych segmentów odpowiadali różni rysownicy, dzięki czemu każdy z nich wyróżnia się charakterystyczną kreską. Przeczytaj cały wpis.

Symfonia na sekstet — „Atlas chmur”

By | 9 listopada 2012

„Atlas chmur” nie mówi o niczym, o czym obyty widz tak naprawdę by od dawna nie wiedział. Jeśli więc ktoś oczekuje przesłania nowatorskiego, zaskakującego w ostatnich minutach — dołączy do głosów rozczarowanych, zarzucających obrazowi banał i miałkość. Dla mnie to jednak kinematograficzna Uczta Wyobraźni, niewiarygodnie piękna wizualnie, nowatorska w formie, finezyjna w łączeniu emocji, zachwycająca narracyjnie i wyśmienita aktorsko. Przeczytaj cały wpis.

Roztańczone papugi — „Rio”

By | 18 kwietnia 2011

Z seansu wyszłam w pełni usatysfakcjonowana. Rio nie jest filmem, który na nowo wynalazł koło w dziedzinie animacji. To produkcja sprawnie i zręcznie zrealizowana, z przepiękną oprawą audiowizualną, pełna akcji, żywiołowej muzyki i egzotycznego ptactwa. Jeśli odczuwacie animacyjny głód, nie możecie tego przegapić, a i ja pewnikiem za jakiś czas skuszę się po raz drugi, tym razem w wersji angielskiej. Przeczytaj cały wpis.

Goodbye blue sky — „The Wall”

By | 11 lutego 2011

Jeśli ktoś nie trawi twórczości brytyjskiej grupy, nie ma nawet po co oglądać „Ściany”. Dialogów prawie nie uświadczymy – cała treść zawarta jest w sugestywnym obrazie i tekstach utworów. Nie jest to film, który można w połowie przerwać, żeby zaparzyć herbatę. Ani taki, który można po prostu obejrzeć, odhaczyć na liście i zapomnieć. On zawsze będzie gdzieś w środku, czy się tego chce, czy nie. I dlatego też w mej prywatnej opinii ma rangę arcydzieła. Przeczytaj cały wpis.

Strona 1 z 212