Author Archives: Oceansoul

Mój pierwszy tysiąc filmów

Jak dobrze wiecie, maniakalnie tworzę wszelkiego rodzaju listy, prowadzę spisy, porządkuję dane w tabelkach, rysuję wykresy. Nie umknął więc mojej uwadze fakt, iż stuknęło mi właśnie tysiąc obejrzanych filmów. Ba, od dwóch tygodni pilnie śledziłam licznik, by jako tę jubileuszową pozycję spróbować obejrzeć jakiś wybitny tytuł, z którym się jeszcze nie zapoznałam. Plan się powiódł, pora na kolejny cel. Ale najpierw ― kilka refleksji.

tysiac

Tysiąc wydaje się z jednej strony dużą liczbą. Niewiele znam osób, które osiągnęły już taki wynik. Dobrze też wiem, ile lat zajęło mi dotarcie do tego miejsca. Pomyślcie tylko! Wypełniając roczne postanowienie „Stu czterech filmów”, potrzeba by blisko dziesięciu lat! A przecież dekadę temu oglądałam o wiele mniej niż obecnie. Równocześnie ― to przecież tak mało! Dobrze wiem, jak długa jest lista tytułów, których jeszcze nie widziałam. Jak łatwo byłoby mnie zagiąć klasyką czy nawet uznaną produkcją z lat 90. Z kinematografią po roku 2000 jest już trochę lepiej, co nie znaczy, że i wśród filmów z XXI wieku nie mogę sobie wytknąć karygodnych braków. Mogę i czynię to często.

Im więcej oglądam, tym bardziej jestem świadoma, ile jeszcze przede mną. Każdy obejrzany tytuł pociąga za sobą kolejny (albo i kilka kolejnych), które chcę wpisać na listę oczekujących. Trochę jak z głowami hydry, gdzie na miejsce każdej odciętej odrastają dwie nowe. Czuję się rozdarta, gdyż zbyt wiele tematów czy nurtów wydaje mi się interesujących i godnych uwagi, przez co tak naprawdę niewiele filmów mogę z marszu odrzucić. Ba, wraz z poznawaniem kolejnych obrazów mój gust, miast zawężać się, rozszerza się. Tematy, które kiedyś wydawały mi się nieinteresujące, dziś potrafią zaciekawić. Gatunki, od których stroniłam, zyskują przy bliższym poznaniu. A lista rośnie i rośnie.

Moją główną radość stanowi dziś jednak nie sama goła liczba, która tak naprawdę o niczym nie mówi, a fakt, iż obejrzałam tyle wspaniałych produkcji. Inspirujących, wzruszających, zabawnych, poważnych, relaksujących po ciężkim dniu. Równie mocno cieszy mnie to, że przede mną co najmniej dwa razy tyle świetnych filmów. Martwi zaś jedynie świadomość, że nigdy nie dam rady zobaczyć wszystkiego, co bym chciała, zawsze będą wypływać ― jak i powstawać ― kolejne godne uwagi dzieła. Życzę więc sobie z tego miejsca, by osiągnięcie drugiego tysiąca zajęło mi mniej czasu niż kolejne 26 lat ― powinno się udać! ;)

Książki na zesłaniu (+bonus)

Pod poprzednim wpisem z moją biblioteczką warszawską Agnieszka pytała o los książek wywiezionych ― mam bowiem taki zwyczaj, u podstaw którego leży skończona pojemność regałów i wolnego miejsca, że większość tytułów przeczytanych odwożę do Łodzi, gdzie mogą rozpychać się w biblioteczce rodzinnej bądź moim dawnym pokoju. Nie martwcie się jednak o los tych książek, krzywda im się nie dzieje! Na dowód tego postanowiłam zaprezentować Wam dzisiaj, jak wygląda ta tajemnicza, nigdy wcześniej nieprezentowana część mojego księgozbioru na zesłaniu.

Regał I.

2014-05-10 regał1

Czyli regał stojący w moim dawnym pokoju. Znajduje się tu większość książek moich ulubionych pisarzy, takich jak Ian McEwan czy Philip K. Dick. To tu stoją nie raz czytane przeze mnie cykle ― Wiedźmin, Narrenturm, Władca Pierścieni, Harry Potter. Tu też można wypatrzeć Diunę, której przeczytałam co prawda jedynie pierwszy tom, ale jakoś nie mogę zabrać się za kontynuacje, więc nie zabierałam ich na razie ze sobą. Tuż obok trzecie wydanie „Ślepowidzenia”, kilka powieści Gaimana. W innym miejscu Dukaj, Mendoza, Llosa czy pozycje z serii Nowa Fantastyka. Górne półki w części środkowej i prawej to w sumie cztery rzędy różnych mang, m.in. Fullmetal Alchemist czy Neon Genesis Evangelion. Ogółem ― prawie wszystko to, co widać na tym zdjęciu (pomijając przewodniki), mogę zaliczyć do przeczytanych.

Regał II.

2014-05-10 regał2

Regał drugi to już de facto biblioteczka rodzinna, którą częściowo przepchnęłam do drugiego rzędu, by zrobić więcej miejsca na zwożone przeze mnie książki. I tak widać tu sporo fantastyki, m.in. Piskorskiego, Wattsa, Sapkowskiego, Lovecrafta, Mieville’a czy Westerfelda. Kolorowe tytuły z serii Salamandra to kilkanaście powieści Jonathana Carrolla. Seria chudych, czarnych książeczek, to kryminały Agathy Christie. Jest też kilka pozycji z klasyki literatury ― Dostojewski, Sienkiewicz, Żeromski. Wreszcie, po prawej stronie, resztka pozycji historycznych, które kiedyś już czytałam, więc nie brałam ich ze sobą. Encyklopedie i słowniki pamiętające czasy, gdy nie było Wikipedii. Oraz sporo pustych miejsc, czekających na zwiezienie przeze mnie kolejnych przeczytanych już tytułów.

***

A teraz część bonusowa! Moreni zaprosiła mnie do udzielenia odpowiedzi na 11 zadanych przez nią pytań. A że te pytania brzmią interesująco, chętnie wezmę udział w zabawie, choć pozwolę sobie sama nikogo już nie nominować.

1. Wchodzisz do księgarni i widzisz na półce ostatni egzemplarz książki, której pożądasz. Już podążasz z nim do kasy, kiedy w drzwiach stają wiedźmin Geralt, Lara Croft, Daenerys, Voldemort i Darth Vader. Wiesz, że wszyscy przyszli po książkę, którą właśnie trzymasz. Masz sekundy na podjęcie decyzji. Co robisz?
Rzucam książkę w kąt (niech pozostali o nią powalczą, może być ciekawie!) i idę z Larą na pizzę, licząc na to, że opowie mi wszystko o swoich przygodach i będzie to początek pięknej przyjaźni.

2. Możesz posiąść jedną kompletnie bezużyteczną supermoc. Co by to było?
Nie do końca wiem, jak rozumieć tę kompletną bezużyteczność… Bo jeśli w ogóle bym ją wykorzystywała, to to zawsze jednak jakaś użyteczność, choćby niewielka. Ale cudownie byłoby móc uzupełniać kubek z herbatą za pomocą myśli.

3. Którego z książkowych zwierzaków chciał/abyś mieć i dlaczego?
Kota z Cheshire. Gdyż to kot, czyli jedno z najbardziej fascynujących stworzeń. W dodatku ten jest obłąkany, a że i ja też jestem obłąkana, to pasowalibyśmy do siebie.

4. Możesz zyskać jedną całkiem nową umiejętność, ale w zamian musisz poświęcić którąś ze starych. Jaką umiejętność byś wymienił/a i na co?
To strasznie zachowawcze z mojej strony ― ale raczej nie zdecydowałabym się na to. Nie potrafiłabym poświęcić niczego, co przez długi czas musiałam doskonalić.

5. Podczas wycieczki w górach gubisz się w jaskini. Widzisz w korytarzu jakiś odległy blask i idziesz w jego stronę. Okazuje się, że to nieprzebrane skarby… Kiedy dotykasz złotych monet, spostrzegasz, że z irytacją przygląda Ci się właściciel skarbów – Smaug. Co robisz?
Zupełnie szczerze komplementuję jego piękny głos, a potem próbuję ujść z życiem, obiecując Smaugowi sprowadzenie do jego leża gromady tłustych krasnoludów w zamian za puszczenie mnie wolno.

6. Wolał/abyś być elfem, krasnoludem, hobbitem czy orkiem?
Hobbitem! Koniecznie takim wyprawiającym często przyjęcia urodzinowe, z czystą norką pełną książek i zawsze pełną spiżarką.

7. Możesz przenieść się do dowolnie wybranego fikcyjnego świata książki, filmu, czy gry. To będzie podróż w jedną stronę. Który świat wybierzesz i dlaczego?
O, to proste! To będzie świat, w którym aktualnie przebywa Doctor ― który oczywiście zabierze mnie ze sobą do TARDIS i dalej będziemy wspólnie podróżować w czasie i przestrzeni!

8. Jaką postać uważasz za słodką do obrzydliwości?
Długo nad tym myślałam, ale żadna nie przychodzi mi do głowy. Może w swoich kulturalnych podróżach po prostu na nie nie trafiałam?

9. Jaka książka, która nigdy nie doczekała się kontynuacji, powinna ją mieć?
Cudownie byłoby przeczytać kolejną powieść ze świata „Wieków światła” i „Domu burz” Iana R. MacLeoda, aczkolwiek niekoniecznie kontynuującą losy już znanych czytelnikom postaci ― raczej losy świata przedstawionego.

10. A jaka ją ma i zdecydowanie nie powinna?
Wszelkie utwory tzw. ‚klasyki’, na których sto lat później ktoś próbuje zarobić, dopisując nędzne niedoróbki ― z powieściami Jane Austen na czele, które wybitnie upodobali sobie różnorakiej maści odcinacze kuponów.

11. Którą z nienakręconych ekranizacji książek chciał/abyś zobaczyć?
Trylogii „Lewiatan”, „Behemot”, „Goliat” Scotta Westerfelda. Zekranizowaną z rozmachem i ogromnym budżetem na efekty specjalne.

Oczywiście jeśli macie ochotę podać swoje typy – nic nie stoi na przeszkodzie! ;)

W przededniu Imperium Galaktycznego — „Roboty z planety świtu”, Isaac Asimov

"Roboty z planety świtu", Isaac AsimovNie jest łatwo powrócić po latach do tworzonego niegdyś cyklu. Przekonał się o tym każdy autor, w najlepszym razie zderzając się z nostalgicznym zawodem czytelników i narzekaniem, że „To już nie to samo, co wtedy”, w najgorszym zaś mierząc się z zarzutami o odcinanie kuponów i brak nowych pomysłów. Zdaniem niektórych odbiorców także Isaac Asimov nie uniknął tego błędu, a pisane po latach kontynuacje dwóch sztandarowych cykli, „Fundacji” i „Robotów”, w dużej mierze okazały się wtórne w stosunku do dzieł wcześniejszych i nie spełniły oczekiwań fanów. Czy faktycznie można podsumować w ten sposób „Roboty z planety świtu”? Moim zdaniem ― byłoby to krzywdzące i niezgodne ze stanem faktycznym.

Trzeci tom przygód Elijaha Baleya i Daneela Olivawa przenosi nas tym razem na Aurorę, ojczyznę pierwszego humanoidalnego robota. Poznany w „Pozytonowym detektywie” doktor Han Fastolfe pada ofiarą oskarżeń swoich politycznych przeciwników, wedle których miał jakoby dokonać zniszczenia Jandera Panella, drugiego po Olivawie pozytonowego robota nieodróżnialnego na pierwszy rzut oka od człowieka. Choć ‚robobójstwo’ nie jest uznawane za przestępstwo, reputacja naukowca wisi na włosku. Zdesperowany, postanawia poprosić o pomoc specjalistę od przypadków beznadziejnych ― dobrze znanego nam Ziemianina, cieszącego się sławą we wszystkich Światach Zaziemskich od czasu pomyślnego rozwiązania tajemnicy morderstwa na Solarii.

„Roboty z planety świtu” kontynuują niektóre z wątków i myśli przewodnich, jakie poznaliśmy w poprzednich odsłonach cyklu. Na kartach powieści spotkamy też starych znajomych, wśród których prym wiedzie Gladia Delmarre, jedna z głównych postaci „Nagiego słońca”. Solarianka nie jest jednak tą samą osobą, jaką pożegnaliśmy na końcu tomu drugiego; poznanie Elijaha oraz przeprowadzka do świata diametralnie innego od jej ojczystej planety wyraźnie odcisnęły na niej swoje piętno. Asimov próbuje wyobrazić sobie skutki przeniesienia osoby wychowanej w społeczeństwie pochwalającym izolację jednostki do tego stopnia, by kontakt z inną osobą napawał lękiem i obrzydzeniem, do środowiska swobodnie traktującego związki i sferę seksualną, gdzie mieszkańcy bez wstydu rozmawiają o wzajemnych cielesnych kontaktach. Z tej próby pisarz wychodzi zwycięsko, a socjologiczne aspekty powieści czyni równie interesującymi, co tok śledztwa.

Ewoluował także Baley; coraz lepiej radzi sobie z lękiem przed otwartą przestrzenią, a jego myśli częściej krążą wokół możliwości skolonizowania przez Ziemian niezbadanych jeszcze planet we wszechświecie. Z tą perspektywą zgadza się także doktor Fastolfe, przeciwnik wizji, w której to roboty przygotowują nowe światy zgodnie z potrzebami przyszłych mieszkańców. Koncepcja zaprzęgnięcia pozytonowych kolonizatorów, mająca licznych zwolenników, staje się przyczynkiem do snucia rozważań na temat podobieństwa ludzi i robotów. Czy tworzenie humanoidów, nierozróżnialnych na pierwszy rzut oka od człowieka, jest na dłuższą metę słusznym pomysłem? Czy neurony i pozytony to tak naprawdę wariacje tego samego mechanizmu, funkcjonującego identycznie w obu przypadkach? A może kolejny krok ― nieuchronne doprowadzenie do momentu, kiedy roboty zaczną w naturalny sposób sprowadzać na świat potomstwo ― to już zbyt daleko posunięta ingerencja w porządek świata?

„Roboty z planety świtu” to także kolejny punkt zwrotny w historii świata kreowanego przez amerykańskiego pisarza, zwiastun rychłego nastania Imperium Galaktycznego ― choć o niesprecyzowanym jeszcze kształcie. Czy zostanie ono zdominowane przez ludzi, czy też może przez roboty? To właśnie te pytania najbardziej intrygują, gdyż w trzecim tomie detektywistycznego cyklu, obszerniejszym od swoich poprzedników, śledztwo schodzi chwilami na dalszy plan, ustępując miejsca szerszemu obrazowi i dalekosiężnym skutkom podejmowanych decyzji. Podczas lektury nie odczułam jednak zawodu, a choć między powstaniem pierwszej i trzeciej odsłoną przygód Baleya i Olivawa minęło prawie trzydzieści lat, to Asimov niewątpliwie nie wypadł z formy.

  • Tytuł: Roboty z planety świtu (The Robots of Dawn)
  • Autor: Autor: Isaac Asimov
  • Cykl: Roboty
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Rok wydania: 2014
  • Liczba stron: 412
  • ISBN: 978-83-7301-385-8

-
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

Biblioteczka 2.0

Wiosenne porządki. Pojęcie znane każdemu, w większości domostw realizowane jednak na inne sposoby ― mycie okien, odkurzanie, pranie dywanów, przetrząsanie zawartości szaf, generalne sprzątanie wszelkiej powierzchni. Ja oczywiście zrobiłam po swojemu i korzystając z nadmiaru energii postanowiłam poodkurzać wszystkie książki, półki i regały. A przy okazji, skoro i tak cały księgozbiór musiał zostać przełożony, przetasować nieco ustawienie i porobić zdjęcia, by wiedzieć, co gdzie stoi ― tak niestety bywa, gdy ma się biblioteczkę w kilku rzędach i zbyt dużo woluminów, by ostatnie ustawienie spamiętać. W konsekwencji więc mogę przedstawić Wam aktualizację swoich półek i zaprezentować przynajmniej część swoich zbiorów (pozostała część wciąż mieszka w Łodzi). Zapraszam na wycieczkę! (A wszystkie zdjęcia można powiększać kliknięciem).

Regał I.

2014-04-27 r1 całość

W skrócie mówiąc, jest to regał, na którym przeważa fantastyka. Znalazło się na nim także kilka kryminałów i powieści historycznych, które z jakichś przyczyn kiedyś na nim postawiłam ― i tak już zostało. Jest to niestety regał prawie w całości wypełniony, więc nie mam pojęcia, gdzie postawię kolejne tomy. W teorii to oczywiście świetny powód, by ograniczyć zakupy, ale czy kiedykolwiek mnie to powstrzymało? No właśnie… Tak więc i teraz się nie łudzę.

Półka I.

2014-04-27 r1.p1-1

Sekcja tylna najwyższej półki, czyli książki najwyższe. Wydawnictwowo ― pełen miszmasz, choć warto odnotować, że mój księgozbiór Amberu to prawie wyłącznie dzieła Tolkiena. Stojąca na skraju biografia Dicka to lokator tymczasowy, a wszystkie powieści mojego ulubionego pisarza zdążyły już wyjechać do Łodzi.

2014-04-27 r1.p1-2

Sekcja przednia najwyższej półki. Książki Tolkiena o mniejszych gabarytach, dużo Dukajów (na liście zakupów zostały mi już tylko dwa tytuły) i tymczasowy Asimov. Cykl „Fundacja” to w obecnej chwili 7 z 10 tomów ― jak tylko brakujące doczekają się dodruku, natychmiast wezmę się do lektury, po czym wywiozę całą serię do drugiego domu, gdzie zajmie miejsce obok „Robotów”.

Półka II.

2014-04-27 r1.p2-1

Duże gabaryty i, pomijając Mieville’a i Gaimana z końca, tło historyczne z dawnych wieków. Teoretycznie większość tych książek mogłaby znaleźć się na innym regale, ale to może przy kolejnych manewrach.

2014-04-27 r1.p2-2

Jedyna półka z dziurą. Z dziurą nieprzypadkową i czekającą na serię, której wyglądam od co najmniej trzech lat. Mowa rzecz jasna o „Cyklu barokowym” Neala Stephensona ― mam nadzieję, że ta pokaźna luka okaże się wystarczająca. Obok oczywiście inne powieści tegoż autora, a z drugiej strony nie mniejsze tomiszcza Dana Simmonsa. I kilka przypadkowych wypełniaczy. Swoją drogą, ciekawe, czy Wydawnictwo Literackie dokończy kiedykolwiek wydawanie „Gormenghasta”…

Półka III.

2014-04-27 r1.p3-1

Niestety, proszę Państwa, od tego momentu książki leżą. Nie wygląda to najpiękniej, wiem o tym, ale żadne inne rozwiązanie na ten moment niestety nie wchodzi w grę. Mamy tu przede wszystkim całą kolekcję dzieł Lema, prócz tego śliczną edycję powieści Adama Wiśniewskiego-Snerga z obrazami Beksińskiego na okładkach, a na końcu serię wydawniczą NCK Zwrotnice Czasu (brakuje mi niestety tomu 4. i 12.).

2014-04-27 r1.p3-2

Pozycje od Powergraphu ― zarówno seria Fantastyka z plusem, jak i Kontrapunkty. Do tego powieści Mieville’a (te, których jeszcze nie czytałam; pozostałe wywiozłam) i dwa cykle od Solarisu, czyli Rakietowe Szlaki i Kroki w Nieznane. W przypadku tej drugiej brakuje mi tomu najnowszego (czekam na jakąś korzystną okazję do zakupu) i pierwszego (którego już chyba nigdy nie kupię, gdyż ceny na rynku wtórnym są chore, a dodruku w pasującej szacie graficznej z pewnością nie dożyję).

Półka IV.

2014-04-27 r1.p4-1

Znów Solaris, tym razem pozycje w miękkich oprawach, na czele z Silverbergiem. Jest też oczywiście Shepard, Heinlein czy Crowley. Do tego dwie książki Piskorskiego, trylogia Hoddera i dziesięć książek Kinga, w tym osiem tomów Mrocznej Wieży. Sama zawartość tego rzędu zapewniłaby mi pewnikiem rok lektury.

2014-04-27 r1.p4-2

Zaczynamy od zdobyczy z taniej książki ― Sandersona, Carey i Aldissa. Na deser Burgess, w tym „Mechaniczna/Nakręcana Pomarańcza” w dwóch wersjach. Następnie ciąg dalszy książek z Solarisu ― z miękkich opraw trylogia Forda, a potem zestaw twardookładkowej Klasyki SF. Brakuje mi raptem dwóch pozycji ― najnowszej, wydrukowanej z pustym grzbietem (liczę, że kiedyś jednak pojawi się dodruk, już normalnie wyglądający), oraz „Obcego w obcym kraju w Heinlena”, którego dodruk niegdyś zapowiadano (nie polowałam więc na aukcjach), a potem się na czytelników wypięto. Mam więc nadzieję, że tę znaną powieść wznowi kiedyś jakieś inne wydawnictwo, gdyż obecne ceny na rynku wtórnym są zdecydowanie zaporowe.

Półka V.

2014-04-27 r1.p5-1

Tu książki stoją niestety w różne strony, niekoniecznie przodem do oglądającego, stąd taki dziwny zlepek zdjęć. Na najniższej półce regału mamy wszystko to, co nie zmieściło się wyżej. Między innymi dwa cykle Robin Hobb (ten brakujący już przeczytany i wywieziony), Clarke’a, Moon, Krajewskiego (który na dobrą sprawę też powinien zostać stąd zabrany) oraz książki z Runy i Fabryki Słów dorwane w taniej księgarni.

2014-04-27 r1.p5-2

I druga porcja zbiorów, które nie zmieściły się nigdzie indziej ― trochę pozycji z Maga, część tytułów ze skasowanej serii Nowa Fantastyka wydawnictwa Prószyński (przeczytane wywiozłam), cykl „Temeraire” Naomi Novik, Lovecraft, Poe, Grabiński.

Regał II i III.

2014-04-27 r2i3 całość

Jako że te dwa regały stoją obok siebie i niektóre pary półek tworzą w poziomie całość, zajmę się nimi za jednym zamachem. Są to regały przeznaczone na wszystko to, co fantastyką nie jest. Choć to oczywiście kłamstwo, gdyż wśród serii wydawniczych znajdują się tu typowo fantastyczne pozycje, inne pozycje zaś trudno jednoznacznie sklasyfikować. Czasem przeważała także dominacja jakiegoś wydawnictwa na danym regale czy fakt, że na regale przeznaczonym dla fantastyki wolnego miejsca już właściwie nie ma.

Półka I.

2014-04-27 r2i3.p1-1

Na samej górze z tyłu dominują książki związane z językiem polskim ― różnej maści słowniki, poradniki, podręczniki. Pozycje lingwistyczne ustępują następnie miejsca biografiom.

2014-04-27 r2i3.p1-2

Przód górnej półki. Zaczyna się od książek dużych (Schiller, Shakespeare), później mamy dość przypadkowy zbiór pozycji, dla których nie znalazłam lepszego miejsca, a potem następuje ciąg dalszy biografii, dzienników, listów. Każdorazowo nie mogę też przestać się zachwycać tym kolorowym Gombrowiczem, który rozświetla całą półkę. Przydałyby się równie ładne wydania wszystkich dzieł Mrożka!

Półka II.

2014-04-27 r2i3.p2-1

Kolejna półka to pozycje anglojęzyczna i ogółem szeroko pojmowana klasyka. Po lewej stronie głównie proza kobieca ― siostry Bronte, Elizabeth Gaskell i Jane Austen. Po prawej stronie ― seria klasyki XX wieku wydana przez Agorę.

2014-04-27 r2i3.p2-2

Klasyki ciąg dalszy. Steinbeck, Woolf, James, Austen ― same wielkie nazwiska. W dodatku jest to półka perspektywiczna, z możliwością rozwoju. Wszystko za sprawą wydawnictwa Prószyński, raczącego czytelników kolekcjami dzieł Johna Steinbecka i Henry’ego Jamesa. Z prawej strony mamy zaś kolejną serię Agory, tym razem składającą się z uznanych XIX-wiecznych tytułów.

Półka III.

2014-04-27 r2i3.p3-1

Regał po lewej to historia w stanie czystym ― zarówno cykl Historia powszechna wydawnictwa PWN, jak i prawie wszystkie książki Normana Daviesa. Po prawej mamy zaś powieści historyczne, w przeważającej mierze skoncentrowane na historii Anglii. Wyraźna dominacja Książnicy.

2014-04-27 r2i3.p3-2

Więcej historii. Zaczynamy od dziejów Stanów Zjednoczonych, by potem przejść do Wysp Brytyjskich. Tuż obok „biografie” miast, a na zakończenie seria o współczesnej historii Polski. Półka po prawej kontynuuje tematykę historyczną, ale poświęcona jest starożytności ― mamy tu poczet faraonów i cesarzy rzymskich, a potem cykl profesora Kubiaka o Grekach i Rzymianach. Tom trzeci, mający ukazać się niebawem, uzupełni pozostawioną lukę. A reszta półki to pozycje z wydawnictwa Albatros z serii literatura światowa.

Półka IV.

2014-04-27 r2i3.p4-1

Tylna część czwartej półki to pełen miszmasz. Różni autorzy, różne wydawnictwa, zarówno klasyka, jak i literatura współczesna. Najbardziej wyróżnia się chyba seria Arcydzieł Literatury z Zielonej Sowy.

2014-04-27 r2i3.p4-2

Półka czwarta z przodu to z kolej głównie mieszanka trzech wydawnictw: Znaku, Albatrosa i Rebisu. Od Dostojewskiego i Joyce’a, przez Llosę i Puzo, po McEwana, Hellera, Salingera, Vonneguta, a nawet Dicka. Jedne z moich ulubionych półek!

Regał IV.

2014-04-27 r4.p1

Malutki regał, dwupółkowy. Większą jego część zajmuje mój komputer, drukarka, masa różnych teczek, zeszytów, skoroszytów ze studiów. Część biblioteczkowa to także pozycje naukowe ― podręczniki do języków, publikacje poświęcone tematyce moich studiów i sporo słowników (które obecnie, odkąd porzuciłam karierę tłumacza, leżą odłogiem, aż smutno patrzeć).

Bonusowa komoda.

2014-04-27 r5.p1

Bonusowa, gdyż stosunkowo niedawno została zaanektowana jako przechowalnia książek. Na wierzchu dumnie prezentuje się Uczta Wyobraźni i nie planuję, by cokolwiek innego miało stanąć koło niej. To jedyne miejsce, gdy przynajmniej widać każdy tytułów i nie trzeba układać ich poziomo.

2014-04-27 r5.p2

Także jedna z części zamkniętych została wypełniona książkami. Znajdują się tu dwie półki ― górna to przede wszystkim pięknie ilustrowane wydania dziecięcej klasyki. Dolna ― mój raczkujący zbiór komiksów (choć jeszcze kilka pozycji mam w Łodzi) oraz książki specjalistyczne mojego tłumaczenia.

Koniec wycieczki! Mam nadzieję, że się podobało. :) Zwiedzać można także na żywo po uprzednim uzgodnieniu terminu. Nowe zbiory pewnikiem będą sukcesywnie przybywać. A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to może dorzucę do albumu także zdjęcia książek z Łodzi ― choć pewnie już tylko na fanpage’u, bez drugich rzędów. A teraz pora na zasłużony odpoczynek! Nawet nie potrafię opisać, jak męczące były te porządki!

Pisanie o niepisaniu

Proszę Państwa, mamy kryzys. Właściwie nie trzeba o tym głośno mówić, każdy choć trochę zainteresowany zdołał już samodzielnie aktualny stan rzeczy odnotować. Ale skoro nie piszę o tym, że piszę, to co szkodzi napisać, że nie piszę. A może nawet spróbować zdiagnozować ten stan rzeczy.

Otóż, moi drodzy, problem jest w gruncie rzeczy szalenie prosty ― mnie się po prostu nie chce pisać. Pisać, czyli wykonywać mechaniczną czynność klepania w klawiaturę. Nie opuściły mnie pomysły, nie brakło tematów. Skurczyły się za to zasoby czasu, zmienił mój tryb życia. I okazało się, że nie potrafię wykrzesać w sobie motywacji, by znalazło się w nim miejsce także dla regularnego i częstego pisania.

Z jednej strony wciąż pojawiają się w mojej głowie impulsy, które niegdyś rozpoczynały proces pisania tekstu. Można nazwać to weną, można pomysłem na wpis, można pewnie jeszcze jakoś inaczej. Tym razem jednak chęć przełożenia tego impulsu na konkretne działanie okazuje się znacznie mniejsza od chęci porobienia w tym czasie czegoś innego. Zabrakło mi motywacji, by przedkładać pisanie nad czytanie, oglądanie czy zwyczajny wypoczynek na koniec dnia lub podczas weekendu.

Szukam tej motywacji od dobrych sześciu tygodni ― i znaleźć nie mogę. Nie potrafię wymyślić żadnego powodu, dla którego miałoby mi się bardziej chcieć, dla którego pisanie miałoby być ważniejsze niż robienie w tym czasie czegoś innego. Równocześnie przeszkadza mi ten stan rzeczy i nie przeszkadza. Nie wiem, no nie wiem, co myśleć, i czy cokolwiek z tym dalej robić. Siedzieć i czekać? Jakoś się zmuszać? Nie pisać i mieć wyrzuty sumienia? Nie pisać i niczym się nie przejmować? A może poszukać jakiegoś innego kierunku pisania, który będzie mi się chciało realizować?

Nie spodziewam się, że ktokolwiek rozwiąże za mnie te dylematy albo udzieli mi odpowiedzi na pytania, z którymi sama nie potrafię sobie poradzić. Podejrzewam, że prędzej czy później zatęsknię jeszcze mocniej za blogowaniem ― ale równie dobrze może to nastąpić jutro, jak i za miesiąc czy pół roku. A przynajmniej tak w tej chwili to odbieram. Tak więc oświadczam, że żyję, nie zapomniałam o tym miejscu, i jeśli tylko znajdę motywację, to chętnie powrócę do częstszych publikacji. Tymczasem jednak oddaję się wzmożonej kulturalnej konsumpcji w formach wszelakich! W końcu jeśli do powrotu do stukania w klawiaturę nie natchnie mnie kultura ― to chyba nic innego też tego nie zrobi.

Wędrówka wśród arcydzieł — „Literatura Greków i Rzymian”, Zygmunt Kubiak

„Literatura Greków i Rzymian”, Zygmunt KubiakWydawnictwo Znak rozpieszcza ostatnimi czasy miłośników kultury antycznej. Po wznowieniu „Mitologii Greków i Rzymian” pióra cenionego znawcy, profesora Zygmunta Kubiaka, przyszła pora na nowe wydanie drugiej pozycji dotyczącej starożytności ― „Literatury Greków i Rzymian”. Przygotujcie się więc na daleką i długą podróż do świata poematów, elegii, hymnów, dramatów, dialogów i epigramatów.

Recenzowaną pozycję można by określić mianem przewodnika po najważniejszych zabytkach antycznej literatury. Rozpoczynamy od persony najbardziej znanej, Homera, aby następnie lawirować między kolejnymi wybitnymi Grekami i Rzymianami, wśród których nie zabrakło rzecz jasna takich sław, jak Hezjod, Safona, Ezop, Herodot, Wergiliusz, Owidiusz, Horacy. Są trzej wielcy dramatopisarze ― Ajschylos, Sofokles, Eurypides. Jest i sam Platon, a obok niego Marek Aureliusz czy święty Augustyn, przedstawiciele nurtu filozoficznego. Jak na eksperta przystało, Zygmunt Kubiak wprowadza do tego panteonu także miana mniej znane, acz niewątpliwie godne uwagi, choćby Alkajosa, Teognisa czy Filodema.

Każdy rozdział ma strukturę dwuczłonową. Najpierw następuje wprowadzenie autorstwa profesora Kubiaka, przybliżające czytelnikom daną epokę, życiorys twórcy czy twórców, a niekiedy i odpowiedni gatunek literacki. Nie ma ono jednak formy notatki encyklopedycznej; to raczej ciekawe wykłady, eseje czy gawędy, poświęcone określonemu aspektowi piśmiennictwa czasów starożytnych. Po wstępie autor prezentuje wybrane fragmenty poematów, wierszy czy utworów prozatorskich we własnym tłumaczeniu, ukazujące charakterystyczne zabiegi czy tematy szczególnie bliskie wspomnianym wcześniej pisarzom, poetom, dramaturgom bądź filozofom.

Nie należy zapominać o tym, jak wiele tekstów antycznych zostało zagubionych czy uległo zniszczeniu; inne popadły w zapomnienie; w przypadku jeszcze innej grupy badacze nie są zgodni co do ich autorstwa czy interpretacji. Zygmunt Kubiak przypomina nam jednak, dlaczego warto wracać do utworów sprzed wieków, jak wiele spośród tych najpierwszych tradycji literackich odbija się echem we współczesnych dziełach. Choć tok myślenia starożytnych nie zawsze jest dla nas prosty, to niektóre z podejmowanych zagadnień czy snutych rozważań okazują się ponadczasowe i aktualne także dla dzisiejszego odbiorcy. Wszystko to zaś podane kunsztownym i erudycyjnym językiem, stanowiącym dodatkową wartość publikacji.

Jeszcze przed rozpoczęciem tej pasjonującej, choć równocześnie wymagającej lektury, warto być świadomym faktu, iż autor od samego początku wrzuca czytelnika na głęboką wodę, zakładając, iż podchodzimy do tej pozycji z pewnym bagażem wiedzy nabytej wcześniej. Jednocześnie „Literatura Greków i Rzymian” jest tylko stacją pośrednią, nie zaś ostatecznym celem; jeśli chcemy prawdziwie zgłębić antyczne dzieła i sylwetki ich twórców, książka Zygmunta Kubiaka stanowi idealny drogowskaz pozwalający lepiej przygotować się na dalszą część wyprawy.

  • Tytuł: Literatura Greków i Rzymian
  • Autor: Zygmunt Kubiak
  • Wydawnictwo: Znak
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 692
  • ISBN: 978-83-240-2030-0

-
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak oraz Portalowi LubimyCzytać.

Robotyka a eugenika — „Nagie słońce”, Isaac Asimov

„Nagie słońce”, Isaac Asimov„Nagie słońce” jest drugim tomem popularnej serii Isaaca Asimova „Roboty”, łączącej kryminalną intrygę z otoczką fantastyki naukowej. W „Pozytonowym detektywie” pisarz przedstawił czytelnikom wizję przeludnionej Ziemi w przyszłości odległej o trzy tysiące lat. W kontynuacji przenosi nas z kolei na planetę diametralnie inną, i to właśnie obraz Solarii jest najmocniejszym punktem następnej powieści należącej do uznanego cyklu.

Ponownie spotykamy detektywistyczny duet w postaci cierpiącego na agorafobię Ziemianina Elijaha Baleya i jego auroriańskiego partnera, robota Daneela Olivawa. Tym razem przyjdzie im rozwiązać jeszcze bardziej złożoną sprawę niż poprzednim razem, w dodatku w zupełnie odmiennym, a pod pewnymi względami nawet wrogim, środowisku. Ofiarą morderstwa pada Rikaine Delmarre, solariański naukowiec, a jako że na jego ojczystej planecie próżno szukać osoby trudniącej się fachem oficera śledczego, rząd prosi o pomoc Ziemię, z którą pozostaje w napiętych stosunkach politycznych.

Jeszcze silniej niż w przypadku „Pozytonowego detektywa” Asimov kładzie nacisk na socjologiczne aspekty świata przedstawionego. Solaria to całkowite przeciwieństwo przeludnionej Ziemi ― każdy z dwudziestu tysięcy mieszkańców planety dysponuje własnym domem wzniesionym na ogromnej działce, a usługuje mu kilkadziesiąt robotów, których sumaryczna liczebność przewyższa liczbę ludzi dziesięć tysięcy razy. Z uwagi na duże odległości dzielące poszczególne wille społeczeństwo zaczęło prowadzić życie w izolacji, kontaktując się z innymi wyłącznie za pomocą holograficznych projekcji. Wraz z kolejnymi pokoleniami spotkania na żywo zaczęły uchodzić za coraz bardziej niewskazane i odpychające, a zwyczaje Solarian stały się zupełnie niezrozumiałe dla przedstawicieli innych cywilizacji.

Kwestie życia w izolacji i prognozowanie skutków nadmiernej robotyzacji to nie jedyne problemy, jakim przygląda się pisarz. Wraz z Elijahem czytelnik będzie mógł odwiedzić ośrodek zwany farmą, odpowiedzialny za utrzymywanie przy życiu poczętych płodów, który kojarzyć się może z podobną placówką przedstawioną na kartach „Nowego wspaniałego świata” Aldousa Huxleya. Asimov rozwija koncepcje eugeniki, jak choćby dobór jedynie najlepszych genów i tworzenie idealnego potomstwa, czy też selektywnego rozmnażania Solarian, muszących otrzymać stosowne pozwolenie, by móc zostać rodzicami. Następnie pisarz idzie o krok dalej i zastanawia się, jak na rozwój młodych osobników wpływa ich stopniowa izolacja od rówieśników, która po upływie kilku kolejnych pokoleń miałaby przekształcić się w całkowite odosobnienie, wdrażane od najmłodszych lat egzystencji.

To właśnie na zderzeniu dwóch całkowicie odmiennych kultur opiera się koncepcja „Nagiego słońca”; to w nim tkwi siła i największa wartość powieści. Autor nie boi się snuć śmiałych wizji i stawiać trudnych pytań, jednocześnie nie zapominając o wątku kryminalnym i umiejętnym wpleceniu socjologicznych rozważań w złożoną intrygę. Lepiej niż w przypadku pierwszego tomu Asimov poradził sobie ze skonstruowaniem ciekawych i niejednoznacznych postaci drugoplanowych, które nie odstają już tak mocno od dwóch protagonistów. Zagadka dotycząca tożsamości mordercy oraz próba przeprowadzania śledztwa w niesprzyjających detektywom warunkach przykuwają uwagę aż do zaskakującego finału. Choć inne tematy zdają się grać pierwsze skrzypce, nie zabrakło także charakterystycznej dla cyklu kwestii moralności robotów, a Baley raz jeszcze ― choć tym razem pod innym kątem, nie dublując swoich rozważań z „Pozytonowego detektywa” ― przygląda się możliwości popełnienia zbrodni przez maszyny ograniczone trzema prawami robotyki.

Jeśli pozostała jeszcze grupa czytelników nieprzekonanych do tego, że warto zapoznać się z prozą Isaaca Asimova i nie patrzeć podejrzliwie na odległą datę powstania jego wczesnych utworów, wysoki poziom „Nagiego słońca” powinien rozwiać ich wątpliwości. Powieść ta przeczy zasadom, wedle których kontynuacje często pozostają w cieniu pierwowzoru lub jedynie dublują znane wątki czy motywy ― tym razem otrzymujemy książkę jeszcze lepszą od swojej poprzedniczki.

W skrócie:
+ Jeszcze lepsza książka niż tom pierwszy
+ Wciągająca intryga
+ Robotyka, socjologia, eugenika
+ Zapadający w pamięć bohaterowie
– Mało kwiecisty styl
Ocena: 8+
Dane:
  • Tytuł: Nagie słońce (The Naked Sun)
  • Autor: Isaac Asimov
  • Cykl: Roboty
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 220
  • ISBN: 978-83-7301-384-1

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

TOP 5: Najpierw książka, potem film

Liczę dziś szczególnie na Wasze zrozumienie, wsparcie i napisanie mi, że nie jestem sama w swoich dylematach. Jak wiadomo, wszystkie gałęzie kultury rządzą się swoimi prawami, dysponują własnymi środkami wyrazu, sposobami opowiadania historii czy angażowania odbiorcy. Często sięgają jednak po te same fabuły, a nie pomylę się chyba, zgadując, że najpopularniejszym kierunkiem inspiracji jest przenoszenie literatury na taśmę filmową. Moja postawa wobec kolejności poznawania pierwowzoru i jego ekranizacji nie jest jednak spójna i zależy od wielu czynników. Czasami nie przeszkadza mi obejrzenie filmu w pierwszej kolejności; stosunkowo często ograniczam się wyłącznie do filmu, rezygnując z lektury. Ale zdarza się i tak, że książka ma bezwzględne pierwszeństwo i póki jej nie przeczytam, nie ma szans, bym skusiła się na seans. I właśnie tymi ostatnimi przypadkami zajmiemy się dzisiaj.

TOP 5: Najpierw książka, potem film

1. XIX-wieczna klasyka

Najważniejszym elementem książek, który siłą rzeczy ulega zatraceniu w ekranizacji, jest narracja i styl pisarski. W przypadku lektur kładących główny nacisk na fabułę nie jest to szczególną stratą; gorzej z tymi książkami, które czytam nie tylko po to, by poznać interesującą historię, lecz w celu zachwycania się słownictwem i kunsztem autora. Do tej kategorii zalicza się rzecz jasna wiele tytułów z różnych nurtów i podgatunków, ale najważniejszym są XIX-wieczne powieści, zazwyczaj opasłe, często ekranizowane więcej niż raz. W takich sytuacjach czuję potrzebę, by najpierw zapoznać się z pierwowzorem, a dopiero potem z kolejnymi wersjami filmowymi.

Przykłady: Anna Karenina, Dawid Copperfield, Rozważna i romantyczna, Targowisko próżności, Wichrowe wzgórza

Anna Karenina

2. Książka bardziej znana niż film

Często dzieje się tak, że choć film powstaje na podstawie książki, to w toku dziejów (albo i od razu) zyskuje większą sławę od niej. Zapewne każdy z nas nie jeden raz oglądał już obraz, nie mając pojęcia o tym, że kryje się za nim literacki pierwowzór. W takich przypadkach nie miewam wyrzutów sumienia, jeśli z książką zapoznam się w drugiej kolejności albo wcale. Jeśli to jednak powieść jest znanym dziełem, nierzadko zaliczanym w poczet najlepszych tytułów w danym nurcie, a jej ekranizacje, choć znane, nie dorównują jej popularnością czy uznaniem w oczach krytyków ― wolę najpierw poczytać.

Przykłady: Lolita, Moby Dick, Na wschód od Edenu, Solaris, W drodze

Na wschód od Edenu

3. Film uznawany za lepszy od książki

Kategoria może nie szczególnie obszerna, ale ciekawa. Istnieje bowiem grupa filmów, w przypadku której wszyscy doskonale pamiętają o tym, że książka była pierwsza. W powszechnej opinii to jednak ekranizacja uznawana jest za lepszą od swojego pierwowzoru. Mimo takich przekonań, często nie mogę jednak poskromić własnej ciekawości i i tak pragnę sprawdzić, na ile te plotki okażą się prawdziwe. A nie zawsze są. Na wszelki jednak wypadek ― gdyby inni mieli rację ― wolę zacząć od czytania, by dopiero potem przejść do oglądania, dzięki czemu lepsza pozycja zostanie na deser.

Przykłady: 2001: Odyseja kosmiczna, Czarownice z Eastwick, Przeminęło z wiatrem, Zielona mila

Przeminęło z wiatrem

4. Książka czeka już na mojej półce

Często bywa tak, w pierwszej kolejności sięgam po to dzieło kultury, które najpierw wpadnie mi w ręce. W tym przypadku liczy się także zakup książki, a nie sama lektura ― dlatego też jeśli jakaś powieść stoi już w mojej biblioteczce, czułabym się nie fair w stosunku do niej, zaczynając od filmu. Zresztą, co się odwlecze, to nie uciecze; filmów na liście „do obejrzenia” mam na tyle dużo, że jeśli kilka z nich (a jest to w gruncie rzeczy niewielki ułamek) będzie musiało poczekać dość długo, aż najpierw znajdę czas na przeczytanie odpowiedniej pozycji książkowej, nic się nie stanie.

Przykłady: Chłopiec z latawcem, Imię róży, Kopalnie króla Salomona, Śniadanie u Tiffany’ego, Złodziejka książek

Śniadanie u Tiffany’ego

5. Sztuki Williama Shakespeare’a

Najbardziej restrykcyjna, sądząc po nazwie, grupa, i chyba najdziwniejsza. W końcu dramaty ― utwory sceniczne, idealne do oglądania na deskach teatrów ― powinny równie dobrze sprawdzać się na ekranie. W przypadku wiernych wersji filmowych teksty dialogów pozostają przecież bez zmian, więc można by pomyśleć ― po co najpierw zapoznawać się z samym tekstem? W tym przypadku właśnie po to, by już go znać, a podczas oglądania móc skupić się na czymś innym niż samo poznawanie fabuły (a jeśli się jej dobrze nie zna, to jednak ona przykuwa w pierwszej kolejności uwagę). Zresztą, sprawdzałam na swoim przykładzie, oglądając zarówno te adaptacje, w przypadku których pierwowzory znałam, jak i te, które były dla mnie zupełnie nowe ― i inaczej odbierałam te z pierwszej kategorii, mogąc skupić się na interpretacji aktorów i zabiegach reżyserskich. Dlatego od tej pory: najpierw czytanie zaległych sztuk, dopiero potem ich ekranizacje.

Przykłady: Burza, Koriolan, Otello, Ryszard III, Tytus Andronikus

Otello

Jak ta kolejność wygląda w Waszym przypadku? Najpierw oglądacie czy najpierw czytacie? Może jest Wam to obojętne ― decyduje los i to, co pierwsze wpadnie Wam w ręce? A może, podobnie jak ja, kierujecie się dziwnymi zasadami, niekoniecznie zawsze logicznymi?

PS Wczoraj przekroczyłam granicę pierwszej setki udzielonych odpowiedzi na Ask.fm ― dzięki za zaangażowanie! :) Ten eksperyment zdecydowanie można uznać za udany. Jeśli macie ochotę bawić się dalej, to zapraszam do zadawania kolejnych pytań. Oraz do lektury dotychczasowych tematów, poświęconych przede wszystkim literaturze.

Robot na tropie — „Pozytonowy detektyw”, Isaac Asimov

„Pozytonowy detektyw”, Isaac Asimov

Jeśli po przeczytaniu zbioru opowiadań Isaaca Asimova „Ja, robot” sądziliście, że na temat pozytonowych mózgów i trzech praw robotyki wiecie już wszystko, popełniliście duży błąd. To był dopiero początek wyprawy przez historię koegzystencji ludzi i ich mechanicznych pomocników, na którą zabiera nas amerykański autor. W „Pozytonowym detektywie”, rozpoczynającym czterotomowy cykl o przygodach Ziemianina Elijaha Baleya i robota Daneela Olivawa, pisarz postanowił połączyć scenografię science fiction z klasyczną powieścią kryminalną. Mariaż ten okazał się nad wyraz udany.

Popełniono morderstwo. I to nawet nie na Ziemi, a w eksterytorialnym Kosmopolu, w dodatku nie na Ziemianinie, a na Przestrzeńcu. Zależności między naszą planetą w odległej o trzy tysiące lat przyszłości a Światami Zaziemskimi, na których żyją Przestrzeńcy ― potomkowie pierwszych ziemskich kolonistów ― należą do skomplikowanych, a wzajemne stosunki do napiętych. Przeludniona i technologicznie zacofana Ziemia musi podporządkowywać się zarządzeniom silniejszych i bogatszych graczy. Kiedy więc nowojorski detektyw Baley zostaje przydzielony do rozwiązania sprawy zabójstwa, mężczyzna nie może zaprotestować. Nawet w chwili, gdy jego partnerem zostaje humanoidalny robot.

Głównym elementem utworu wydaje się intryga kryminalna i próba wykrycia tożsamości mordercy. Jak w typowej powieści detektywistycznej, obserwujemy przebieg śledztwa ― poznajemy kolejnych podejrzanych, jeździmy na przesłuchania, zbieramy dowody, próbujemy wyciągać wnioski wraz z funkcjonariuszami. Co jakiś czas autor podsuwa nam mylne tropy, na które dają się złapać nie tylko czytelnicy, ale i główny bohater. Kreacja Elijaha w znacznym stopniu różni się od obrazu typowego protagonisty rozwiązującego zagadkę zbrodni ― Baley nie jest geniuszem, choć bystrości mu nie brakuje; popełnia błędy, traci kontrolę nad emocjami, innym razem pozwala dojść do głosu własnym uprzedzeniom. Do tego cierpi na agorafobię, w czym można doszukiwać się autobiograficznych naleciałości (Asimov bał się latać samolotami i był klaustrofilem).

Od zagadkowego morderstwa ważniejsze są jednak aspekty socjologiczne „Pozytonowego detektywa”. W skali mikro jest to przede wszystkim relacja Ziemianina i jego partnera, pierwszego humanoidalnego robota skonstruowanego przez ludzkość. Daneel Olivaw to śledczy idealny ― inteligentny, spokojny, a do tego niezdolny do skrzywdzenia człowieka z uwagi na obowiązywanie trzech praw robotyki. Nie czyni go to jednak pożądanym towarzyszem Baleya, negatywnie nastawionego do mechanicznych pomocników odbierających ludziom pracę, a przy tym szukającego możliwych luk w tych konstruktach. Detektyw niejednokrotnie będzie się zastanawiał, na ile możliwe jest popełnienie przestępstwa przez androida, a nieszczęśliwe położenie wielu Ziemian zrzuca na karb rosnącej robotyzacji.

Elijah Baley i Daneel Olivaw (Źródło: http://www.geeksofdoom.com)

Elijah Baley i Daneel Olivaw (Źródło: http://www.geeksofdoom.com)

Tak, jak dziś w wielu krajach można rozważać kwestie bezrobocia w powiązaniu z napływem imigrantów, tak u Isaaca Asimova tego typu problemy i konflikty dotyczą relacji człowiek ― robot. O ile słabo zaludnione Światy Zaziemskie zdają się czerpać pełnymi garściami z rozwoju robotyki, o tyle Ziemianie pozostają nieufni wobec technologicznych nowinek, a do pozytonowych kompanów odnoszą się z niechęcią czy wręcz jawną wrogością. Autor nie przeciwstawia jednak zacofanych ludzi perfekcyjnym maszynom, szuka raczej mocnych i słabych punktów obu stron, wykorzystując w tym celu rozmowy między detektywami, konfrontując ich definiowanie sprawiedliwości, moralności czy zła. Filozoficzne pogawędki wplatane w tok śledztwa to kolejny z mocnych punktów „Pozytonowego detektywa”.

Pierwsza powieść z cyklu poświęconego robotom to także przedstawienie futurystycznego ziemskiego krajobrazu. W świecie przyszłości Asimova miasta rozrosły się do niebotycznych rozmiarów kompleksów zasiedlanych przez dziesiątki milionów obywateli. Życie toczy się w hermetycznych przestrzeniach (stąd oryginalny tytuł powieści, „The Caves of Steel” ― jaskinie ze stali), a większość mieszkańców jest niezdolna do opuszczania ich i przeżycia w świecie zewnętrznym, w promieniach prawdziwego słońca, podmuchach prawdziwego wiatru. Mimo to Ziemianie odczuwają wyższość nad Przestrzeńcami, uważając życie według naturalnego rytmu wschodów i zachodów za zacofane i prymitywne. Wyjątek stanowi grupa „średniowieczników”, pragnących powrotu do uprawy roli czy takich zapomnianych wynalazków, jak okna. Jednocześnie Przestrzeńcy wywierają naciski na Ziemian, pragnąc zmusić ich do postępującej robotyzacji. Każda strona konfliktu ma swoje racje, a pisarz nie podpowiada nachalnie czytelnikom, po czyjej stronie powinni lokować sympatie.

Na tle wyrazistych, pogłębionych sylwetek pary głównych bohaterów znacznie słabiej wypadają z kolei postacie drugiego planu, którym Asimov nie poświęcił zbyt wiele uwagi. Nie jest to poważny mankament w ogólnym rozrachunku, ale czytelnikom przyzwyczajonym do lektur o większym rozmachu może nieco przeszkadzać kameralność „Pozytonowego detektywa”. Warto także zaznaczyć, iż pisarstwo Asimova wyróżnia przede wszystkim wizjonerstwo i pomysłowość, nie zaś stylistyczna wirtuozeria. Na rozbudowane opisy czy soczyste dialogi nie ma co liczyć ― jest prosto i rzeczowo, zwięźle i treściwie; na co zresztą po części wskazuje niewielka objętość tej jednowątkowej powieści.

Pewnej grupie odbiorców zapoznawanie się z twórczością Asimova może nastręczać jednak drobnych problemów ― motywy innowacyjne w latach 50. zdążyły zostać wykorzystane przez wielu następców amerykańskiego pisarza w ciągu kolejnych dekad, przez co dziś koncepcja współpracy ziemskiego detektywa z partnerem-robotem nie pachnie już taką świeżością. Moim zdaniem lepiej jednak powrócić do korzeni i zapoznać się z „Pozytonowym detektywem”, miast sięgać po nowsze ― i często gorsze ― realizacje tego pomysłu. Tym bardziej, że to dopiero początek wizji, która z tomu na tom coraz silniej rozkwita.

W skrócie:
+ Postacie pierwszoplanowe
+ Aspekty socjologiczne
+ Robotyka
+ Połączenie sf i kryminału
– Postacie drugoplanowe
Ocena: 8
Dane:
  • Tytuł: Pozytonowy detektyw (The Caves of Steel)
  • Autor: Isaac Asimov
  • Cykl: Roboty
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 236
  • ISBN: 978-83-7301-349-0

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

Strona 5 z 33« Pierwsza...34567...102030...Ostatnia »