Author Archives: Oceansoul

To be a prefix, or not to be? That is the question!

Wyobraźcie sobie wykładowcę tak nudnego, że od słuchania go ciekawsze staje się szukanie rozdwojonych końcówek własnych włosów i ukradkowe obcinanie ich nożyczkami. Następnie wyobraźcie sobie, że wykładowca ten wygląda niczym skrzyżowanie goblina ze złym elfem świętego Mikołaja, a jego wzrok wyraża myśl „W tym roku Świąt nie będzie, buhahahaha!”. A wreszcie wyobraźcie sobie, że siedząc przy biurku, porusza on głową do przodu i do tyłu niczym żółw, a potem wymachuje rękoma jak gałęziami wielkiego drzewa. I do tego te pytania, w stylu: And what about it?, albo też trzykrotne sylabizowanie LE-KSI-KA-LAJ-ZEJ-SZYN za każdym razem, gdy używa tego słowa.
Tak, oto obraz mojej gramatyki opisowej języka angielskiego, w skrócie zwanej GROPĄ.

Wnioski z dzisiejszego wykładu:
– końcówki moich włosów wołają o pomstę do nieba, koniecznie muszę je dzisiaj obciąć!;
– starzeję się nieuchronnie, czego niezaprzeczalnym świadectwem są znalezione dziś dwa siwe włosy, zgroza!; w tym tempie osiwieję przed trzydziestką!;
– powstrzymywanie śmiechu poprzez udawane kaszlenie bądź kichanie jest całkiem skuteczną metodą;
everything comes from somewhere – jakże odkrywcza myśl pana doktora, muszę chyba podumać nad jej głębszym sensem;
– przymiotnik od słowa bigos, gdyby weszło ono do języka angielskiego, brzmiałby bigosy;
– dobrze wyrobić sobie odruch szybkiego rozbudzania się na dźwięk swojego nazwiska, połączony z udawaniem osoby przytomnej i zainteresowanej tematem wykładu;
– gobliny są mistrzami sylabizacji.

*KJS = Katedra Języków Specjalistycznych – czyli ta cudowna jednostka, której podlega mój kierunek studiów. Zapamiętajcie ten skrót, gdyż z pewnością będzie pojawiać się tutaj wielokrotnie.

Triumwirat spostrzeżeń

Spostrzeżenie nr 1: pamiętaj, że jeśli zakładasz trampki w październiku, musisz zacząć zwracać uwagę na kałuże. Chodzenie po nich zgodnie ze starym zwyczajem i przyzwyczajeniem nie jest najlepszym możliwym pomysłem. Przynajmniej z punktu widzenia trampek.

Spostrzeżenie nr 2: pamiętaj, że bycie olewanym jest naturalną koleją rzeczy i należy przestać się temu dziwić. Jedyne, co wolno, to cieszyć się z tych chwil, kiedy olewanym się nie jest. Z kolei zastanawianie się nad powodem bycia olewanym nie ma sensu, gdyż nie prowadzi do żadnych wniosków – i tak pewnie nigdy nie zgadniesz, co jest tego przyczyną.

Spostrzeżenie nr 3: pamiętaj, że jeśli jedne drzwi prowadzące do sklepu ktoś zostawił otwarte, nikt nie wpadnie na to, iż można przejść też przez drugie drzwi. Wychodzący i wchodzący będą tłoczyć się przy tych otwartych na oścież. A potem zaczną się dziwnie i podejrzliwie przyglądać, kiedy ich ominiesz i otworzysz sobie te zamknięte.

If you ever find a moment, spare a thought for me

Prawdziwie Upiorny wieczór, na który wybierałam się przeszło rok, wczoraj wreszcie doszedł do skutku. I cóż rzec mogę? Otóż, Upiór w operze Teatru Muzycznego Roma to najlepsze przedstawienie, jakie w życiu widziałam. Pochwalić muszę dosłownie każdy element: grę, śpiew, aranżację muzyczną, nawet polskie wersje utworów, które brzmią naprawdę dobrze i naturalnie – a ja z założenia podchodzę sceptycznie do tego typu zabiegów i trudno mnie zadowolić – oraz, rzecz jasna, stronę techniczną. Jeszcze nigdy nie widziałam podobnego rozmachu w przedstawieniu teatralnym. Trudno mi powstrzymać zachwyty, choćby nad dekoracją czy pewnymi rozwiązaniami, jak ukazanie schodzenia do podziemi czy wspaniała scena spadania kryształowego żyrandolu na scenę. Co dość ciekawe, uwagę przykuwa nie tylko pierwszy plan, ale również drugi i trzeci – w tle dzieje się zwykle sporo i jest to równie dopracowane, co główna akcja. Szkoda tylko, że krzesła na widowni pamiętają jeszcze epokę króla Ćwieczka, a są tak twarde i niewygodne, iż siedzenie na nich przez prawie trzy godziny zakrawa o prawdziwie Upiorny koszmar.

Pamiętam, że miałam okazję widzieć filmową adaptację (tę z 2004 roku, w reżyserii Schumachera) jakiś rok temu, może trochę dawniej. Wówczas uważałam, że główna bohaterka, Christine, źle zrobiła, nie wybierając Upiora – bo przecież jakże blado wypada nudny Raoul przy tajemniczym i charyzmatycznym duchu opery. Za to po wczorajszym wieczorze wreszcie zrozumiałam, dlaczego. Co więcej, chyba się z tym wyborem zgadzam. Coraz bardziej dość mam już niepotrzebnych dramatów i po cichu tęsknię za stabilizacją. Za prostymi i jasnymi sytuacjami – o które wciąż tak trudno.

Na zakończenie – dwie wersje Think of Me / Wspomnij mnie, pierwszej piosenki Christine i zarazem mojego ulubionego fragmentu ścieżki dźwiękowej, której od wczoraj nie mogę przestać słuchać.

Think of me – Phantom of the Opera

Wspomnij mnie – Upiór w Operze

A new beginning always starts at the end

Najwyższa pora zacząć wszystko od początku.

Oswojenie się z tą myślą zajęło mi sporo czasu, ale wystarczy już planowania, założeń, czczych obietnic i wiecznego odkładania „na jutro”. Dość tego. Wbrew pierwotnym planom nie powracam, ale rozpoczynam raz jeszcze. Nie od zera, gdyż kilka elementów mojego dorobku również się tu przeniosło, ale jest ich na tyle niewiele, że mogę sobie pozwolić na wzmiankę o czystym koncie.

Niektórych może dziwić porzucenie miejsca, w którym byłam przez długie lata, skąd odchodziłam i dokąd wracałam. Przyznaję, że w pewnym sensie dziwi to także mnie, gdyż jeszcze kilka dni temu taka możliwość nie przemknęła mi nawet przez myśl. Ale w wyniku splotu pewnych wydarzeń i spontanicznie podjętych decyzji wylądowałam właśnie tutaj, na mojej własnej stronie, mojej i tylko mojej przestrzeni. Stronie, którą zawsze chciałam mieć, ale nigdy wcześniej nie była ona w moim zasięgu. Aż do teraz.

Nie wracajmy pamięcią do mojej wielomiesięcznej nieobecności. W najbliższym czasie nie grozi mi to po raz kolejny i zapewniam o tym solennie – nie porzuciłabym przecież nowiutkiego miejsca zaraz po jego narodzinach; poza tym, mam wiele nowych pomysłów na teksty, zarówno jeśli chodzi o formę, jak i treść. Powróciła mi wena i ochota do pisania, i to ze zdwojoną siłą. Dawno nie czułam takiej potrzeby łączenia liter w wyrazy i wyrazów w zdania jak właśnie w tej chwili. Nie wspominając o tym, że ponad cztery lata pisania starego bloga czegoś mnie nauczyły. Szykujcie się więc na częste aktualizacje, na retrospekcje, opisy bieżących wydarzeń, a także krótsze lub dłuższe opinie na temat przeróżnych dóbr, z lekka przypominające recenzje. Kilka tekstów istnieje już w zarysie, inne pomysły kiełkują. Staram się na bieżąco zapisywać wszystko, co wpadnie mi do głowy, a potem obserwować, jak myśl zaczyna żyć własnym życiem i co z niej wynika.

Kończąc przydługi wstęp – tak, lata pisania nauczyły mnie, że kilka krótkich wpisów jest lepszym rozwiązaniem od jednego kilometrowej długości, dlatego też urwę w tym miejscu, licząc na pozostawienie u potencjalnych czytelników pewnego niedosytu. Mam nadzieję, a wręcz głęboko wierzę w to, że uda mi się utrzymać to miejsce przy życiu jak najdłużej, i że niedługo ujrzycie je w ostatecznym kształcie. A czas te zamiary zweryfikuje. :)

Strona 33 z 33« Pierwsza...1020...2930313233