Słowami malowane — „Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy”, Jeffrey Ford

By | 14 marca 2013

Jeffrey Ford to kolejny po Paolo Bacigalupim, Ianie R. MacLeodzie i Ianie McDonaldzie pisarz, który doczekał się omnibusu w Uczcie Wyobraźni, łączącego w jednym woluminie zbiór opowiadań oraz powieść. Takie wydanie to zawsze idealna okazja, by zapoznać się z pełnym spektrum literackich możliwości autora i stwierdzić, w jakiej formie poradził sobie lepiej — długiej czy krótkiej. W przypadku Forda trudno wydać jednoznaczny werdykt, ponieważ amerykańskiemu pisarzowi równie łatwo przychodzi zainteresowanie czytelnika snutą powoli opowieścią, jak i mniej rozbudowanymi, bazującymi na błyskotliwym pomyśle historiami.

W zbiorze „Asystentka pisarza fantasy” Ford daje się poznać jako mistrz konwencji wszelakich — znajdziemy tu historie bliższe zarówno gatunkowi science fiction, jak i fantasy, opowieści balansujące na granicy horroru czy z elementami realizmu magicznego, a nawet utwory głównonurtowe doprawione szczyptą oniryzmu. Choć opowiadania należą do stosunkowo krótkich, każde z nich zapada w pamięć i jest dowodem na niesłychaną pomysłowość oraz stylistyczny kunszt autora.

Można wyróżnić kilka motywów obecnych w krótkich utworach Forda. Na pierwszy plan wysuwa się intertekstualność i podejmowanie inteligentnej gry z oczytanym odbiorcą, który doceni nawiązania do twórczości Poego, Lovecrafta, Kafki czy Verne’a. Często też mamy do czynienia z metapisarstwem, czyli pisaniem o pisaniu; opowiadania dotykają tematu twórczego tworzenia, braku inspiracji, niewiary we własny talent czy odpowiedzialności za uczenie tej trudnej sztuki pięknego składania słów swoich podopiecznych.

Warto podkreślić też umiejętności Forda do kreowania świata przedstawionego — pisarz z równą łatwością tworzy historie rozgrywające się w otaczającej nas rzeczywistości, do której przenika większa bądź mniejsza liczba elementów fantastycznych, jak i w egzotycznych uniwersach, takich jak planeta zamieszkała przez olbrzymie owady będące miłośnikami starych filmów z Hollywood, czy też królestwo rodem z anty-fantasy, gdzie żebrak zostaje rachmistrzem, a wariat filozofem.

Opisowi każdego opowiadania można by z łatwością poświęcić oddzielny tekst, ale pozwólmy czytelnikom na samodzielne odkrywanie niespodzianek, jakie skrywa ta proza, i przejdźmy do dania głównego, powieści — „Portretu pani Charbuque”. Utalentowany malarz Piambo, który marnuje swój dar, podejmując się kolejnych zleceń nowojorskiej elity na ugładzone portrety, przyjmuje ofertę pani Charbuque. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie olbrzymia kwota, jaką za wykonanie obrazu oferuje klientka, oraz obowiązujący artystę warunek — musi stworzyć dzieło, nie widząc modelki. Piambo wytęża więc wyobraźnię, wsłuchuje się w szczegóły historii opowiadanej każdego dnia przez panią Charbuque i powoli pozwala opętać się fascynacji związanej z postacią tajemniczej kobiety.

Powieść Jeffreya Forda to subtelna opowieść o tożsamości i obsesji, snuta niespiesznie, a zarazem intrygująca i trzymająca w niepewności od pierwszego do ostatniego rozdziału. Utwór powinien usatysfakcjonować zarówno tych czytelników, którzy cenią sobie ciekawą historię opartą na niebanalnym pomyśle, jak i odbiorców szukających w prozie czegoś więcej — bogatego stylu, wyszukanych metafor i oddania malarskiej poetyki za pomocą słów. „Portret pani Charbuque” umożliwia także wgląd w środowisko artystów Nowego Jorku końca XIX wieku, a na kartach książki znajdziemy wzmianki między innymi o mistrzu portretów Johnie Sargencie czy ekscentrycznym Albercie Pinkhamie Ryderze.

„Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy” to kolejna pozycja godna miana Uczty Wyobraźni. Omnibus powinien spodobać się szczególnie czytelnikom zachwycającym się baśniowością Valente czy lirycznością MacLeoda, gdyż Ford włada piórem nie gorzej od wspomnianych pisarzy. Powieść przypadnie do gustu także tym odbiorcom, którzy w fantastyce niekoniecznie szukają… fantastyki. To raczej opowieść z pogranicza jawy i snu, efemeryczna wizja, niemająca punktów stycznych z prozą typową dla tego nurtu. Ale jakże smakowita i warta uwagi!

  • Tytuł: Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy (The Portrait of Mrs. Charbuque. The Fantasy Writer’s Assistant)
  • Autor: Jeffrey Ford
  • Wydawnictwo: MAG
  • Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 532
  • ISBN: 978-83-7480-286-4


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MAG oraz Portalowi Bestiariusz.

11 thoughts on “Słowami malowane — „Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy”, Jeffrey Ford

  1. Jezebel

    Ach, że też mam akurat priorytetowe rzeczy w kolejce i nie mogę się za to zabrać od razu! :(

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ja tak niestety od pół roku Swanwicka przekładam. :(

      Proponuję stworzenie projektu dodatkowych godzin w dobie przyznawanych czytaczom. „Czytasz co najmniej 2 książki miesięcznie? 3 godzinny dziennie do wykorzystania tylko na czytanie już od dziś dla Ciebie!”.

  2. Agata P

    Kusi mnie Uczta Wyobraźni strasznie – nie czytałam jeszcze żadnej pozycji z serii, ale książka Forda wydaje się wyjątkowo intrygująca.

    Reply
    1. Jezebel

      Tej konkretnej pozycji też jeszcze nie czytałam, ale (biorąc pod uwagę powyższą recenzję i inne opinie, na które się natknęłam) wydaje się być dobrym strzałem, jeśli chodzi o rozpoczynanie przygody z UW :o) Przyjaciółka moja osobista, niesiedząca głęboko w fantastyce i stroniąca dotąd od s-f po lekturze Forda pognała do biblioteki z zamiarem przytargania wszystkiego, co będą mieć z UW (czyli dwóch tytułów xD), jednocześnie zamawiając gdzieś w internetach dwie kolejne książki z tej serii i pożyczając ode mnie jeszcze jedną :P

      Ze swej strony polecam też Valente, szczególnie ‚Opowieści sieroty’ :o)

    2. Oceansoul Post author

      Też bym powiedziała, że Ford to bardzo dobra pozycja na rozpoczęcie przygody z UW – pięknie napisana, wizjonerska, ale jednocześnie nie przytłacza.
      Ja z kolei mogę jeszcze polecić na dobry początek MacLeoda, zwłaszcza „Wieki Światła” – również fantastyczny styl, świetny świat przedstawiony, a książka utrzymana raczej w klimacie XIX-wiecznej powieści społecznej (typu dickensowskiego) niż typowej fantastyki (choć elementy fantastyczne są obecne, i to w sporo większej dawce niż w „Portrecie…”).

  3. Agnieszka

    No i masz, a ja przedczoraj skompletowałam sobie zamówienie i TEGO akurat oczywiście nie włożyłam do koszyka… Szkoda, że nie ma e-booka. Wystarczyło wspomnieć baśniowość Valente, a ja już uszy strzygę:-)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      To przy kolejnym zamówieniu zdecydowanie warto to nadrobić. :) Chociaż pewnie tym razem też jakieś perełki upolowałaś.

  4. Radosia

    Ostatnio coś nie miałam szczęścia do Uczty wyobraźni, ponieważ trylogia M. Johna Harrisona zupełnie nie przypadła m do gustu, więc do Forda podchodziłam z dużą dawką ostrożności. Ale jednak zaskoczył mnie pozytywnie – świetne pomysły na opowiadania, na dodatek, różnią się od siebie tak diametralnie i ciężko wskazać jedno, które podobało mi się najbardziej:)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Mnie również trylogia Harrisona nie zachwyciła, zupełnie nie mój typ literatury. Na szczęście, jak na razie, to pierwszy autor z Uczty, który mi nie przypadł do gustu (ciekawi mnie, jak wypadnie Hal Duncan, który też budzi mieszane uczucia). Za to Ford jak najbardziej na plus, a teraz nie mogę doczekać się lektury Susanny Clarke. :)

      PS O, widzę, że znów blogujesz. :) Fajno, będę wpadać. ^^

  5. radosia

    No, znowu powróciłam do blogowania dawno mnie tu nie było, ostatnio zajmowałam się odbywaniem praktyk i zajmowaniem się Gildią Filmu, a teraz znalazło się trochę czasu na pisanie:) Z reguły przeglądam blogi paru osób (w tym Twój) ale rzadko dodaję komentarze:)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *