An der schönen blauen Donau

By | 17 lipca 2012

Czas wyjaśnić moje długotrwałe milczenie i książkowo-recenzyjny regres. Usprawiedliwieniem numer jeden było kończenie edukacji — obrona pracy magisterskiej, która mimo moich obaw zakończyła się lepiej, niż ktokolwiek wcześniej przypuszczał. Tak więc nie dość, że mogę pochwalić się dyplomem z wyróżnieniem, to jeszcze, najprawdopodobniej, nie jest to wcale koniec mojej kariery naukowej. Ale o tym cicho sza, przynajmniej do października.
Drugim powodem było szeroko zakrojone poszukiwanie pracy. Tu też nic nie zdradzę, żeby nie zapeszyć, ale mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem
Trzecim zaś powodem, szerzej omówionym poniżej, były moje krótkie wakacje. Taki to niestety zły los, że mogę już na zawsze pożegnać się z 3- czy 4-miesięczną labą, a kilka dni odpoczynku musi wystarczyć na dłuższy czas. Przedstawiam…

Wiedeńskie TOP 6

1. Pałace

Historia monarchii Austro-Węgierskiej nierozerwalnie związana jest z panującym rodem Habsburgów. Jako że koronowane głowy nie mieszkają byle jak i w byle czym, w Wiedniu można dziś zwiedzać kilka rezydencji, w których mieszkali Maria Teresa czy Franciszek Józef.

W centrum miasta znajduje się Hofburg — rezydencja zimowa, łącząca w sobie elementy architektury renesansowej, barokowej i klasycystycznej. Można zwiedzić część pomieszczeń, w których niegdyś rezydowali panujący, obejrzeć wiekowe zastawy stołowe, stroje czy przedmioty codziennego użytku cesarzy.
W oddaleniu od centrum znajduje się Schönbrunn, zbudowana na przełomie XVII i XVIII wieku rezydencja letnia. Barokowy pałac otaczają rozległe ogrody, które — podobnie jak niektóre z komnat — udostępniono zwiedzającym. Wnętrza cechuje przepych, należy spodziewać się licznych złoceń, ogromnych luster, malowideł na suficie i licznych portretów przedstawiających członków rodziny panującej.
Obydwa pałace odznaczają się jednymi z najpiękniejszych wnętrz, a i z zewnątrz prezentują się imponująco. Chociaż trudno zazdrościć Habsburgom — kto dziś chciałby pokonywać kilometry między sypialnią a gabinetem! I kto by posprzątał 1441 pokojów…

2. Galerie

Malarstwem Wiedeń stoi. Ilość galerii, w których wiszą płótna najznamienitszych mistrzów pędzla, jest olbrzymia, na odwiedzenie wszystkich zabrakło więc czasu. Nie odmówiłam sobie jednak przyjemności obejrzenia kilku obrazów, które stanowiły dla mnie największą atrakcję.
Galerie mieszczą się m.in. w Górnym i Dolnym Belwederze, barokowym pałacu księcia Eugeniusza Sabaudzkiego. Znajdująca się tam kolekcja obejmuje dzieła sztuki wielu epok — począwszy od średniowiecza, przez barok, malarstwo impresjonistów i ekspresjonistów, po wiek XXI. Najpopularniejszym eksponatem jest słynny obraz Gustava Klimta Pocałunek.
Z kolei w Akademii Sztuk Pięknych podziwiać można jedno z arcydzieł Hieronymusa Boscha, tryptyk Sąd ostateczny. Obraz robi wrażenie niesamowite, a im dłużej zwiedzający przygląda się wszystkim hipnotyzującym szczegółom, tym bardziej nie ma ochoty opuszczać galerii.
Obrazy stanowią także gros eksponatów w Kunsthistorisches Museum. Galeria ta może pochwalić się wspaniałą kolekcją europejskiego malarstwa, by wymienić choćby takie nazwiska, jak Bruegel, Rubens, Dürer, Rembrandt, Velazquez czy Holbein. A to oczywiście jedynie ułamek znakomitości.

3. Pozostałe muzea

Załóżmy jednak, że nie każdy jest fanem malarstwa (choć to oczywiście szalona myśl!). Nie oznacza to, że w wiedeńskich muzeach będzie umierać z nudów. Wspomniane Kunsthistorisches Museum ma do zaoferowania także zbiór eksponatów z czasów starożytnych, czyli pozostałości po kulturze Egipcjan, Greków i Rzymian. Dla fanów numizmatyki przygotowano zaś kolekcję monet.
Usytuowane po przeciwnej stronie placu Marii Teresy Naturhistorisches Museum to z kolei gratka dla wielbicieli geologii i biologii. Połowę jednego z pięter zajmuje olbrzymia kolekcja skał i minerałów, w innych salach znajdują się szkielety dinozaurów, skamieniałości, a także zakonserwowane gatunki zwierząt – od owadów i ryb, przez płazy i gady, po ptaki i ssaki.

4. Muzyka

Trudno przebyć choć kilka wiedeńskich uliczek w centrum miasta albo przespacerować się w okolicy Hofburga czy Schönbrunnu i nie usłyszeć najbardziej znanych utworów austriackich kompozytorów. Co innego jednak, gdy Nad pięknym modrym Dunajem Johanna Straussa gra katarynka, a fragment symfonii Mozarta gwiżdże komik w stroju z epoki, a co innego, gdy idzie się na prawdziwą muzyczną ucztę. Ja miałam szczęście trafić na koncert grany przez Wiener Hofburg Orchester, który odbywał się w jednej z sal pałacu. Słuchaczom zaserwowano nie tylko ucztę dla ucha, na którą złożyły się utwory Straussa i Mozarta, ale też ciekawe widowisko, utrzymane w tonie luźniejszym, niż kojarzy się z pobytem w filharmonii. Nie zabrakło też typowo austriackiego zakończenia, znanego z pewnością tym, którzy oglądają noworoczne koncerty Filharmoników Wiedeńskich — czyli Marsza Radetzky’ego, podczas którego dyrygent dyryguje klaszczącą w rytm muzyki publicznością.

5. Prater

Wiedeński lunapark nie dorównuje swoim rozmiarem i bogactwem najlepszym europejskim parkom rozrywki, ale nie oznacza to, że miłośnicy mocnych wrażeń nie znajdą tam niczego dla siebie. Znajdą, jak najbardziej — szczególnie wszyscy ci, którzy lubią wznosić się i opadać, przebywając jednocześnie do góry nogami. Ja zdecydowanie od atrakcji tego typu wolę tradycyjne rollercoastery — a tych na Praterze zbyt wielu nie ma. Na szczęście znalazły się wśród nich dwa szczególnie godne uwagi obiekty, czyli robiący pętle do przodu i do tyłu Boomerang oraz Volare, w którym podróż odbywa się na leżąco, po wewnętrznej stronie toru. A jeśli komuś nie po drodze do Londynu, na Praterze znajdzie także jeden z oddziałów muzeum Madame Tussauds; ja jednak odpuściłam ponowne spotkanie z figurami woskowymi.

6. Sachertorte

Austria słynie z wielu smakołyków — jest sznycel po wiedeńsku, strudel z jabłkami czy rosół ze szpinakiem. Ale największą gratką dla miłośników wyrobów cukierniczych jest bez wątpienia tort Sachera, czyli ciasto czekoladowe przełożone konfiturą morelową i oblane grubą warstwą polewy czekoladowej. Nie znajdziecie w Wiedniu kawiarni, która nie podaje tego deseru. To wypiek stosunkowo prosty, a przy tym dość słodki, więc nie zasmakuje tym, którzy za słodyczami nie przepadają. Ja jednak obdarzyłam go uwielbieniem od pierwszego kęsa.

  • http://krimitanfamania.blogspot.com Agnieszka

    Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować, trzymać kciuki i nie zapeszać – mam nadzieję, że nie pomyliłam kolejności:-)…
    A Wiedeń ma swój urok, aż dziw, że tak rzadko tam jeździmy, choć przecież nie mamy zbyt daleko. Swoją drogą, z galerii wybrałaś akurat moje dwa ulubione obrazy. Boscha mam nawet jako dziewięciotysięczne puzzle, niestety, nieskończone…

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Dziękuję! :)
      A puzzli zazdroszczę, sama uwielbiam układać od czasu do czasu. Ale większych niż 3000 kawałków jeszcze nie miałam okazji – stół niestety nie pomieści, a i na podłodze nie dość otwartej przestrzeni, którą by można zablokować puzzlami.

  • http://harashiken.blogspot.com/ Harashiken

    Ja również gratuluję, życzę powodzenia w realizacji dalszych planów i składam kondolencje z racji zgonu wielomiesięcznych okresów błogiego lenistwa :(

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Dziękuję. :)
      A lenistwa bardzo będzie mi brakowało, chlip! Zazdroszczę wszystkim studentom!

    • http://harashiken.blogspot.com/ Harashiken

      Ja tam sobie nie zazdroszczę :P

  • viv

    Przede wszystkim gratuluję takiego sukcesu i takich widoków na przyszłość! :) Trzymam kciuki, żeby z dalszą karierą naukową wiązały się wakacje dłuższe niż 20 dni roboczych :) I zazdroszczę tego Wiednia, ale tylko troszkę, bo należała Ci się taka nagroda :)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Dziękuję, dziękuję. :)

  • Kaosumaru

    I ja również dopisuję się do gratulacji Ociu – przyszłość faktycznie rysuje się różowo! I trzymam kciuki w sprawie pracy :)

    A co do Wiednia, to faktycznie całkiem fajne miasto, i przyjazne dla człowieka chcącego poobcować troszkę z kulturą. Zwiedzanie szeroko pojętych atrakcji turystycznych ułatwia 6 linii metra – muszę przyznać, że patrzyłem na nie z pewną zawiścią. Z wymienionych miejsc, chyba tylko Belweder jest w większej odległości od stacji metra. Autopsja wykazuje, że praktycznie większość przestrzeni pokona się na własnych nogach we wnętrzu muzeum, niż zmierzając ku niemu.

    Trudno mi sobie wyobrazić, żeby tryptyku Boscha ktoś nie uznał za fascynujący, przedstawione na nim fantasmagoryczne demony i chimery są naprawdę hipnotyzujące – jajo z nóżkami przebite strzałą, jaszczurzy demon przebijający siebie mieczem, by topić jakiegoś nieszczęśnika w beczce swej krwi.

    Chociaż ciężko aspirować mi do miana znawcy, Wiener Hofburg Orchester gra naprawdę dobrze, i przy tym całkiem często – gdyby jeszcze na koncert filharmonia wiedeńskiej można było dostać się tak łatwo.

    Boomerang jest całkiem fajny, pomijając te momenty, w których człowiek myśli, że zaraz umiera ;)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Dziękuję. :)

      A umieranie na kolejkach to jednak fajne jest. :D W sumie to bardzo. :D

    • http://harashiken.blogspot.com/ Harashiken

      Z tym umieraniem to zależy czy ma się przy sobie wysokolvlowego druida :D