Loading...
Literatura

Amerykanin w Paryżu – „Ambasadorowie”

"Ambasadorowie", Henry JamesJeśli podzielić twórczość Henry’ego Jamesa na trzy okresy, jak często czynią to biografowie i krytycy, „Ambasadorów” zakwalifikujemy do najpóźniejszego, poświęconego obrazowaniu amerykańskiego i europejskiego społeczeństwa, ukazywaniu jednego z nich przez pryzmat drugiego i przeciwstawianiu ich sobie. Po wcześniejszym skoncentrowaniu się na sztukach i opowiadaniach James powrócił do opasłych powieści, w których nie stronił od długich, złożonych opisów — zwłaszcza tych dotyczących rozmyślań głównego bohatera.

Lambert Strether, Amerykanin w średnim wieku, na polecenie swojej narzeczonej, zamożnej wdowy, wyrusza do Paryża, by odszukać jej syna i skłonić go do powrotu do kraju, gdzie młodzieniec obejmie stanowisko w rodzinnym przedsiębiorstwie. Gdy odnajduje Chada Newsome’a okazuje się jednak, że syn marnotrawny przeszedł znaczną przemianę, o dziwo — są tą zmiany ze wszech miar pozytywne. Nabrał obycia i manier, obraca się w towarzystwie osób, którym niczego nie można zarzucić. Lata spędzone w Europie wyraźnie mu posłużyły. Paradoksalnie komplikuje to misję Strethera; choć Chad gotów jest spełnić życzenie matki, Lambert pod wpływem uroku stolicy Francji i na skutek poznania fascynującej Marie de Vionnet postanawia przedłużyć swój pobyt na obczyźnie.

Opowieść została w całości ukazana z punktu widzenia protagonisty, choć w paru miejscach wszechwiedzący narrator zdaje się puszczać oko do odbiorcy i sugerować, iż wie więcej, niż ma ochotę zdradzić. Pisarz postanowił jednak skoncentrować się na Stretherze, a postać ta bardzo szybko zaskarbia sobie sympatię lub przynajmniej zrozumienie czytelnika. Lambert jest z jednej strony naiwny i dobroduszny, z drugiej — jakże łatwo przychodzi mu zachłyśnięcie się Starym Kontynentem. Dzięki niezwykłej wrażliwości bohatera możemy wraz z nim przeżywać kolejne emocje, mistrzowsko odmalowane przez autora, postrzegać kontrast między konserwatywną, purytańską Ameryką a liberalną, pełną swobód obyczajowych (oczywiście z punktu widzenia Strethera) Europą.

Należy jednak uzbroić się w cierpliwość i przygotować na to, że Henry James o niczym nie pisze wprost. Chętnie kluczy to tu, to tam, by po kilkudziesięciu stronach dać wyraz temu, co równie dobrze można by przekazać w paru zdaniach. Zamierzona retardacja najpewniej zniechęci odbiorców przedkładających wartką akcję i meandry fabuły nad finezyjność pióra. Od wydarzeń ważniejsze są w „Ambasadorach” sylwetki bohaterów, których poznajemy przede wszystkim poprzez rozbudowane, wielostronicowe dialogi, jakie między sobą prowadzą, a nie ich poczynania. Postacie u Jamesa są zróżnicowane i interesujące, a zarazem uosabiają pewne ogólne postawy ludzkie — postawy wciąż aktualne, dodajmy.

Choć fabuła jest dość prosta, a bieg wydarzeń ospały i nieobfitujący w zaskakujące zwroty akcji, powieść ma prawdziwie hipnotyzującą moc. Zawdzięcza to w dużej mierze godnemu uwagi stylowi pisarskiemu Jamesa, niezwykle kunsztownemu, pełnemu długich, wielokrotnie złożonych zdań. W polskim przekładzie tłumaczce Marii Skibniewskiej udało się oddać zarówno piękną melodię języka autora, jak i ducha epoki — wystarczy lektura pierwszych kilku ustępów, by nie mieć wątpliwości, iż tego utworu nie napisano w czasach współczesnych. Z tego względu osoby, które nie czerpią nadmiernej przyjemności z rozkoszowania się trącącą myszką frazą, mogą poczuć się znudzone rozbudowaną narracją i niedzisiejszymi dialogami. Ale entuzjaści Jamesa i prozy przełomu XIX i XX wieku z pewnością rozpłyną się w zachwycie.

We wstępie do drugiego amerykańskiego wydania James uznał „Ambasadorów” za swoje opus magnum. Z pewnością to powieść o dużym rozmachu, perfekcyjnie odmalowująca społeczeństwo Paryża u progu XX wieku, znakomity przykład literackiego realizmu psychologicznego, ale czy faktycznie największe dzieło tego płodnego twórcy? W tej kwestii zdania są podzielone, a i ja wstrzymam się jeszcze z wydaniem takiego osądu. Najlepiej, by każdy czytelnik sam postanowił to zweryfikować.

  • Tytuł: Ambasadorowie (The Ambassadors)
  • Autor: Henry James
  • Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • Rok wydania: 2012
  • Liczba stron: 668
  • ISBN: 978-83-7839-396-2


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka oraz Portalowi Lubimy Czytać.

  • Bacha85

    Ty to potrafisz rozbudzić apetyt! Chyba wezmę się w najbliższym czasie za którąś z jeszcze nieprzeczytanych powieści Jamesa, którą mam na półce. Uwielbiam finezję i subtelność jego języka a Ambasadorowie, wciąż czekają na zakup ;)

    • To bardzo się cieszę. :) Ja chwilowo zrobię sobie od Jamesa krótką przerwę, ale na pewno jeszcze do niego wrócę.

  • Już od jakiegoś czasu interesują mnie książki pana Jamesa, ale jakoś zawsze zapominam o nich podczas zakupów. Bądź co bądź z pewnością przeczytam, któreś z jego dzieł. Tyle tylko, iż trochę czasu zapewne jeszcze upłynie nim wreszcie zanurzę się w świecie pełnym dłuuugich opisów i wielokrotnie złożonych zdań.

    • Na początek może łatwiej będzie znaleźć czas na coś krótszego i sprawdzenie swoich wrażeń dotyczących stylu autora? Wówczas mogę polecić np. „W kleszczach lęku” albo zbiór opowiadań „Daisy Miller”. :)