Langue i parole — „Ambasadoria”, China Miéville

By | 17 grudnia 2013

„Ambasadoria”, China MiévilleW kolejnych książkach nurtu science fiction dość często przewijają się te same motywy ― podróże kosmiczne, pierwszy kontakt z obcą rasą, postęp technologiczny, robotyka, socjologia. Zrealizowane lepiej lub gorzej, powierzchownie lub dogłębnie, mniej lub bardziej ambitnie. Ale lingwistyka? Bariery komunikacyjne z mieszkańcami innych planet rozwiązuje zazwyczaj stworzenie odpowiedniego programu tłumaczącego lub transfer wiedzy między mózgami zainteresowanych jednostek, same zaś języki różnią się między sobą w podobnym stopniu, w jakim odbiegają od siebie mowy różnych nacji na naszej planecie. Skoro więc każdy jest w stanie w krótszym bądź dłuższym czasie nauczyć się fińskiego lub swahili, nic nie stoi na przeszkodzie, by zgłębił także język napotkanych kosmitów. Tymczasem China Miéville rozumuje zupełnie inaczej.

To, co dla Ziemian jest tylko językiem, dla Gospodarzy jest Językiem, a ten lingwistyczny konstrukt nie przypomina niczego, z czym ludzkość zetknęła się kiedykolwiek wcześniej. Język, myśl i rzeczywistość są dla nich nierozerwalnie związane, stąd Ariekeni nie potrafią kłamać czy mówić o rzeczach nieistniejących. Nie dokonują rozróżnienia między langue a parole. By rozwijać i wzbogacać swoją mowę, potrzebują namacalnych porównań ― osób, które regularnie coś robią lub którym coś się przydarzyło. A choć ludzie są w stanie rozpoznawać wydawane przez obcych dźwięki i rozumieć ich komunikaty, nie mogą ich w prosty sposób odtworzyć ani syntezować. Stąd potrzeba istnienia Ambasadorów, sztucznie hodowanych dubli o identycznych ciałach i umysłach; obydwa osobniki myślą to samo, a równocześnie wypowiadają inne sylaby, tworzące jedno słowo. Spokojna, wieloletnia egzystencja Gospodarzy i ludzi zamieszkujących Ambasadorię zmienia się jednak w mgnieniu oka, gdy pojawia się EzRa ― pierwszy Ambasador, który nie składa się z klonów.

„Ambasadoria” to rzecz jasna nie tylko powieść o języku, a utwór traktujący o zderzeniu dwóch całkowicie obcych sobie kultur, próbujących w jakiś sposób nawiązać nić porozumienia i koegzystować. Zachodzące tu mechanizmy więcej mają wspólnego z prawdziwymi wydarzeniami znanymi z przeszłości niż z literacką fikcją. Wszechobecna polityka, bunty i zamieszki, a także bardzo czytelne przedstawienie tego, w jaki sposób drobny błąd jest w stanie doprowadzić do zagłady całej nacji sprawiają, że powieść Miéville’a można czytać niczym złożoną metaforę socjologiczną. Nie zabrakło też znanego już z innych pozycji science fiction (by wspomnieć „Mówcę umarłych” Orsona Scotta Carda) dylematu wytyczenia granicy między komunikacją a ingerencją; rolą Ambasadorów nie jest bowiem poznanie i zrozumienie Ariekenów, a jedynie porozumienie się z nimi na tyle, by umożliwić wymianę handlową, co budzi wątpliwości niektórych bohaterów.

Niewielkie zastrzeżenia podczas lektury budzą jedynie nierówne tempo akcji oraz stosunkowo mało odkrywcze zakończenie utworu. Początkowo można także odczuwać dezorientację spowodowaną wrzuceniem czytelnika na głęboką wodę oraz niechronologiczną pierwszoosobową narracją, ale zagubienia stopniowo zanika, gdy wraz z główną bohaterką Avice Benner Cho (jej inicjały nieprzypadkowo składają się na ABC) lepiej poznajemy Język i Gospodarzy. Pisarz poświęcił też sporo miejsca opisom złożonej konstrukcji świata, nie tylko planecie Ariekenów i Ambasadorii, ale również temu, co znajduje się poza nimi, czyli enigmatycznemu Nurtowi. Historia opowiadana jest językiem przystępnym, ani nadmiernie kunsztownym, ani zbyt prostym, by mógł do lektury zniechęcać.

China Miéville nie podąża utartymi szlakami ― on je wytycza, co udowadnia nie po raz pierwszy, by przywołać choćby równie oryginalne „Miasto i miasto”. Jednocześnie to powieść zupełnie inna od swoich poprzedniczek, może nawet najlepsza w dorobku brytyjskiego pisarza. Próbując opisać tę książkę, czytelnik szybko zorientuje się, że język jest jednak szalenie ubogim narzędziem i trudno oddać w prostych słowach bogactwo wizji autora. Może gdybyśmy mówili Językiem Ariekenów, byłoby to łatwiejszym zadaniem?

  • Tytuł: Ambasadoria (Embassytown)
  • Autor: China Miéville
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 470
  • ISBN: 978-83-7785-169-2


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka oraz Portalowi Insimilion.

  • Jest na sali jedna lingwistka, która nawet przeczytała „Ambasadorię” :-) Jestem bardzo wdzięczna Mielville’owi za tę powieść, za to, jak wspaniale rozprawił się z językiem, za to, że wziął na tapetę jedno z najbardziej fascynujących zjawisk tego świata, czyli umiejętność porozumiewania się. Jego pomysł na powieść jest ambitny, chyba zbyt ambitny dla szeregowego, masowego czytelnika. I chyba nie do końca udało mu się przełożyć ambitne założenia, fascynującą, acz niszową tematykę na rozrywkową powieść. Nie do końca przekonały mnie zabiegi fabularne, ale powieść kocham i tak;-)

    • A w jakim języku czytałaś, może po niemiecku? Czytałam fragmenty oryginału, a całość po polsku – i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że część elementów jednak gdzieś w przekładzie uleciała. Ciekawi mnie, jak inni tłumacze sobie z Mievillem poradzili.

    • Po polsku czytałam. Niemcy chyba jeszcze nie wydali, dopiero szykują. Nie zaglądałam do oryginału, choć może powinnam. Jestem pewna, że to był ciężki orzech do zgryzienia, wymagający jeśli nie geniuszu, to na pewno niesamowitej sprawności i kreatywności. Tej książki nie czytało się łatwo, może również za sprawą przekładu, choć podejrzewam, że i oryginał wymagał pewnego wysiłku intelektualnego. Jak już pojawi się niemiecka wersja, to zajrzę do niej z ciekawości, porównam to i owo.

  • Megapodius

    Myślę, że Mieville celowo wybrał takie a nie inne zakończenie by pokazać jak bardzo inaczej widzi pewne zjawiska od Dostojewskiego, którego „Sen śmiesznego człowieka” był jedną z inspiracji dla „Ambasadorii”

  • Dobra recenzja, zachęciłaś mnie do przeczytania, a nie jest to takie łatwe, jeśli chodzi o osobę China Mieville’a. Kiedyś próbowałam sięgnąć po „Dworzec Perdido”, ale niestety poległam. A „Ambasadoria” wygląda na stworzoną dla mnie, doceniam książki traktujące o języku i jego wartości w komunikacji. Dzięki.

    • Mogę tylko wyrazić radość i liczyć na to, że się nie zawiedziesz. :)