Bóg dał nam Alkę, diabeł — Wokulskiego — „Alkaloid”, Aleksander Głowacki

By | 23 lipca 2012

Alkaloidy to grupa naturalnie występujących zasadowych związków chemicznych, głównie pochodzenia roślinnego, zawierających azot. Tak przynajmniej głosi tradycyjna definicja z podręczników do chemii. Do tej pory ta dziedzina nauki nie szła w parze z fantastyką, a tworzenie historii alternatywnej przełomu XIX i XX wieku koncentrowało się na przyspieszeniu bądź ekspansji rewolucji pary i elektryczności. Do czasu. Oto bowiem pojawił się „Alkaloid”, a wraz z nim alka — substancja wszechpotężna, niosąca za sobą równie wiele pokus, co zagrożeń.

Tak naprawdę szumnie zapowiadany ‚chempunk’ to nic innego, jak oparcie konstrukcji świata powieści na niezwykłej substancji, która z przeciętnego obywatela może zrobić nadczłowieka i bohatera kina akcji w jednym. Tak też dzieje się ze Stanisławem Wokulskim, protagonistą, który niczym Rambo lub Neo radzi sobie z próbującymi zniszczyć go wrogami, a jednocześnie snuje śmiałe i skomplikowane plany ekonomiczno-polityczne. Niestety, z zakochanym sklepikarzem, jakiego pamiętamy z kart „Lalki”, nie ma zbyt wiele wspólnego poza personaliami.

W „Alkaloidzie” uwagę zwraca misterna, a zarazem logiczna konstrukcja świata i potencjał drzemiący u podstaw pomysłu. Niestety, wykonanie pozostawia sporo do życzenia. W powieści wysoki jest współczynnik chaosu w prowadzeniu fabuły i postępowaniu bohaterów, a styl autora, który ukrywa się za pseudonimem Aleksander Głowacki, nie wzbudza zachwytów — chwilami męczy do tego stopnia, że trudno zmusić się do dalszej lektury książki o bądź co bądź wciągającej intrydze. Za dużo tu opisów pojedynków, w dodatku topornie nakreślonych, a za mało… cóż, pozostałych elementów. Przede wszystkim zaś brakuje wprawy w posługiwaniu się piórem.

Najbardziej rozczarowuje jednak nikły związek z „Lalką”. Jeśli ktoś ma nadzieję na nawiązania większego kalibru do prozy Prusa, zawiedzie się srodze. Głównego bohatera równie dobrze można było ochrzcić Janem Kowalskim, bowiem z powieściowym Wokulskim szybko przestaje mieć cokolwiek wspólnego. Nie ma co liczyć na fragmenty pamiętnika starego subiekta, malownicze opisy uliczek Warszawy (czy jakiegokolwiek innego miasta) albo galerię równie barwnych postaci drugoplanowych. W „Alkaloidzie” występuje co prawda Ochocki, można też natknąć się na wzmiankę o Rzeckim, ale to raczej kwiatek do kożucha, a nie nawiązania z prawdziwego zdarzenia do jednej z najsłynniejszych pozytywistycznych lektur. Głowacki chętniej sięga do person świata rzeczywistego, jak Churchill, Einstein czy Tesla; pochwalić można zwłaszcza ciekawie nakreśloną sylwetkę Witkacego.

Choć tematyka powieści, stojąca na wysokim poziomie chempunkowa otoczka i spójna konstrukcja świata przemawiają za daniem „Alkaloidowi” szansy, dla mnie to jedno z największych literackich rozczarowań. Jeśli ktoś bierze się za Prusa i na alternatywnej wersji „Lalki” opiera koncept powieści, musi liczyć się z tym, że zostanie z tych obietnic rozliczony. Wydanie książki w serii Science Fiction z plusem, czyli umieszczenie obok dzieł m.in. Rafała Kosika i Roberta M. Wegnera, także jest dość mylące, bowiem styl Głowackiego wciąż znajduje się w powijakach, a prowadzenia fabuły mógłby uczyć się od wyżej wymienionych konfratrów. „Alkaloid” określić mogę jedynie mianem przedwczesnego debiutu.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Powergraph oraz Portalowi Insimilion.

11 thoughts on “Bóg dał nam Alkę, diabeł — Wokulskiego — „Alkaloid”, Aleksander Głowacki

  1. Carnifici

    Witam – mój pierwszy pościk tutaj, to i przywitać się należy.

    Sam jestem po lekturze Alkaloidu, już co prawda na świeżości wrażenia straciły, acz wciąż większość z lektury pamiętam i szczerze przyznam, iż ubogość nawiązań do oryginalnej „Lalki” Prusa, u mnie nie wzubadzała większych zastrzeżeń. Co prawda wystąpienie pod imieniem i nazwiskiem Prusa, może trochę irytować (gdyż powiązania nasuwają się same) to jednak podchodziłem do Alkaloidu, jako do całkowicie innej powieści, u której spodziewałem się tylko tych samych nazwisk, nic więcej (na to też raczej przygotowuje tył książki). Także u mnie przyznam rozczarowanie (przynajmniej odnośnie tego aspektu) było mniejsze. Zaś co się tyczy reszty…

    Przeskakiwanie z akcją i bohaterami zdzierżę, podobnie jak chaotyczną – choć w miarę logiczną i zrozumiałą, fabułę. Ale brak kunsztu pisarskiego aż kole w oczy. Zwłaszcza że wziąłem Alkaloid, tuż po przeczytaniu trzeciego tomiszcza Samozwańca – Komudy, gdzie różnica poziomów, była większa niż głębokość rowu mariańskiego. Nie chce tutaj sobie dodawać za dużo, ale były momenty w których podczas lektury, dochodziłem do wniosku iż napisał bym to lepiej. A koniec końców do skończenia książki się zmuszałem.

    Fabuła, intrygi i świat przedstawiony, to wielki plus tej książki, niestety autorowi na prawdę brakuje wprawy w pisaniu. Wiem iż każdy pisarz musi nabrać tego doświadczenia, zobaczyć gdzie popełnia błędy by mógł je później poprawiać i dzięki temu powoli nabierać doświadczenia. Ale, od tego są portale z opowiadaniami, blogi i wiele innych miejsc (w tym i czasopisma) gdzie można się starać o publikację, a nie iść od razu na głęboką wodę i pisać „powieść”. I tak jak powiedziałaś w podsumowaniu, przed wczesny debiut i raczkujący sposób prowadzenia powieści. Drugą szansę zapewne dam, ale raczej nie szybko. Rozczarowanie jest przyznaje, ale bywały większe (jak sobie przypomnę Pilipiuka z Homo bimbrownikus-em, to mnie do dziś telepie).

    I wybacz proszę najmocniej, długość tego posta. Zrobiła się z tego chyba moja mini recenzja, za co przepraszam, wszak to Twój blog, ale trochę goryczy we mnie ta książka trzymała, to i wyrzucić ją musiałem z siebie.

    A blog i tekst muszę przyznać świetne, Zwłaszcza bardzo dobrze dobrana kolorystyka, zachęca do zostania na dłużej, no i zaraz poszperam innych Twoich (Twych?) tekstów, także zapewne zostanę na dłużej :)

    Pozdrawiam.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Witam również, mam nadzieję, że rozgościsz się na dłużej. :) I dziękuję za miłe słowa.
      Za długość przepraszać nie trzeba, zawsze chętnie skonfrontuję swoją opinią z cudzą, choć w tym przypadku raczej się zgadzamy. Co do drugiej szansy, to musiałabym chyba trafić na zastępy pochwalnych recenzji kolejnej książki autora i nie mieć niczego innego pod ręką, by zaryzykować raz jeszcze; dawno nikt mnie tak nie rozczarował, a zbyt wielu lepszych ciągle musi czekać na swoją kolej, bym prędko zapomniała o tym zawodzie.

  2. Silaqui

    „Alkaloid” miał świetną akcję promocyjną, ale widzę,że rzeczywistość nie prezentuje się tak różowo. Co prawda nikłe nawiązania do „Lalki” raczej by mi nie przeszkadzały (a raczej nawet bym ich nie zauważyła, gdyż przed Prusem zawsze heroicznie się broniłam), za to pozostałe mankamenty nawet mnie odrzucają ^^
    Poza tym, wolę zacząć przygodę z jakimś „normalnym” steampunkiem nim zacznę się przyglądać jego odmianom :)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      To ja Ci polecam „Lalkę” Prusa! ^^ Jakby nie patrzeć, tam są elementy fantastyki, można nawet pod steampunk podciągnąć. :D

    2. Silaqui

      Chyba nie jestem w stanie ^^
      Prus mnie odrzuca, podobnie jak większość naszych klasycznych autorów. Ot, efekt naszego szkolnictwa :)

    3. Oceansoul Post author

      Rozumiem. Ja akurat zawsze lubiłam lektury… :D (Tak, muszę być dziwnym, dziwnym człowiekiem :D) Najbardziej romantyzm, ale pozytywizm też był okay. ^^

  3. Moreni

    Ja już jakiś czas temu zrezygnowałam z czytania tej książki (na którą miałam ochotę po szeroko zakrojonej akcji promocyjnej i zaufaniu do serii, w jakiej się ukazała) – jak widać słusznie. Swoją drogą, zauważyłam ostatnio, że żadna cośpunkowa (poza cyberpunkiem) powieść nie może się obyć bez Tesli…

    Reply
  4. Agnieszka

    Już prawie się skusiłam (widać akcja promocyjna naprawdę była skuteczna), ale jednak po przeczytaniu paru recenzji zaniechałam kupna. I chyba dobrze… Nawet już tę Lalkę bym przebolała, ale dyletanckiego prowadzenia fabuły – już nie.

    Reply
  5. Immora

    Lalka mi się nawet podobała, o zgrozo ;P A i po tę pozycję jak będę miała okazję to sięgnę, bo ciekawa jestem, co tam Powergraph wydał. Zazwyczaj ich książki mi pasuję, więc a nuż tę również będzie mi się dobrze czytać.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Mnie wszystkie prócz tej też pasowały. :D I mam nadzieję, że kolejne również będą, bo zapowiada się kilka smakowitych pozycji w tym roku. ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *